Miesiąc: Grudzień 2017

Podsumowanie roku 2017

Podsumowanie roku 2017

Rok 2017 nieubłaganie dobiega końca, a zmienił w moim życiu tak wiele, że nawet się tego nie spodziewałam. Chciałabym więc podzielić się z Wami kilkoma ważnymi wydarzeniami z mojego życia zawodowego, ale też troszkę prywatnego, żebyśmy mogli lepiej się poznać. Chętnie poczytam również jak Wy będziecie wspominać ten mijający rok.

Nuda powodem założenia bloga.

Zostałam korporacyjnym szczurem, pracującym w zawodzie, którego nie znałam i nie lubiłam. Zaczęłam zaraz po tym, jak odeszłam z pracy marzeń, co było nieuniknione i co jak się okazało całkiem niedawno uratowało mnie przez toksycznym środowiskiem. Spotkałam ludzi pełnych pasji i życia, których bym nawet o to nie przypuszczała. Ale zanim zżyłam się z nimi – bardzo się nudziłam i czułam nieszczęśliwa. Założyłam więc bloga, a dzięki samozaparciu zaczęłam go rozkręcać, szukać innych osób, takich samych jak i ja. Zaczęłam czerpać z tego radość i nadzieję na przyszłość. I tak blog w lutym będzie obchodzić swój pierwszy rok. I może troszkę czuje się zaniedbany, bo coś innego pochłonęło mnie bardziej, to jednak wciąż pozostaje moim pierworodnym.

A może by tak bookstagram?

Coraz częściej na swoim Instagramie dzieliłam się tym, co czytam, a że kocham robić zdjęcia to połączyłam obie te pasje. I w maju zapadła decyzja o zmianie mojego prywatnego konta dla znajomych na bookstagrama z krwi i kości. I w czerwcu ruszyłam z kopyta – własnoręcznie tworząc deski do zdjęć, potem zdobywając je u przyjaciół. Dzisiaj zgromadziłam Was tam już ponad 1 100 i jestem ogromnie wdzięczna! Nie myślałam, że kiedyś w ogóle do tego dojdzie. I chociaż oczywiście z otwartymi ramionami przyjmę nowe osoby i cieszę się wciąż z każdej okrągłej liczby, to jednak zauważyłam, że dorosłam do tego. Już nie sprawdzam statystyk co minutę, nie odświeżam aplikacji, ale cieszę się tym, co widzę u wszystkich osób, które ja obserwuję. Oglądam, podziwiam i często szukam też inspiracji.

Zmiany, zmiany, zmiany.

Pod koniec tego roku zdecydowałam się na trudną dla mnie zmianę – pracy i mieszkania. Przeprowadziłam się na drugi koniec miasta z dala od ukochanego, do pracy o wiele poważniejszej i bardziej wymagającej, znów na głęboką wodę. I jestem z siebie dumna, bo dzisiaj, po zaledwie dwóch tygodniach potrafię już sama zająć się niektórymi rzeczami i nawet zbieram pochwały. Zaczynam też znów jeść jak człowiek – bo jedzenie jest tam obłędne! Nie, nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. I chociaż tęsknię za kilkoma osobami z mojej dawnej pracy, z którymi nie mogę porozmawiać o książkach i głupich snach, to jednak cieszę się ze zmiany. Bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

Mój jest ten kawałek podłogi.

I chyba największa moja radość i bolączka. Zdałam sobie w tym roku boleśnie sprawę z tego kim i jaka jestem. I chociaż nie jest łatwo, nie poddaję się. I nie poddam się nigdy. Za kilka lat odetchnę z ulgą pozbywając się strachu o to, że coś pójdzie nie tak. I mam nadzieję, że osoby, którym chcę złożyć tę obietnicę też to przeczytają. Dlaczego Wam o tym piszę? Bo jesteśmy wszyscy tacy sami – kochamy książki, mamy słabości, życiowe radości i upadki. A jednak wspieramy się i wiem, że na Wasze dobre słowa zawsze mogę liczyć.

