Kategoria: Recenzja

David Vann – Legenda o samobójstwie

David Vann – Legenda o samobójstwie

Kiedy przeczytałam opis tej książki pomyślałam o lekturze z tamtego roku: Zen i sztuka obsługi motocyklu, gdzie również występowała trudna relacja ojca z synem. Dodatkowo zaintrygował mnie tytuł Legenda o samobójstwie i stwierdziłam, że muszę to przeczytać.

Ojciec i syn na odludziu.

Roy wraz z ojcem wyjeżdżają na daleką alaską wyspę, do drewnianej chatki na odludziu, gdzie mają przeżyć cały rok. Ojciec wiele lat wcześniej odszedł od rodziny przez swoje liczne romanse, ale próbuje odbudować więź z synem. Więź, którą ciągle niszczy zachowując się jak rozkapryszone dziecko – ciągle płacze, użala się nad sobą, nie ma planu, mimo, że przecież zima na Alasce to wcale nie bułka z masłem. Budując szopy, łowiąc ryby i polując na jelenie chłopiec i mężczyzna próbują przeżyć i przygotować się na nadejście śniegu. Jeśli jednak ich relacja wydaje się trudna, to okaże się, że jest jeszcze trudniejsza. Continue reading „David Vann – Legenda o samobójstwie”

M.L. Longworth – Śmierć w Chateau Bremont

M.L. Longworth – Śmierć w Chateau Bremont

Okładka stylizowana na Katarzynę Bondę pomieszaną z Alkiem Rogozińskim i człowiek od razu wie, że ma się spodziewać kryminału. Pomyślałam, że taka historia we francuskim klimacie może być naprawdę ciekawa, więc zaryzykowałam.

Kiedy ginie arystokrata.

Znany filmowiec i arystoktara Etienne de Bremont wypada z okna na strychu swojej rezydencji. Śledztwem zajmuje się Antoine Verlaque, sędzia, który uwielbia markowe cygara, jeździ superszybkim porsche i wzdycha do swojej pięknej, dawnej miłości Marianne. Wkrótce jednak okaże się, że śledztwo nie będzie wcale takie proste – czy Etienne na pewno wypadł z okna przez przypadek? Może popełnił samójstwo? Albo ktoś go wypchnął? Pojawia się coraz więcej tropów, niektórzy podejrzanie nie chcą śledztwa, inni o nie wręcz zabiegają. Zaczyna się robić gorąco w małym, pełnym zabytkowych kamienic miasteczku Aix. Continue reading „M.L. Longworth – Śmierć w Chateau Bremont”

Izabela Szylko – Szpilki za milion

Izabela Szylko – Szpilki za milion

Komedia kryminalna zawsze brzmi trochę niedobrze. Dwa zupełnie odrębne gatunki, trochę sobie przeczące, trochę się gryzące i przecież nie każdy autor umie tak zręcznie sprawić, by do siebie pasowały i żaden na tym nie stracił.

Szpilki warte milion funtów.

Pewnego pięknego dnia Jacek Sparowski zdaje sobie sprawę, że słynna Lola Marini to jego była żona Danuta Pączek. Postanawia więc zemścić się na niej, a okazja przyjdzie sama – nowy amant Loli bowiem kupił jej szpliki warte milion funtów. Bawiąc się w stalkera nie myślał jednak, że wpląta siebie i kilka innych osób w prawdziwą aferę kryminalną, z której nikt może nie wyjść bez szwanku. Postanawia jednak iść za ciosem i zrobić to, co powinien – zemścić się i przy okazji komuś pomóc. Continue reading „Izabela Szylko – Szpilki za milion”

Louise Jensen – Surogatka

Louise Jensen – Surogatka

Słyszałam dużo za równo o autorce jak i o Surogatce zanim trafiła w moje ręce. Muszę przyznać, że byłam nią bardzo zainteresowana, więc nie mogłam doczekać się lektury. Czy stanęła na wysokości zadania?

Kiedy Kat poznaje Lisę.

