Bar pod Kogutem – John Grisham

Słyszałam o Grishamie bardzo dużo, ale nigdy nie czytałam żadnej jego książki. Bar pod Kogutem zaintrygował mnie tytułem, opisem i okładką, więc postanowiłam sprawdzić o co tyle hałasu.

Prawnicy przez przyszłości.

Zola, Todd i Mark opłakują swojego zmarłego przyjaciela, który wcześniej niż oni odkrył, że ich studia prawnicze na Foggy Bottom są jedną wielką pomyłką – bez właściwej wiedzy, z ogromnym kredytem studenckim, bez perspektyw, za jeden semestr mają wejść w dorosłe, zawodowe życie. Postanawiają pod wpływem chwili założyć własną kancelarię i zostać prawnikami bez licencji – w końcu którego adwokata ludzie o nią pytają? Pierwsze łatwe pieniądze sprawiają, że trójka przyjaciół zaczyna chcieć coraz więcej i więcej, a to oznacza, że trzeba będzie wyjść przed szereg i pokazać się w świetle dnia.
Todd i Mark wpadają na świetny pomysł kancelarii nie chcąc dłużej studiować na uczelni bez przyszłości. Wciągają w to Zolę, której rodzina to emigranci z Senegalu. Wszyscy rozpoczynają swoją praktykę prawniczą na żywym organizmie, ucząc się wszystkiego w biegu przy okazji spraw swoich klientów, obserwując innych, bardziej doświadczonych prawników. Dzięki niewiele znaczącym sprawom o wykroczenia drogowe nie wychylają się i zdobywają pieniądze prosto do rąk własnych. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, a nowe, bardziej skomplikowane sprawy wymuszają na nich pracę w świetle dnia.

Co słychać w Barze pod Kogutem?

Przyjaciele na siedzibę swojej fikcyjnej firmy wybierają Bar pod Kogutem. Zmieniają numery telefonów, dokumenty, wymyślają adwokackie numery identyfikacyjne. Wiedzą, że jeśli cokolwiek się wyda będą musieli natychmiast uciekać. Autor po mistrzowsku pokazuje czytelnikowi w jak beznadziejnej sytuacji znaleźli się bohaterowie i jak bardzo nie mieli wyjścia. Gra na emocjach i to bardzo silnych. Sama czułam jak ogarnia mnie beznadzieja, lęk i poczucie, że nie ma już odwrotu, kiedy tylko trójka przyjaciół brnęła coraz głębiej w to wszystko.

Świetne, ciekawe opisy, błyskotliwe dialogi i ciekawa fabuła. Pasjonująca, chociaż pozornie przeciętna historia o oszustach, na dodatek mocno przewidywalna, ale jednocześnie skomplikowana i wciągająca do ostatniej strony. Na początku nie mogłam przegryźć się przez teorię spiskową, ale kiedy już mi się to udało – byłam pod ogromnym wrażeniem.

Moje pierwsze spotkanie z tym autorem uważam za udane. Spodobał mi się styl Grishama, który pisze dosyć klasycznie, prosto i ciekawie, delikatnie wprowadzając czytelnika w meandry prawniczego światka. Jestem pod wrażeniem książki i tego, jak szybko wszystko się potoczyło i w jak ekspresowym tempie przeczytałam całą historię. Znajdziecie tam trójkę oszustów, którzy są niedoświadczeni i to widać – nie potrafią do końca zacierać za sobą śladów, nie są do końca ostrożni. Autor nie sprzedał nam historii o nieudacznikach, którzy nagle okazują się zręcznymi kłamcami, ale opowiada przekręt kombinatorów. To właśnie najbardziej mi się podoba – autentyczność bohaterów, którzy mają swoje wady, czegoś nie potrafią, gdzieś się gubią, a nie są od razu ekspertami w nowej dziedzinie.

Podsumowanie.

Historia trójki oszustów, którzy założyli fikcyjną kancelarię bez uprawnień pochłania bez reszty. Nie jest skomplikowana, raczej przewidywalna (bo kłamstwo ma krótkie nogi), ale nie oderwiecie się od niej ani na chwilę. Chociaż każdy jest przekonany, że zna zakończenie to środki, jakimi autor dochodzi do niego są po prostu nieprzeciętne, doskonałe i nieprzewidywalne. Polecam bardzo serdecznie!

Autor: John Grisham
Tytuł: Bar pod Kogutem
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 300.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.