Miesiąc: Lipiec 2017

Top 3 najlepszych okładek 

Top 3 najlepszych okładek 

Każdy z nas ma swoje ulubione okładki, na które mógłby patrzeć bez końca. Miałam ogromny dylemat przy wyborze trzech najlepszych, ale wcale nie dlatego, że było ich tak dużo, ale dlatego, że jestem bardzo wybredna i ciężko mi było wyłowić te, które naprawdę skradły moje serce.
Na podium znalazły się trzy, wyjątkowe pod względem treści, jak i szaty graficznej książki. To, co mnie w nich urzekło sprawiło, że maja wyjątkowe miejsce w moim sercu i na mojej półce.

MIEJSCE TRZECIE

Ildefonso Falcones Bosonoga królowa 


Okładka prosta, z pięknym ornamentem i mój najświeższy nabytek tego autora. Jego książki nie tylko są wspaniałe, ale także wyjątkowo kojące. Zawsze pojawiają się w moim życiu wtedy, kiedy jest mi źle.

Bosonoga królowa
to opowieść o pasji, wierności ideałom, oraz miłości. Caridad to kubańska niewolnica, która nagle zostaje uwolniona przez swojego pana. Nie wiedząc co począć z tym wielkim darem, którego wcale nie pragnęła błąka się po ulicach Madrytu. Na swojej drodze spotyka jednak żywiołową i piękna cygańską dziewczynę Milagros i wtedy jej życie na zawsze się zmienia.
Kto nie czytał tej książki, albo dwóch poprzednich Katedry w Barcelonie i Ręki Fatimy niech się cieszy, bo wspaniałe powieści z podanym w pięknym stylu wątkiem historycznym przed Wami!

MIEJSCE DRUGIE

Cornelia Funke Atramentowa krew 


Książki z serii Atramentowy świat to literatura, którą odkryłam mając bardzo krótko naście lat. Niesamowita historia, która była dla mnie inspirująca i ciekawa, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach odnoszę wrażenie, że już wszystko zostało wymyślone.

Poznajemy przemiłą dziewczynkę Meggie oraz jej ojca Mortinera Folcharta, który został obrażony niezwykłą umiejętnością – potrafił przenosić ludzi w świat czytanej na głos powieści. Niestety, właśnie w taki sposób zaginęła jego żona – trafiła do świata czytanej przez niego książki. Pewnego dnia przychodzi do nich dziwny gość – Smolipaluch, który przybywa właśnie ze świata powieści, gdzie Mortimer nieopatrznie wysłał swoją żonę. Świat nie lubi pustki, więc skoro w jednym wymiarze pojawiła się nowa osoba, to musiała z kimś zamienić się miejscem.

Niesamowita historia, ciekawe zdarzenia, fantastycznie nakreśleni bohaterowie, zwroty akcji i aż trzy przepięknie wydane tomy. Mnie najbardziej urzekła zdecydowanie druga cześć: Atramentowa krew, gdzie w zaroślach rozchylonej okładki możemy zobaczyć przepiękny zamek. Dodatkowo książki stylizowane są na stare, grube tomy, bogato zdobione na rogach i grzbiecie.

Bardzo miło wspominam tę lekturę – przypadek sprawił, że w ogóle na nią wpadłam, ale na pewno tego nie żałuję. Autorka wymyśliła świat, który nie był ani banalny ani już nam znany.

MIEJSCE PIERWSZE 

Donna Tartt Szczygieł


Oryginalna okładka okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest zupełnie nietuzinkowa i naprawdę piękna. Z przedartej obwoluty wychyla się nieśmiało obraz tytułowego Szczygła, czyli jeden z eksponatów z Metropolitam Museum of Art, skradziony przez małego chłopca podczas ataku terrorystycznego.

Theodore w tym właśnie ataku stracił matkę, a jedyne co go z nią łączy to właśnie owy obraz, o którym nie odważył się powiedzieć nikomu. Rzucany przez los w różne miejsca i do różnych osób stara się poradzić sobie w brutalnym świecie. Nic jednak nie jest takie proste jak się wydaje, a jego wcześniejsze, sielankowe życie z matką znika bezpowrotnie pozostawiając po sobie tylko pustkę i tęsknotę.

Więcej o Szczygle możecie dowiedzieć się z recenzji tutaj. Generalnie twórczość Donny Tartt warto znać, nie tylko z powodu wielu nagród, ale też dlatego, że jej książki stały się kultowe.
Oto trzy najlepsze okładki według mnie, które zawładnęły moim sercem i na razie nie dają się nikomu pobić. Dzielnie walczą z różnymi nowościami, ale ciagle są bezkonkurencyjne.

A jakie są Wasze ulubione okładki?

Podsumowanie czerwca 

Podsumowanie czerwca 

Czerwiec był dla mnie miesiącem wypoczynku i zabawy, praktycznie cały czas spędziłam albo na próbach do wyjazdu, albo na wyjeździe, który okazał się najlepszym, na jakim byłam. Na dodatek zostaliśmy nagrodzeni, co dodatkowo podniosło jego walory. Niestety, wiąże się to z tym, że przeczytałam tylko dwie książki. 

Co przeczytałam? 

Złe Matki są najlepsze, które wcale nie były takie złe. Poradnik Matyldy Kozakiewicz co robić, aby nie dać się zwariować i wychować swoje dziecko zgodnie z własnym sumieniem. 

Zapisane w wodzie, które kompletnie mnie nie przekonało. Dużo hałasu o nic, chaos i nieporządek, denerwujący styl autorki i historia jak z serialu. Serio, pani Hawkings już podziękowałam. 

Zaczęłam też czytać Prywatne życie Sułtanów, ale niestety przeszkodziły mi inne sprawy, oraz biografię Królowej Elżbiety II w języku angielskim, która okazała się całkiem ciekawa.

O czym pisałam na blogu? 

O dwóch wspominających wyżej książkach oczywiście, ale też o kilku innych, które czytałam wcześniej, czyli o ganielanym Zabić. Mordy polityczne w PRL, gdzie autor w znakomity sposób pokazuje czytelnikowi, że nie wszystkie „wypadki” w PRL były tylko wypadkami i odkrywa tajemnice ludzi, którzy zginęli w tych niespokojnych czasach. 

Beduinki na Instagramie to książka, która urzekła mnie niestandardowym podejściem i opowieścią o Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chociaż nie lubię tego  typu książek i sięgnęłam po nią, bo nic innego nie miałam akurat pod ręką – nie zawiodłam się. 

Pisałam też o moich dwóch podróżach (chociaż jednej z końca kwietnia), czyli o Lwowie i Bośni i Hercegowinie, gdzie byłam na urlopie. Opublikowałam też zestawienie książek, które kojarzą mi się z latem i wakacjami

Z rzeczy, o ktorych na blogu nie pisałam, a udało mi się w czerwcu zrobić to przede wszystkim haft na koszuli dla mojego Lubego. Zdjecie nie jest piękne, ale uwierzcie – na żywo prezentuje się świetnie! Porwałam się też na przedłużanie rzęs i choć początkowo nie mogłam się do nowej siebie przyzwyczaić, to w pełnym krakusowym makijażu rzęsy wyglądały oszałamiająco (samochwała w kącie stała!). 


A jak Wam minął czerwiec? Mam nadzieję, że przeczytaliście więcej niż ja.