Kat i Nick wiodą szczęśliwe życie, jednak do pełni brakuje im tylko dziecka. Nie mogą mieć je sami, więc starają się o adopcję, która ostatecznie nie dochodzi do skutku. Zrezygnowani i przybici porzucają wszelką nadzieję, jednak wtedy na drodze Kat pojawia się Lisa – przyjaciółka z przeszłości, która okazuje się być surogatką. Zgadza się urodzić kolejne dziecko, aby Kat i Nick mogli stać się pełną rodziną o której zawsze marzyli. Jednak nić, łącząca kobiety nieprzypadkowo została zerwana w przeszłości. Łączy je więcej mrocznych sekretów niż chciałby przyznać. Continue reading „Louise Jensen – Surogatka”

Ken Follet – Niebezpieczna fortuna

Ken Follet – Niebezpieczna fortuna

Kiedy moja babcia zachwyciła się Folletem już wiedziałam, że te książki zdecydowanie będą dla mnie. Nie mogłam więc pozbawić się możliwości zapoznania się z jego twórczością i tak w moje ręce wpadła Niebezpieczna fortuna – książka, która mnie pochłonęła. I ja ją pochłonęłam.

Potęga Pilasterów.

W XIX wiecznej Anglii jednym z najpotężniejszych banków jest bank należący do rodziny Pilasterów. Oprócz ogromnego bogactwa mają oni jednak w swoich szeregach ludzi rządnych władzy, pieniędzy i nie dbających o interesy. Przeciwieństwem jest Hugh, młody chłopak, syn jednego z braci, który popełnił samobójstwo po tym, jak jego własny biznes zbankrutował. Pracując dla banku ciężej niż reszta rodziny Hugh próbuje osiągnąć to, czego zawsze pragnął pozostając jednocześnie wierny swoim moralnym ideałom. Continue reading „Ken Follet – Niebezpieczna fortuna”

C.J. Tudor – Krediarz

C.J. Tudor – Krediarz

Kiedy zobaczyłam okładkę Kredziarza byłam absolutnie zachwycona. To prawdziwy majstersztyk w prostocie. Okładka nawiązująca do motywu z książki, pięknie przygotowana, genialnie nieskomplikowana. Oprócz tego fabuła mocno mnie zaciekawia.

Paczka dzieciaków bawi się kredą.

Eddie wraz z czwórką przyjaciół spędza wakacje w małym miasteczku. Gruby Gav dostaje na urodziny wiadro z kredami i od tamtej pory wszystko się zmienia. Krediarz sugeruje, że chłopcy mogliby zrobić z tego zabawę, ich tajny kod i tak też się dzieje. Ale symbole nagle zaczynają pojawiać się same, w różnych miejscach, doprowadzając w końcu paczkę przyjaciół do zwłok.

Poznajemy czterech chłopców i dziewczynę, którzy tworzą paczkę przyjaciół. Wśród ich dziecinnych zabaw, zmagań z poważnymi problemami wieku dorastania dostrzegają szansę na porozumiewanie się tajnymi kodami rysowanymi kredą. Mimo, że chłopcy w końcu porzucają tę grę – ona toczy się dalej bez ich udziału i raz po raz wskazuje Eddiemu miejsce zbrodni, w końcu doprowadzając do zwłok.

Myli tropy, gubi ślady.

Praktycznie od razu dowiadujemy się kto jest Kredziarzem i szczerze mówiąc – nie jesteśmy tym wcale zdziwieni. I niby od początku wiemy całkiem sporo, ponieważ Eddie opowiada nam przeplataną historię swojego dzieciństwa z teraźniejszością, kiedy prawda sprzed lat zaczyna wychodzić na jaw. Momentami, jesteśmy pewni o co chodzi w tej historii, co to za zwłoki, kto jest mordercą i skąd biorą się tajemnicze kredowe ludziki, by za chwilę kolejne wydarzenia poddały w wątpliwość wszystkie nasze teorie. Miałam wrażenie, że rozwiązanie gdzieś ciągle mi umyka, jakby uciekało po kartkach próbując nie dać się złapać.

To właśnie chyba to motanie tak mnie przykuło do tej powieści. Ciekawa fabuła, zagadka, którą tylko pozornie łatwo rozwiązać, poczciwy złodziejaszek Eddie i tajemniczo-nietajemnicza postać Kredziarza. Żałowałam tylko, że motyw kredowych symboli nie został jakoś bardziej rozwinięty. Niby przewija się co jakiś czas przez fabułę, ale jest to dosyć zapominane przez autora, a szkoda, bo wyczuwałam w tym potencjał. I to ogromny.

