Miesiąc: Styczeń 2018

Wszechświat Cię wspiera

Wszechświat Cię wspiera

Nie czytam motywacyjnych książek, ponieważ nie spełniają swojego zadania i zwyczajnie na mnie nie działają. Wolę motywować się sama. Ale tym razem tak się złożyło, że potrzebowałam jakieś motywacji, jakiegoś znaku od Wszechświata o którym tyle mówi autorka.

Wszechświat Cię wspiera.

Dookoła nas są różni ludzie i różne sytuacje. Często stresujemy się, bo coś nam nie wychodzi w pracy, w domu nie mamy spokoju, a na drodze ktoś niepotrzebne trąbi i jedzie zbyt wolno. To wszystko sprawia, że zapętlamy się w tym swoim stresie i żyjemy w nim. Kiedy jednak uświadomimy sobie, że Wszechświat to wszystko zsyła nam po coś, wspiera nas, a my otworzymy się na jego miłość mówiąc mu w kółko „Otwieram się na miłość, Wszechświecie”, to wtedy nie tylko ogarnie nas nagła ulga, ale i w ciągu kilku minut nasze kręte ścieżki wyprostują się.

Nie. Powtarzałam tak. W korkach, kiedy ktoś mnie zdenerwował i w pracy. Wszechświat mnie nie wspierał, nie poczułam jego uzdrawiającej mocy, nie ogarnęło mnie uczucie ulgi. Może zbyt mało wierzyłam w to cudowne remedium na całe zło tego świata. Dosłownie, bo z odpowiednim nastawieniem powinniśmy mieć również wrażenie, że wojna i głód to też miłość Wszechświata.

Sceptyczka konta Wszechświat.

Nie zrozumcie mnie źle – mam swoją wiarę i trzymam się jej, ale co do innych cudownych sposobów jestem dosyć sceptyczna. Mam pewną teorię, że skoro we Wszechświecie o którym tak chętnie pisze autorka jest tyle ludzi, to raczej on nie postanowi wspierać właśnie mnie.

Autorka niewątpliwie wierzy w to, co mówi i robi. Swoje wywody popiera całym mnóstwem przykładów, pokazuje w jaki sposób ona i inni ludzie sobie radzą z przeciwnościami. Uczy także czytelnika w jaki sposób sam może się przeciwstawić niszczącej sile pesymizmu i złego nastawienia. Proponuje też kilka ćwiczeń – typowo medytacyjnych oraz oddechowych. Nie przepadam za tego typ formami więc szczerze mówiąc nie wypróbowałam ich. Jest to jednak na tyle prosto opisane, że jeśli ktoś będzie miał ochotę rozpocząć swoją przygodę z jogą to na pewno będzie zadowolony. Znajdzie mnóstwo pomocy, wskazówek, przykładów mantr i muzyki, których może użyć przy swoich pierwszych medytacjach.

Edited with Afterlight

Podsumowanie.

Do mnie to nie przemówiło. Autorka cały czas powtarza, abyśmy otworzyli się na miłość Wszechświata. Robi to wręcz do znudzenia! Ciągle w kółko to samo. Miałam też wrażenie, że całość jest trochę nieuporządkowana i chaotyczna, jakby nazwy rozdziałów zostały przydzielone dosyć przypadkowo – żeby tekst nie wyszedł zbyt długi. Dla mnie było tam za mało motywacji w motywacji, a za dużo duchowych dywagacji, ochów i achów nad tym jak Wszechświat nas kocha – wystarczy tylko otworzyć się na jego miłość.

Autor: Gabrielle Bernstein
Tytuł: Wszechświat Cię wspiera
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 224

Mirror Mirror

Mirror Mirror

Zarzekam się i zarzekam, że żadnej młodzieżówki czytać nie będę, bo prawie wszystkie na które trafiam są infantylne, albo przerysowane. Ciągle jednak mam wrażenie, że muszę w końcu trafić na coś wartościowego. I nie trafiam.

Mirror Mirror, czyli jak powstał zespół.