Kochani, na ten więc rok życzę Wam abyście byli dobrzy dla siebie nawzajem – dla kolegów „po fachu”, przyjaciół i bliskich. Abyście z radością patrzyli na swoje życie i z uśmiechem na twarzy budzili się każdego dnia.

A sobie? Życzę całego morza oceanu kosmosu cierpliwości.

Nie popędzaj czasu. Poczekajmy co nam przyniesie…

Ciemna strona

Ciemna strona

Pierwsze spotkanie z Tarryn Fisher odbyłam niedawno – zaczęłam od Margo, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ciemna strona wydawała się więc naturalnym kolejnym wyborem, zwłaszcza, że wiele osób się nią zachwycało.

Pisanie książek to niebezpieczna sprawa.

Znana pisarka Senna Richards zostaje porwana i zamknięta w domu na odludziu wśród śniegu z lekarzem Isaackiem. Porywacz jednak przystosował dom tak, aby uwięzieni nie mogli wydostać się siłą, a jedynie sposobem. Pozostawia więc wiele wskazówek, które mają nie tylko doprowadzić do uwolnienia porwanych, ale i to odkrycia przed czytelnikiem i nimi samymi ciemnej strony. Od początku nie wiemy praktycznie niczego. Senna budzi się w obcym miejscu, nie mając na sobie nic swojego. Odkrywa po jakimś czasie kogoś, kogo zna, czyli Isaacka. Nie mówi od początku co łączy ją z mężczyzną, ale że coś na pewno możemy wywnioskować z jej przemyśleń. Powoli czytelnik odkrywa kim są bohaterowie i dlaczego zostali zamknięci razem.

Senna to bestsellerowa pisarka po okropnych przejściach – porzucona przez matkę, zgwałcona, chora. Isaack okazuje się jej lekarzem i przyjacielem, który zaopiekował się nią wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowała. Oboje jednak nie rozumieją dlaczego porywacz umieścił ich razem w tym domu – a to właśnie to wydaje się być kluczem do rozwiązania zagadki.

Jaka jest Twoja ciemna strona?

Senna to kobieta z problemami emocjonalnymi. Ma trudności z rozmową z drugim człowiekiem i wyrażaniem swoich emocji. Niszczy siebie i innych – to jej ciemna strona. Strona, którą będzie musiała poznać i przetrawić, aby uratować siebie i Isaacka. Bo to, że od niej zależy ich wolność nie ulega wątpliwości. Tylko, że ona wydaje się nie pomagać. Żyje jak w amoku, jakby była zupełnie szczęśliwa, że została tak zamknięta i może teraz w spokoju umrzeć. To Isaack próbuje podtrzymać w niej nadzieję, karmi ją i pielęgnuje.

Wkurzała mnie okropnie ta kobieta. Rzadko mówiła o sobie i całej sytuacji, jakby nie chciała odkryć prawdy też przed czytelnikiem. Większość dowiadujemy się z domysłów. Z czasem jednak Senna otwiera się, zaczyna opowiadać więcej o sobie, odkrywać swoje myśli. Zaczynałam jej więc coraz bardziej współczuć i czuć do niej sympatię – bo zrozumiałam dlaczego tak się zachowuje. Skrzywdzony człowiek najczęściej też krzywdzi innych.

Czytać czy nie czytać?

Margo zachwyciła mnie dużo bardziej, chociaż nie mogę powiedzieć, że Ciemna strona była zła. Trzymała mnie w napięciu, kilkakrotnie zaskoczyła, przyciągnęła na długie godziny. Zaczytywałam się w niej i byłam ciekawa co się wydarzy – jakie tajemnice skrywa Senna, czy wydostaną się z górskiego domku, czy wystarczy im zapasów i prądu? Te wszystkie pytania kotłowały mi się po głowie przez całą lekturę. Autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu.