Swoją drogą muszę powiedzieć Wam coś zaskakującego. Nim zabrałam się do czytania tej książki zaczęłam robić jej zdjęcia. I po jej przeczytaniu dopiero wzięłam się za ich obróbkę. I wiecie co się okazało? Każde zdjęcie ma silny związek z fabułą. Jeśli śledzicie mojego Instagrama, to zapewne odnajdziecie tam kilka dobrze znanych z książki elementów.

Podsumowanie.

Ciekawa historia, genialny, chociaż nieco zepchnięty na bok motyw kredy, mrożące krew w żyłach zakończenie i to ciągłe mieszanie tropów. Byłam bardzo zainteresowana opowieścią od samego początku do końca. Bardzo podobała mi się paczka przyjaciół, którzy jako dzieci mieli swoje ideały i czegoś się bali, a niewinne kredowe znaki doprowadziły ich do makabrycznego odkrycia. Serdecznie polecam Wam tę książkę – jest trochę inna, oryginalna i bardzo ciekawa.

Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Kredziarz
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 380.

za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.

Premiera 28 lutego!

Joachim Peterson – Pszczoły

Joachim Peterson – Pszczoły

Kiedy zobaczyłam na bookstagramie książkę Joachima Petersona Pszczoły pomyślałam, że jest zdecydowanie dla mnie – okładkowej sroki i kogoś, kto kocha marzyć, że będzie pasł owce i posiadał własne ule. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego otrzymałam swój egzemplarz i jestem nim absolutnie zachwycona. I pod względem wykonania i pod względem treści.

Kiedy chcesz rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Joachim Peterson hoduje pszczoły. Ma swoje ule,  pszczele rodziny, mieszka na wsi, pielęguje te pracowite pszczółki, dogadza im, obserwuje ich zwyczaje, dba, by w zimie miały co jeść i korzysta z ich dobroczynnego miodu. Postanowił tą wiedzą podzielić się z nami i przekonać nieprzekonanych, że posiadanie nawet jednego, niedużego ula może zamienić się w prawdziwą pasję i wyposażyć nas we wspaniały i świeży miód. Tłumaczy więc czytelnikowi jakie mamy rodzaje pszczół, czym różnią się one od os, jakie mają zwyczaje, jak się rozmnażają i jak pracują. Pokazuje różne modele uli, wyposażenie, jakie ułatwi początkującym pracę lub jest do niej niezbędne. Nie naciąga nas na drogie sprzęty, ale zaznacza co musimy mieć, a zakup czego warto odłożyć na później, jeśli faktycznie zainteresuje nas pszczelarstwo.

Dla mnie to kapitalna książka i naprawdę byłam bardzo ciekawa czy sama mogłabym zająć się pszczółkami. Nie są to może wymarzone zwierzątka do przytulania i fotografowania, ale zapewne przyniosłyby mi równie dużo radości co kot.

Piękna treść, kreatywne zdjęcia.

Jestem absolutnie zachwycona świetnymi zdjęciami ukazującymi Petersona z rodziną przy pracy, pszczół w ulu i poza nim oraz wyposażenie. Patrzyłam na nie z zachwytem, podobnie jak na rysunki wykonane przez żonę autora. Ich życie choć wymagające dostosowania się do rytmu pszczół (bo nie mogą zrobić sobie wakacji dokładnie wtedy kiedy zapragną), to wydaje się niezwykle szczęśliwe. Peterson tłumaczy cierpliwie, dokładnie i prosto, tak, żeby laik też mógł wynieść z lektury coś więcej. Ta książka idealnie sprawdzi się dla każdego, kto chciałby rozpocząć swoją przygodę z pszczelarstwem tylko nie bardzo wie od czego zaczać, albo jak to będzie w praktyce wyglądało – ile będzie musiał poświęcić na to czasu, czy w ogóle ma na to warunki.