Z przypadkowych osób na lekcji muzyki nauczyciel tworzy zespół. Szybko okazuje się, że Red, Naomi, Rosa i Leo to mieszanka wybuchowa, która staje się nierozłączną paczką przyjaciół. Do momentu, kiedy Naomi przepada bez śladu. Nikt z nich nie wierzy, że dziewczyna tym razem znów uciekła z domu, jednak poszukiwania długo nie przynoszą rezultatu. W końcu jednak policja odnajduje ją – ledwie żywą, nieprzytomną. Czekając na poprawę przyjaciele z zespołu Mirror Mirror próbują dowiedzieć się co przydarzyło się Nai, kto i dlaczego chciał ją skrzywdzić. Nie będzie to jednak ich jedyne zwartwienie.

Czy tak zachowują się nastolatki?

Może jestem jakaś dziwna, może starej daty, albo po prostu nie wiem co jest w tym momencie cool. W Mirror Mirror wszyscy uwielbiają chodzić się nawalić, pakują się w narkotyki, ubierają w sposób bardzo charakterystyczny. Wszyscy. Jak jeden mąż, bez żadnych wyjątków. Wydawało mi się to dosyć mocno przerysowane, przez co nieprawdziwe. Przez długi czas fabuła leniwie toczy się do przodu, by przyśpieszyć i rozwiązać wszystkie napotkane zagadki w szaleńczym tempie na niemalże stu ostatnich stronach. Red wraz z siostrą Naomi podejrzanie szybko wpadają na wszystkie tropy, oczywiście bez pomocy dorosłych (a nieudolna policja nie jest w stanie zrobić praktycznie nic w tej sprawie). Denerwowało mnie to przerysowanie, podkreślanie inności, leniwa fabuła i bohaterowie – bezpułciowy Leo, rozchwiana emocjonalnie Red, infantylna Rose i wielu innych. Jakoś nikt nie wzbudził w tej książce mojej sympatii, nie miałam więc ochoty wcale wracać do lektury.

Podsumowanie.

Nie potrafię wycisnąć z tej książki nic więcej. Wyjaskrawione problemy nastolatków, niesympatyczni bohaterowie, zbyt rozciągnięta fabuła. Trochę wymęczyłam się przy tej lekturze i nie ma takiej siły, żebym sięgnęła po nią jeszcze raz. Coś czuję, że jeśli nie trafię na jakąś dobrą młodzieżówkę przy kolejnej książce (którą niestety już posiadam), to nigdy więcej po ten gatunek nie sięgnę. Odnoszę wrażenie (zupełnie jak w przypadku literatury erotycznej), że autorzy są tendencyjni i sądzą, że skoro wybierają taki gatunek, a nie inny, to wcale nie muszą napisać niczego porywającego. Błąd, straszny błąd.

Autor: Clara Delevigne
Tytuł: Mirror Mirror
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 300

Za egzemplarz dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl

Tajemna historia

Tajemna historia

Szczygieł Donny Tartt znalazł się na szczycie listy bestsellerów za równo za granicą jak i w Polsce. Nie był jednak pierwszą książką tej autorki. ponieważ zadebiutowała Tajemną historią. Szczygieł skradł moje serce, nie mogłam więc odmówić sobie tej drugiej (a właściwie pierwszej) książki Donny Tartt. I powiem Wam, że się nie zawiodłam.

Specyficzni studenci greki. 

Richard Papen po wielu perturbacjach pojawia się na Uniwersytecie w Hampden i szybko spełnia się jego największe pragnienie – dostaje się na elitarne zajęcia z klasycznego języka jakim jest greka. Poznaje specyficznego profesora Morrowa, który swoim równie specyficznym studentom pomaga w tłumaczeniach i zadaje dosyć ciężkie lektury i prace. Richard poznaje tam piątkę bogatych dzieciaków, które obracają się właściwie tylko w swoich kręgach, piją wiskey, debatują nad klasyką, chodzą na drogie kolacje, natomiast on jest zwykłym szarakiem, którego rodzice niespecjalnie wspierają finansowo. Szybko jednak przekonuje się, że jego nowi przyjaciele oddają się również innym, bliższym starożytnym Grekom rozrywkom, które w końcu doprowadzają do śmierci człowieka. Ukrywanie prawdy okazuje się wtedy trudniejsze niż się wszystkim wydaje.

