Ani złego słowa – Uzodinma Iweala

Samoakceptacja oraz akceptacja społeczna to tematy szeroko ostatnio komentowane. Ani złego słowa to książka opowiadająca o Niru, który zagubiony próbuje odnaleźć własną tożsamość, a mnie ten temat kojarzy się nieodłącznie z kilkoma naprawdę dobrymi powieściami, które czytałam takimi jak Szczygieł czy 4321.

Samoakceptacja.

Niru, syn nigeryjskich imigrantów wiedzie idealne życie: świetnie się uczy, ma kochającą rodzinę, bogaty dom, wybiera się na Harvard i szczerze wierzy w Boga. Jednak w tym wszystkim nie ma miejsca na jedną, pozornie niepasującą do wszystkiego rzecz – rodzącą się orientację chłopaka. Niezwykle konserwatywny ojciec postanawia wybić synowi z głowy nieczyste myśli i zrobi wszystko, aby Niru odnalazł utraconego Boga. Pozostawiony samemu sobie chłopak próbuje wbrew sobie odrzucić uczucia, które go ogarniają.

Czy możemy wybrać siebie?

Niru to trochę zagubiony chłopak, który przypomina mi trochę Archiego z 4321 albo Theo ze Szczygła. Szuka siebie, do końca nie wie kim jest i do końca nawet tego nie akceptuje. Po odrzuceniu zakochanej w nim do szaleństwa przyjaciółki Meredith zostaje całkowicie sam ze swoimi uczuciami i rozterkami.

Książka ma dosyć specyficzny styl – wszystko opisane jest litym tekstem w który zostały wkomponowane dialogi. Wymaga to nieco więcej skupienia na treści, ale wprowadza coś intymnego – miałam wrażenie czytania pamiętnika, albo słuchania czyjejś opowieści. Kojarzyło mi się to również z literaturą wysoką i bardzo mocno z 4321. Rozterki Niru są doskonale nakreślone, widzimy jego wyrzuty sumienia, rodzący się i odchodzący w cień bunt, jego smutek i radość. Towarzyszymy mu podczas jego drogi do samoświadomości, kibicujemy mu, smucimy się razem z nim. Moim zdaniem to poruszająca książka, która sprawia, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad swoim „ja”. Książka jest niewielka i ciekawa, przez co czyta się ją wręcz ekspresowo.

Dochodzimy w pewnym momencie do punktu kulminacyjnego, który zmienia wszystko i rodzi wiele moralnych pytań. Potem niestety dalsza treść jest dla mnie nieco zbyt mglista, bez jakiegoś określonego, wyraźnego celu. Przez to mam wrażenie niedokończenia całości, zawieszenia jej w próżni. Sprawia to na pewno, że jeszcze jakiś czas po lekturze człowiek po prostu myśli, zastanawia się. Na pewno książka wzbudza wiele refleksji, przez co moim zdaniem jest po prostu bardzo dobra.

Podsumowanie.

Rozterki rodzącego się homoseksualizmu Niru zapisane w dosyć intymny sposób sprawiają, że książkę połyka się na raz. Zakończenie pozostaje lekko zawieszone w próżni, przez co miałam wrażenie niedokończenia treści, które zmusza do myślenia. Refleksyjna, sentymentalna literatura piękna, z delikatnym rysem, mądrymi bohaterami i problemami, które mogą dotknąć każdego. Z tej czy innej strony.

Autor: Uzodinma Iweala
Tytuł: Ani złego słowa
Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 270
Moja ocena: 4/5.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.