Nie było jednak tego zachłyśnięcia geniuszem. To znakomita książka, ale zabrakło mi tego czegoś. I tak jak w przypadku Margo zakończenie było takie nijakie – zawieszone w powietrzu. Jakby coś miało się jeszcze wydarzyć, ale drogi czytelniku dopowiedz sobie to sam. A możesz wymyślić sobie wiele rozwiązań, bo autorka niczego nie precyzuje.

Podsumowanie.

Tarryn Fisher zdecydowanie jest autorką, którą polubiłam. Jej sposób budowania fabuły jest bardzo odpowiedni dla mnie – napięcie, zwroty akcji, niespodziewane fakty. Lektura przykuła mnie do książki na długie godziny i sprawiała, że nie mogłam się oderwać. Miałam niemalże przez cały czas dziwne poczucie niepokoju, jakbym była tam razem z bohaterami i czuła na plecach oddech porywacza. Klimat tej książki jest niesamowity – mroczny, przesiąknięty złem, przyprawiający o zawrót głowy. Jednak mimo wszystko moim faworytem została Margo.

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Ciemna strona
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 318

Zawisza Czarny

Zawisza Czarny

Moje spotkanie z Jakubem Ćwiekiem było dosyć ciekawe, bo dawno temu kupiłam na promocji pierwszy tom Chłopców, ale nigdy go nie zaczęłam. Kiedy jednak na portalu CzytamPierwszy.pl pojawił się Zawisza Czarny nie mogłam się oprzeć. Opis i okładka skusiły mnie zdecydowanie najbardziej.

Zawisza Czarny z Grabowa.

W Polskiej historii mamy wielu bohaterów. I właśnie Zawiszę Czarnego chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Współcześnie jednak w Warszawie tuż przed meczem pojawia się umięśniony czarnoskóry mężczyzna zwany Zawiszą Czarnym. Przez przypadkowe spotkanie z Gośką i niefortunnej pomyłce kuriera Zawisza trafia w sam środek patryjotycznej walki.

W książce znajdziemy mnóstwo odniesień do obecnej sytuacji w Polsce – poglądów, stereotypów, teorii spiskowych, kultury, nauki a także w niedużym stopniu polityki. Wszystko to, czym żyją media i co Polacy myślą o Polkach właśnie tam jest. Jeśli więc jesteście chociaż trochę zorientowani w sytuacji naszego kraju i macie bardzo podstawową wiedzę historyczną odnajdziecie się w tym obrazie bez trudu.

Barwny korowód bohaterów.

Jakub Ćwiek podaje nam na tacy kilka stereotypów. Mamy więc rozwiedzioną Gośkę, prawdziwego patryjotę przez duże P Ordona, całą rzeszę korpoludzi śpiących w pracy i pijących hektolitry kawy, rowerzystów walczących o prawo do jazy po ulicy i aktywistki. Oprócz głównej postaci Zawiszy spotykamy również hardą taksówkarkę Sawkę, która przyprowadza Murzyna (pisownia oryginalna) i Gośkę do bardzo ważnej osoby, dzięki której będą mogli stać się bohaterami. W tajnej bazie poznamy dwóch braci Łokietków i szalonego dziadka.

Specyficzny klimat, specyficzny język.

Poczujemy w tej książce dosyć mocno ducha, który definiuje polskość. Zobaczymy wyciągnięte na wierzch nasze słabości jako narodu, ale nie w formie krytyki, lecz wytknięcia. Czyta się to niezwykle szybko, język jest ciekawy, nowoczesny i humorystyczny. Fabuła, a raczej teoria spiskowa jest dobrze przemyślana i porywająca. Czytelnik ma szansę stopniowo odkrywać kolejne elementy układanki i dopasowywać je do siebie.