Morderstwo (bo chociaż bohaterowie nie chcą tego przyznać to właśnie tym ten „wypadek” jest) nie jest ukrywane – ani przez wydawcę ani przez samą autorkę. Właściwie od początku Richard wspomina nam, że pewien człowiek umrze. Długo jednak opowiada nam o sobie, swoich początkach z nowymi przyjaciółmi, ich zwyczajami i pomysłami, by gdzieś między wierszami powiedzieć nam prawdę. Ta książka to nie kryminał, kiedy nie mamy pojęcia co się wydarzy. Donna Tartt jest tego rodzaju autorem, który opowiada historię by między informacją o tym jak ktoś kogoś irytował, a co jadło się na kolację wtrącić: „hej, a właściwie to zabiliśmy człowieka” i idzie dalej nie oglądając się na zaskoczonego jej bezpośredniością czytelnika.

Klasyka gatunku.

Literatura piękna ma to do siebie, że charakteryzuje się doskonałym językiem, pewnym specyficznym przedstawieniem świata, postawą bohaterów. Również w Tajemnej historii nie znajdziecie wartkiej fabuły, niesamowitych zwrotów akcji, superbohaterów i innych rzeczy, które nierzadko niepozwalają nam oderwać się od lektury. Jednak ta książka ma w sobie taką moc, że bez tych wszystkich elementów przykuła mnie do siebie na długie godziny. Przejechane przystanki (ostatnio często mi się to zdarzało), nieusłyszane słowa, spóźnione reakcje. I wreszcie czytanie wszędzie: w tramwaju, na próbie, w przerwach w pracy, na Krakusie. No po prostu wszędzie. Delektowałam się pięknym językiem, ciekawymi konstrukcjami, lekkim napięciem, moralizatorskim tonem i wszystkim, co składa się na tę książkę. Spędziłam wszystkie te chwile w miłym towarzystwie.

Kto jest kim?

Na początku piątka nowobogackich dzieci mocno mi się myliła. Poznajemy rozrzutnego, chociaż spłukanego Bunnego, spokojnego i bardzo bogatego Francisa, cierpiącego na migreny Henrego oraz bliźniaków Camillę i Charlse’a. I oczywiście skromnego, biednego i cichego Richarda, który przypadkiem zaczyna przyjaźnić się z całą piątką. Sprawiają wrażenie trochę zadufanych w sobie, oderwanych od życia w kampusie (który swoją drogą przedstawia świat pełen używek – eksperymenty z alkoholem, narkotykami, rytualnymi wydarzeniami). Studiowanie przez nich filologii klasycznej tylko wzmaga to wrażenie, jakby zupełnie nie pasowali do tamtego miejsca i tamtych czasów. Jakby pijąc alkohol i zarzywając narkotyki pragnęli czegoś więcej niż upojenia – może jakiegoś objawienia, zatarcia garnic? I w końcu faktycznie do tego dochodzi.

Poznajemy całą opowieść z punktu widzenia Richarda, który nie ukrywa przed nami morderstwa ani innych wydarzeń. Wspomina o nich mimochodem, nie buduje w czytelniku napięcia, a jednak bardzo mocno intryguje. Jak do tego doszło? Jakie były tego konsekwencje? Kto zabił i dlaczego? Odpowiedzi na te pytania dostajemy w małych dawkach, czytamy o nich między długimi wywodami. Nie dowiemy się niczego przeskakując kilka rozdziałów do przodu (swoją drogą każdy z nich ma ponad 50 stron).

Podsumowanie.

