C.J. Tudor – Krediarz

Kiedy zobaczyłam okładkę Kredziarza byłam absolutnie zachwycona. To prawdziwy majstersztyk w prostocie. Okładka nawiązująca do motywu z książki, pięknie przygotowana, genialnie nieskomplikowana. Oprócz tego fabuła mocno mnie zaciekawia.

Paczka dzieciaków bawi się kredą.

Eddie wraz z czwórką przyjaciół spędza wakacje w małym miasteczku. Gruby Gav dostaje na urodziny wiadro z kredami i od tamtej pory wszystko się zmienia. Krediarz sugeruje, że chłopcy mogliby zrobić z tego zabawę, ich tajny kod i tak też się dzieje. Ale symbole nagle zaczynają pojawiać się same, w różnych miejscach, doprowadzając w końcu paczkę przyjaciół do zwłok.

Poznajemy czterech chłopców i dziewczynę, którzy tworzą paczkę przyjaciół. Wśród ich dziecinnych zabaw, zmagań z poważnymi problemami wieku dorastania dostrzegają szansę na porozumiewanie się tajnymi kodami rysowanymi kredą. Mimo, że chłopcy w końcu porzucają tę grę – ona toczy się dalej bez ich udziału i raz po raz wskazuje Eddiemu miejsce zbrodni, w końcu doprowadzając do zwłok.

Myli tropy, gubi ślady.

Praktycznie od razu dowiadujemy się kto jest Kredziarzem i szczerze mówiąc – nie jesteśmy tym wcale zdziwieni. I niby od początku wiemy całkiem sporo, ponieważ Eddie opowiada nam przeplataną historię swojego dzieciństwa z teraźniejszością, kiedy prawda sprzed lat zaczyna wychodzić na jaw. Momentami, jesteśmy pewni o co chodzi w tej historii, co to za zwłoki, kto jest mordercą i skąd biorą się tajemnicze kredowe ludziki, by za chwilę kolejne wydarzenia poddały w wątpliwość wszystkie nasze teorie. Miałam wrażenie, że rozwiązanie gdzieś ciągle mi umyka, jakby uciekało po kartkach próbując nie dać się złapać.

To właśnie chyba to motanie tak mnie przykuło do tej powieści. Ciekawa fabuła, zagadka, którą tylko pozornie łatwo rozwiązać, poczciwy złodziejaszek Eddie i tajemniczo-nietajemnicza postać Kredziarza. Żałowałam tylko, że motyw kredowych symboli nie został jakoś bardziej rozwinięty. Niby przewija się co jakiś czas przez fabułę, ale jest to dosyć zapominane przez autora, a szkoda, bo wyczuwałam w tym potencjał. I to ogromny.

Swoją drogą muszę powiedzieć Wam coś zaskakującego. Nim zabrałam się do czytania tej książki zaczęłam robić jej zdjęcia. I po jej przeczytaniu dopiero wzięłam się za ich obróbkę. I wiecie co się okazało? Każde zdjęcie ma silny związek z fabułą. Jeśli śledzicie mojego Instagrama, to zapewne odnajdziecie tam kilka dobrze znanych z książki elementów.

Podsumowanie.

Ciekawa historia, genialny, chociaż nieco zepchnięty na bok motyw kredy, mrożące krew w żyłach zakończenie i to ciągłe mieszanie tropów. Byłam bardzo zainteresowana opowieścią od samego początku do końca. Bardzo podobała mi się paczka przyjaciół, którzy jako dzieci mieli swoje ideały i czegoś się bali, a niewinne kredowe znaki doprowadziły ich do makabrycznego odkrycia. Serdecznie polecam Wam tę książkę – jest trochę inna, oryginalna i bardzo ciekawa.

Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Kredziarz
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 380.

za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.

Premiera 28 lutego!