Rozczarowało mnie natomiast zakończenie. Mocno naciągane, wynaturzone i troszkę przesadzone. Pod koniec książka dosłownie pędzi do przodu, aby zakończyć wszystkie wątki do ostatniej strony. Chociaż niektórych rozwiązania się nie doczekałam. Co stało się z niepijącym kawy korposzczurem? Polubiłam go, może dlatego, że też taka jestem, a nie dowiedziałam się jak skończył. Autor zostawił sobie furtkę, gdyby chciał kontynuować historię o Zawiszy Czarnym co zresztą sam otwarcie przyznaje. Ja jednak uważam, że zbyt dużo wyjawił czytelnikowi, odkrył prawie wszystkie karty, więc kolejna część miałaby trochę zbyt mało do zaproponowania.

Podsumowanie.

To nie jest książka dla każdego. Kto nie potrafi się śmiać ze swoich wad narodowych, zbyt bardzo wierzy w teorie spiskowe lub nie lubi kibicowskich klimatów – będzie zawiedziony i niezadowolony. Mnie jednak książka się podobała – jej klimat, atmosfera, historia i postawa samego Zawiszy Czarnego były dla mnie przyjemną odskocznią od ciężkich klimatów. Nawet bardzo słabe zakończenie nie zaburzyło mi dobrego obrazu o książce. Ale jeśli autor zdecyduje się na kolejną część to nie jestem pewna, czy po nią sięgnę.

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Zawisza Czarny
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 297

Margo

Margo

O Tarryn Fisher usłyszałam po raz pierwszy, kiedy na rynku książki pojawiła się uwielbiana przez wszystkich Bad Mommy. Na fali dobrych recenzji chciałam również ją nie tylko posiadać, ale i przeczytać. Niestety, jakoś zawsze było coś ważniejszego, a ja lekturę odkładałam. Niedawno dzięki uprzejmości portalu CzytamPierwszy.pl udało mi się dorwać dwie nowsze książki Fisher: Margo i najświeższą Ciemną stronę. I tak jakoś wyszło, że to właśnie ta środkowa wspaniałą fakturą okładki skusiła mnie najbardziej i od niej zaczęłam. Przyznaję, trochę się obawiałam, bo miałam całą kolekcję książek autorki, której kompletnie nie znałam.

Margo Moon z Bone.

Margo mieszka w domu, który nazywa Pożeraczem, z matką, która cierpiąc na depresję oddaje swoje ciało za pieniądze licznym kochankom. Dziewczynka, a potem już dorosła kobieta cierpi z powodu odrzucenia przez najbliższą jej osobę. Kiedy pewnego dnia niepełnosprawny chłopak, którym się fascynuje pierwszy raz się do niej odzywa – jej życie zmienia się, a spokojny, choć nieco patologiczny świat małego miasteczka Bone zostaje zachwiany, kiedy znika mała dziewczynka, a Margo zostaje świadkiem sceny, która na zawsze ją zmienia.

Na początku wszystko tutaj jest niespokojne, ale i leniwe. Dni, chociaż straszne płyną powoli do przodu, ciągle takie same. Nic nie zakłóca patologicznej relacji między Margo, a jej matką, która wiele lat wcześniej przestała się do niej odzywać. Nie zmienia się ani szkoła, ani praca dziewczyny, która radzi sobie zupełnie sama – bez pieniędzy, rodziny i przyjaciół. Kiedy więc po raz pierwszy odzywa się do niej Judah, chłopak jeżdżący na wózku Margo widzi światełko w tunelu. To mężczyzna, który jest dobry, miły, chociaż szczery do bólu, znający swoje słabości i drwiący z nich. Będący dla niej oparciem, ale nie w słodkim, romantycznym znaczeniu. Nie. On jest dla niej podporą, pomaga jej swoją obecnością i tym, że ona przy nim zostaje sobą.

Niesamowici bohaterowie.