Jestem urzeczona Donną Tartt i chociaż Tajemna historia nie była tak genialna jak Szczygieł, to wciąż jest pod jej ogromnym wrażeniem, wspominam tę lekturę i mam ochotę na więcej. Niestety Tartt pisze jedną książkę na 10 lat, więc będzie niestety trzeba poczekać, ale przede mną wciąż jeszcze Mały przyjaciel, więc moja przygoda jeszcze się nie kończy.

Autor: Donna Tartt
Tytuł: Tajemna historia
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 606.

6 książkowych postanowień noworocznych

6 książkowych postanowień noworocznych

Ależ ten czas szybko leci! Już mamy prawie połowę stycznia, a ja zrobiłam podsumowanie poprzedniego roku i zabrałam się do pracy. Tej książkowej, ale nie tylko – ale o tym na razie cicho sza.

A jakie mam postanowienia na ten rok?

1. Przeczytać coś po angielsku

Jedną książkę już czytam, ale troszkę sobie pomogę (bo ma jakieś 600 stron). Jest to historia królowej Elżbiety II od narodzin aż do momentu wstąpienia na tron. Bardzo dobrze się to czyta i bardzo mi się podoba. Mam też dwie książki, które dostałam od Wydawnictwa [ze słownikiem], więc na pewno będzie mi też łatwiej.

Postanowiłam też wziąć udział w wyzwaniu od RudeRecenzuje i Bardziej Lubię Książki, więc odpaliłam swojego Kindla i zaczęłam rozglądać się za czymś co chciałabym przeczytać. I wpadłam na książki Mary Kay Andrews (w Polsce wydano tylko Babski Wieczór), która zachwyciła mnie swoim ciętym dowcipem. Tak więc postanowione!

2. Przeczytać klasykę literatury

Z klasyką jest tak, że albo ją lubimy albo jej nie znamy. Należę niestety do tego drugiego gatunku i postanowiłam, że czas to zmienić. Postawiłam sobie więc za punkt honoru zaopatrzyć się i przeczytać Dumę i uprzedzenie. Na tym jednak na pewno nie poprzestanę – co to jednak będzie okaże się w praniu, ponieważ nie mam konkretnych planów. Na półce jednak stoi wciąż Orwell, więc pewnie na niego też przyjdzie pora w tym roku.

3. Przeczytać coś, co mam dłużej niż rok w biblioteczce

Takich książek mam bardzo dużo. Leżą na półce z zamiarem przeczytania i… na tym się kończy. Postanowiłam zatem, że raz w miesiącu będę coś wyciągać i koniecznie czytać. Na styczeń zaplanowałam Bad Mommy (aby dopełnić mój obraz Tarryn Fisher), a na luty zabiorę się za Shantaram. Zobaczymy jak mi z tym pójdzie i czy uda mi się w ciągu całego roku przeczytać 12 zalegających na mojej półce książek. Co najmniej 12!

4. Przeczytać motywacyjną książkę

Dostałam jakiś czas temu motywacyjną książkę o odnoszeniu sukcesu w życiu. Wstyd przyznać, ale nie pamiętam nawet jej tytułu, ale leży na półce i się kurzy. Postanowiłam zatem, że w związku ze zmianą pracy muszę koniecznie do niej zajrzeć. Gość, który ją napisał jest podobno świetnym motywatorem, więc spróbuję.

5. Przeczytać zachwalaną trylogię Folleta

Moja babcia w niej przepadła i jak tylko wyszła ostatnia część Filarów Ziemi to od razu ją jej kupiłam. A teraz postanowiłam sama spróbować Folleta, bo podobno jest tak samo dobry jak mój ukochany Falcones. A że historia jest dla mnie czymś wyjątkowym, to na pewno będę zachwycona.

6. Więcej pisać na blogu

Wiem, że bardzo zaniedbałam to miejsce, jednak częstotliwość mojego czytania nie jest tak duża, żeby wrzucać kilka razy w tygodniu nowe posty. Chciałabym zatem zacząć pisać też coś, co nie jest recenzją, ale ścisłe wiąże się z książkami. Dajcie znać, czy jesteście za, a jeśli chcielibyście coś ode mnie usłyszeć – chętnie napiszę. Dawno temu na przykład stworzyłam notkę o moim zespole ludowym. Była to odpowiedź na pewną mocno krzywdzącą dla takich zespołów opinię pewnej bardzo znanej blogerki lifestylowej. Jeśli jesteście ciekawi, to odsyłam tutaj.