Porywająca, naprawdę pasjonująca treść. Widać, że autor wkłada dużo serca w to, co robi i wie, że jego praca przynosi naprawdę wspaniałe efekty. Potrafi zaszczepić ziarnko miłości do malutkich owadów samymi tylko opowieściami o swojej pracy. Podziwiam i chciałabym więcej! A te wszystkie piękne zdjęcia tylko potęgują wrażenie, że to taka trochę sielanka mimo ciężkiej pracy. Dodatkowo wielki ukłon w stronę wydawcy – piękny, matowy papier, śliczna okładka – no po prostu cud miód i orzeszki!

Ratujmy pszczoły!

Ponad rok temu dowiedziałam się z jednego z artykułów na lekcje angielskiego o zagrożeniu wyginięcia pszczół, co miałoby katastrofalne skutki. Nie zdajemy sobie sprawy jak ważne są dla nas te owady i ich praca – ot, robią miód, który nie wszyscy lubią. Ale nawet ci, którzy go nie lubią powinni o te owady dbać, bo miodu mogą nie lubić, – ale na pewno lubią pomidory, truskawki, maliny, ogórki, czy nawet świeżutki chleb! A bez pszczół i ich zapylania niczego takiego by nie było, ponieważ niezapylone kwiaty nie wydadzą owoców. Nie będziemy mieć zatem warzyw, owoców, a nawet większości zbóż.

Dlaczego pszczoły giną? W rolnictwie jest coraz więcej pestycydów, które zabijają pszczoły, które często nie wiedzą jak wrócić do ula i umierają poza nim. Atakuje je również bardzo popularna choroba, która dziesiątkuje ule. To zjawisko nazywa się Colony Collapse Disorder, czyli masowe ginięcie pszczół. Problem jest na tyle duży (bo na skalę światową), że zyskał już swoją własną, specjalistyczną nazwę, a to oznacza, że może wkrótce mocno nas wszystkich dotknąć. W niektórych prowincjach Chin zapytaniem zajmują się już ludzie.

Podsumowanie.

Polecam tę książkę każdemu. Tym, którzy kochają miód lub pszczoły i tym, którym jest to obojętne. Możecie dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy o tych małych owadach, poznać tajniki zawodu pszczelarza i pooglądać piękne zdjęcia. Nie wiem, czy potrzeba mówić coś jeszcze, żebyście sięgnęli po tę książkę i sami przekonali się, że Was zachwyci. Niestety, jestem kompletnym laikiem, więc nie mam pojęcia jak zareagowaliby na nią doświadczeni pszczelarze – obawiam się, że mogłaby być dla nich z kolei zbyt prosta. Ale przecież o to w niej chodzi.

Autor: Joachim Peterson
Tytuł: Pszczoły
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 190

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu.

Ashley Warlick – Smaki miłości

Ashley Warlick – Smaki miłości

Już jakiś czas temu skończyłam czytać Smaki miłości, które miały porwać mnie w kulinarną przestrzeń i zapewnić niesamowite doznania. Może nie do końca tak było, a wydawca dosyć sporo zdradził, ale i tak jestem zadowolona z lektury.

Życie napędza miłość do jedzenia, literatury i drugiego człowieka.

Mary Frances rozpoczyna swoją przygodę z pisarstwem. Wspierana przez przyjaciela swojego męża zaczyna pałać do niego niespotykanym uczuciem, a wspólnie spędzona noc sprawia, że jej życie wywraca się do góry nogami. Nie tylko jej. Nie wiedząc który z mężczyzn jest tym jedynym, chcąc tworzyć dzieła kulinarne odwiedza miejsca w których czuje się kochana i chroniona, gdzie wracają wspomnienia.

Wydawca z tyłu książki zdradza nam jeszcze więcej, więc jesteśmy poinformowani o fabule aż do mniej więcej dwusetnej strony. Trochę mnie to rozczarowało, bo w zasadzie przez długi czas czekałam na ten moment kulminacyjny, który następuje stosunkowo późno. Dowiadujemy się jak wygląda małżeństwo, a także rodzinny dom Mary Frances, towarzyszymy jej w najgorszym koszmarze mieszkania pod jednym dachem z byłą żoną przyjaciela swojego męża. Patrzymy też na całą sytuację z perspektywy jej pierwszego męża Ala. Obie te narracje dosyć mocno się przenikają.