W Bone mieszka wiele osób – jest udręczona życiem matka Margo, zdradzający żonę burmistrz, sprzedający narkotyki Mo i wiele, wiele innych. Każdy jest mroczniejszy od poprzedniego. Każdy ma coś na sumieniu. Przy wszystkich opisach Bone miałam wrażenie, że ciągle jest tam ciemno, ponuro i źle. Zwłaszcza, kiedy nagle ginie mała dziewczynka, z którą Margo chwilę wcześniej rozmawiała. Sama Margo skrywa mnóstwo tajemnic, próbując jednocześnie odkryć te, które skrywają inni. Zaczyna od własnej matki, a to, czego się dowiaduje sprawia, że jeszcze bardziej się jej brzydzi. Potem będzie w ten sam sposób sprawdzać każdego.

Ta niespokojna dziewczyna wzbudziła we mnie ogromne współczucie, przez co niezmiernie cieszyłam się, że ma Judaha. Ten dobry, chociaż twardy chłopak był dla niej wsparciem, ale nie głaskał jej po głowie. Nie oszukiwał, nie zwodził, nie pomagał na siłę. Był przy niej i dla niej, lecz kiedy tego nie chciała – cierpliwie czekał. To, co mu się przydarzyło było ogromną niesprawiedliwością. Kiedy przeczytacie całą książkę – zrozumiecie co miałam na myśli.

Pomysłowa, mroczna i z dreszczykiem.

Tarryn Fisher zgrabnie stworzyła świetny thriller. Początkowo akcja rozwija się wolno i ma się wrażenie, że na Bone po prostu się skończy. Ale ona bawi się czytelnikiem, zupełnie jak świat bawi się Margo. Raz po raz rzuca dziewczynę na coraz głębszą wodę, stawia pod jej nogami coraz większe kłody. Jest nieprzewidywalna – jak sama Margo. A to, co dla niej przeznaczyła rzuciło mną o podłogę. Długo leżałam i nie mogłam się podnieść. Przejechałam przez to mój przystanek, by jak w amoku wysiąść z tramwaju i zorientować się, że wysiadłam o jeden za wcześnie. Byłam zdruzgotana, rozbita i poczułam się jak Margo – jakbym już nie mogła zaufać sama sobie.

To chyba było najgorsze w tym wszystkim – świadomość, że człowiek najbardziej powinien bać się samego siebie, bo to, co o sobie sądzi może być dużo lepsze niż to, co jest w rzeczywistości. Chylę czoła, bo dawno żadna książka nie wstrząsnęła mną tak potężnie jak właśnie Margo. Czyta się ją z ogromnym zaciekawieniem, momentami niedowierzając, a strony szybko uciekają. Nie tylko przez naprawdę fantastyczny styl autorki, ale także dlatego, że rozdziały są dosyć krótkie i treściwe. Muszę również pochwalić okładkę – moim zdaniem jest o niebo lepsza niż zagraniczna. I ta faktura! Mogłabym gładzić tę książkę godzinami!

Podsumowanie.

Jeśli nie czytaliście Margo to koniecznie nadróbcie. To nie jest lekka książka na jeden wieczór, ale zapewniam, że bardzo szybko ją połkniecie. Nie odprężycie się i nie zrelaksujecie, a jednak będziecie chcieli więcej i więcej. Nie będziecie wzdychać nad cudownością losu dwojga kochanków, ale uderzycie z impetem o ziemię. Jeśli lubicie książki, które pozostawiają ślad po sobie na wiele dni, a nawet tygodni – przeczytajcie Margo. Nie pożałujecie.

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Margo
Liczba stron: 345
Wydawnictwo: SQN

Za książkę serdecznie dziękuję CzytamPierwszy.pl

Purezento

Purezento

Joannę Bator chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, ja jednak tak naprawdę dopiero rozpoczęłam przygodę z tą autorką i muszę przyznać, że było to spotkanie bardzo udane. Niesamowicie się wciągnęłam w Purezento i momentami nawet wzruszyłam. Czytałam też tę książkę wtedy, kiedy wszystko dosłownie stanęło na głowie, więc potrzebowałam trochę magii zen, której znajdziecie tutaj bardzo dużo.

Purezento, czyli prezent.