Dajcie znać czy i Wy macie jakieś postanowienia!

Top 3 książek 2017 roku

Top 3 książek 2017 roku

Rok 2017 przeszedł do historii. Przyniósł wiele zmian, ale także wiele naprawdę fantastycznych lektur. Ciężko było wybrać tylko te 3 najlepsze, ostatecznie jednak się udało.

Miejsce trzecie: Życie pasterza.

O tej książce usłyszałam zanim pojawiła się w Polsce, a że życie owiec zawsze mnie fascynowało, a te zwierzęta są według mnie wyjątkowo urocze to zapragnęłam ją przeczytać. Autor książki hoduje z dziada pradziada owce. Zajmuje się nimi, dba o nie, sprzedaje wełnę i przygotowuje najlepsze zwierzęta na wystawy. Jego życie odbiega zupełnie od znanego nam pośpiesznego żywotu, jaki wielu z nas teraz prowadzi. On pokazuje nam, że natura jest niezwykle ważna, piękna i wiele jej zawdzięczamy. A opieka nad ogromnym stadem owiec to nie tylko ciężka praca, ale i mnóstwo ciekawych i radosnych chwil.

Miejsce drugie: trylogia Wojny alchemiczne.

Na tę książkę trafiłam przypadkiem dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl. Spodobała mi się okładka i opis z tyłu książki, zaczęłam czytać i… przepadłam. Ostatnią część chciałam przeczytać jak najszybciej jednocześnie zwlekać, aby cieszyć się tą trylogią jak najdłużej. Jax to mechaniczny, który żyje jako służący. Musi nie tylko pracować i spełniać każdą zachciankę, ale i być posłusznym. Inaczej nałożone na niego geas sprawią mu ból. Francuskie stronnictwo z odważną (a czasem wręcz brawurową) próbuje jednak walczyć z holenderskim uciskiem. Cała historia jest o wiele bardziej złożona, ma wielu ciekawych, wielowymiarowych bohaterów, oryginalny świat i niesamowite zwroty akcji. Byłam pod ogromnym wrażeniem i wszystkie trzy książki (Mechaniczny, Powstanie, Wyzwoleniepo prostu połknęłam. To były książki, które do tej pory wspominam naprawdę mile.

Miejsce pierwsze: Dżentelmen w Moskwie.

Literaturę rosyjską trzeba lubić – ma nieco specyficzny klimat, pokręconych bohaterów, często hołduje dawnym czasom. I Dżentelmen bardzo w to wszystko się wpisuje. Dla mnie był połączeniem obrazu i klimatu Grand Budapest Hotel i świetnej historii rodem z Mistrza i Małgorzaty. Hrabia Rostow trafia do aresztu domowego i zostaje zamknięty w małym pokoju na poddaszu w pięciogwiazdkowym hotelu. Jak przystało jednak na gentlemana z tego miejsca czyni swój dom i odnajduje tam miejsca, które sprawiają, że nadal może „bywać w świecie”. Swoim zachowaniem pokazuje jak powinien zachowywać się prawdziwy dżentelmen i co powinien mieć w sercu. Jest przy tym niezwykle szarmancki, pomysłowy, grzeczny i cierpliwy. Na wszystkie złe doświadczenia odpowiada uśmiechem.

Zaczytywałam się tą książką, a po jej lekturze puściłam ją dalej w obieg wśród moich znajomych – aby każdy miał szansę przeczytać tę niesamowitą książkę (do tego przepięknie wydaną!). Złota okładka, cudny papier i w ogóle wszystko po prostu idealne. Jeśli jeszcze nie czytaliście – musicie koniecznie nadrobić!

Życzyłabym sobie jeszcze więcej takich wspaniałych książek w 2018 roku!

Koniecznie dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze typy na TOP jeden mijającego roku.