M.F.K. Fisher.

Mary Frances to postać prawdziwa. Amerykańska pisarka, która do kulinariów podchodziła w zupełnie inny sposób niż reszta pisarskiej społeczności. Rozkoszowała się jedzeniem, dla niej moment posiłku był tańcem. Rozczarowałam się, że tak mało było w książce nawiązań do tego. Liczyłam na zdecydowanie więcej. Przez pewien czas autorka żyła w trójkącie ze swoim mężem i jego przyjacielem, na szczęście te relacje zostały już opisane zdecydowanie szerzej. Nie jest to jednak biografia – to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami z życia amerykańskiej pisarki.

Narracja jak już wspominałam poprowadzona została dwutorowo, ale w dosyć problematyczny sposób. Raz mówiła Mary Frances, a raz był to Al, ale zmieniali się co kilka akapitów i w dość niespodziewany sposób – przez co miałam wrażenie lekkiego chaosu i nigdy do końca nie byłam pewna czyim myślom towarzyszę. Cały czas też nie opuszczało mnie przeczucie, że styl jest bardzo podobny do Fatum i Furii – nieuporządkowany, tajemniczy, mglisty. Ale właśnie to bardzo mnie intrygowało i nakazywało czytać. Szczególnie zakończenie było dla mnie po prostu genialne.

Podsumowanie.

Jeśli lubicie literaturę piękną, z atmosferą tajemniczości, lekkiego niedopowiedzenia i gry miłosnej – na pewno Smaki miłości przypadną Wam do gustu. To ciekawie skonstruowana książka na podstawie życia prawdziwego człowieka, prawdziwych wydarzeń. Czasem tragicznych, a czasem wesołych. Trochę mało tam kulinariów, ale myślę, że cała reszta wynagrodzi Wam ten brak.

Autor: Ashley Warlick
Tytuł: Smaki miłości
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron 340.

B.A. Paris – Na skraju załamania

B.A. Paris – Na skraju załamania

Za zamkniętymi drzwiami, czyli literacki debiut B.A. Paris był hitem 2017 roku: mnóstwo sprzedanych egzemplarzy, pozytywnych recenzji, zachwytów i nominacja do bestsellerów Empiku. Do tego książka kusiła mnie piękną, niebieską okładką z motywem drzwi. Ba! Nawet przyczyniłam się do jej sławy, bo kupiłam ją na prezent (co zdarza mi się niezwykle rzadko bez wcześniejszego przeczytania). Kiedy więc dostałam możliwość zrecenzowania Na skaju załamania byłam przeszczęśliwa.

Czy wszystko jest takie, jak nam się wydaje?

Cass ma wspaniałego, kochającego męża, piękny dom i lubi swoją pracę. Pewnego wieczoru podczas burzy wraca leśną drogą i spotyka na niej kobietę w samochodzie. Nie wysiada jednak i nie pomaga bojąc się, że to pułapka. Następnego dnia dowiaduje się, że kobieta została zamordowana. Dręczy ją poczucie winy i wstyd, które podsycają dodatkowo pojawiające się głuche telefony. Cass jest przekonana, że do jej domu dzwoni morderca.

Jakby tego było mało mąż oraz przyjaciółka uświadamiają jej, że przez tę całą sytuację stała się mocno rozkojarzona, zapomina o wielu bardzo istotnych rzeczach. Cass zaczyna bać się nie tylko o własne życie, ale i o zdrowie psychiczne.

Takie coś przydarza się każdemu z nas.

Początkowo czytając o tym wszystkim byłam bardzo zainteresowana całą sprawą. Tajemnicze morderstwo, poczucie winy, dziwne telefony – idealna zagadka do rozwiązania. Dodatkowo kiedy pojawiają się zaniki pamięci mam wrażenie, że kurcze, mnie takie rzeczy zdarzają się non stop. Ile razy zapomnieliście portfela z domu? Albo nagle Was zamroczyło i nie wiedzieliście który guzik w zmywarce nacisnąć? Albo nie pamiętaliście gdzie zaparkowaliście samochód? Kiedy jednak takich przykładów możnaby mnożyć i stają się coraz poważniejsze – człowiek może popaść w obłęd nie wiedząc czy może ufać samemu sobie. Tak właśnie dzieje się z Cass.