Chłopak głównej bohaterki (której imienia niestety nie poznajemy) ginie w tragicznym wypadku. Nie mogąc pozbierać się po jego śmierci dowiaduje się, że właściwie straciła go już dużo wcześniej. W wyniku dziwnego zbiegu okoliczności trafia do Japonii by opiekować się domem i kotem swojej uczennicy. Tam trafia na lekcje sklejania rozbitych naczyń, w czasie których uczy się pokory, cierpliwości i naprawy własnego życia. Poznając wszystkie zakamarki domu oraz najbliższej okolicy wycisza się i przeżywa swoją żałobę na swój sposób. Nie wie, co przyniesie jutro i kiedy to wszystko się skończy. Ma jednak pewność, że coś w jej życiu się zmieniło.

Literatura piękna to niełatwa literatura.

Mimo, że książkę czyta się bardzo szybko, to mnie zajęło uporanie się z nią kilka dni – głownie przez permanentny brak czasu. Muszę jednak przyznać, że naprawdę mnie urzekła. Czułam się bardzo wyciszona i zrelaksowana mimo, że temat, który porusza wcale nie jest łatwy. Bator dosłownie tchnęła we mnie ducha zen.

Wszystko w tej książce jest doskonałe – język, którym operuje autorka, ciekawa, standardowa, a jednocześnie oryginalna historia, melancholijna, prosta bohaterka, która nie irytuje, a raczej uspokaja. Czujemy, jak skleja własny świat na lekcjach u swojego mistrza używając do tego złotego kleju i mamy wrażenie, jakby reperowała nie tylko naczynia i własne życie, ale i nasze. Nie ma tam zbędnego gadania – poznajemy ciekawe historie, kulturę Japonii i jej mieszkańców. Dowiadujemy się jak żyją, jak przeżywają swoje wzloty i upadki. Obserwujemy też uczłowieczonego kota pani Myoko, który ceni sobie doskonałe posiłki i jazdę w koszyku na rowerze. Obserwujemy drzewa, które gubią liście, ciepły i porywisty wiatr i przewowiadające trzęsienie ziemi papugi. Człowiek w harmonii z naturą i innymi ludźmi.

Zwierzęta w ludzkich skórach.

Głowna bohaterka ma ciekawe przyzwyczajenie – praktycznie wszystkich spotykanych ludzi „ubiera” w skórę zwierząt. Ktoś jest psem, fretką, lisem, niedźwiedziem. Każda twarz kojarzy jej się z innym zwierzakiem. Dodatkowo jej lęki i obawy po tragicznej śmierci chłopaka sprawiają, że notorycznie goni ją rekin ludojad, który swoim silnym ogonem podcina jej nogi ilekroć ona tylko wspomni ich wspólne chwile. W miarę jak dziewczyna stara się uporać ze strachem – – wielka ryba pojawia się coraz rzadziej.

Przyznam się Wam, że mam coś podobnego do bohaterki, z tym, że ja nowo poznanych ludzi ubieram w skórę tych, których już znam. Teraz po przyjściu do nowej pracy również tak się stało – spotkałam dawną koleżankę z pracy, siostrę mojego chłopaka czy kolegę z podstawówki. Podobieństwo nie obejmuje tylko wyglądu, ale też sposobu mówienia, gestów i charakteru. Problemem jest tylko to, że zwykle tylko ja widzę jakiekolwiek podobieństwo.

Podsumowanie.

Jeśli wcześniejsze książki Bator nie przypadły Wam do gustu – jestem pewna, że ta to zmieni. Słyszałam, że to jedna z jej lepszych książek i po tym co przeczytałam w Purezento jestem przekonana, że to prawda. Dawno już nie czytałam literatury pięknej i jestem zadowolona, że właśnie nowa Bator wpadła mi w ręce. Ma piękną, prostą i wiele mówiącą okładkę, ciekawy warsztat, nietuzinkową historię i spokój zen. Polecam z całego serca!

Autor: Joanna Bator
Tytuł: Purezento
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Znak