Potem akcja mocno zwalnia i odniosłam wrażenie, że przez następne 150 stron ciągle kręcimy się w kółko: morderstwo, telefony, zapominanie, morderstwo, telefony, zapominanie… W pewnym momencie zaczęłam się już troszkę nudzić i przysypiać chcąc, żeby już cokolwiek się rozwiązało. Budowanie napięcia poziom ślimak, co trochę mi przeszkadza, ale jestem wytrwała. Dopiero na ostatnich 100 stronach fabuła rusza do przodu i to rusza z kopyta – nagle odkrywamy jedną tajemnicę za drugą. Wtedy też domyśliłam się wszystkiego i zakończenie wcale mnie nie zaskoczyło.

Coś było z nimi nie tak.

Od początku miałam wrażenie, że wszystkie osoby w otoczeniu Cass zachowują się dziwnie, a conajmniej gróboskórnie. Dziewczyna ma ogromne problemy, a wszyscy wokół jakby mocno je bagatelizują. Zdziwiło mnie też jak jedna z postaci dosyć mocno wyraziła swoje zdanie na temat tego kto może stać za głuchymi telefonami – chociaż tak naprawdę na koniec okazało się, że nie mogła o tym wiedzieć. Mam też wrażenie, że rozwiązanie przyszło za szybko, wyjaśniło się praktycznie wszystko na raz, a na koniec autorka ujawniła wszystko długim monologiem. Niekoniecznie tak wyobrażam sobie trzymający w napięciu thriller.

Jestem zadowolona z lektury, chociaż w środku trochę się wynudziłam. Początkowo byłam przerażona stanem Cass i bardzo jej współczułam, potem wraz z nią okrywałam zagadkę by domyślić się na długo przed nią kto za tym wszystkim stoi. Pewnie wynikało to z tego, że ja patrzyłam z dystansu, a ona nie. Całą historię poznajemy bowiem z jej perspektywy i towarzyszymy tylko i wyłącznie jej.

Podsumowanie.

Nie potrafię odnieść tego do Za zamkniętymi drzwiami, ale wierzę na słowo wszystkim zachwyconym, że Na skaju załamania nie powtórzyło fenomenu poprzedniej książki. Ta była dobra, ale brakło mi niesamowitego zakończenia, pewnych niedomówień, które tylko nadawałyby wszystkiemu smaczek i żywszej akcji. Momentami się nudziłam, a momentami czytałam z zapartym tchem i nie mogłam uwierzyć, że coś takiego mogło się komuś przytrafić.

Jeśli więc czytaliście poprzednią książkę – spróbujcie i tej, bo jest duża szansa, że również Wam się spodoba. Autorka zresztą będzie w Polsce – 23 lutego w Warszawie, 24 w Krakowie, więc gdybyście chcieli posłuchać co ma do przekazania poza książkami, możecie się wybrać.

Autor: B.A. Paris
Tytuł: Na skaju załamania
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 350

Dziecko – Fiona Barton

Dziecko – Fiona Barton

W dniu premiery przychodzę do Was z genialnym thrillerem psychologicznym, który urzekł mnie prostym opowiedzeniem niezwykle wielowątkowej historii. Fiona Barton napisała świetną książkę Dziecko, która na długie godziny przykuła mnie do siebie.

Trzy kobiety, jedno dziecko.

Kate Waters, reporterka zaczyna zajmować się sprawą odnalezionego na placu budowy szkieletu noworodka. Rozpoczyna własne śledztwo, próbując odszukać byłych mieszkańców osiedla i dowiedzieć się jak najwięcej o dziecku i przede wszystkim jego matce. Szybko wpada na trop Angeli, która trzydzieści lat wcześniej straciła swoją córkę – została wykradziona ze szpitala tuż po urodzeniu. Czy dziecko to faktycznie poszukiwana i opłakiwana Alice? Co się z nią stało, dlaczego trafiła w to miejsce i przede wszystkim – kto ją tam zakopał?

W tym miejscu i z tymi informacjami zaczynamy przygodę z powieścią. A im dalej w las tym więcej drzew i tym więcej trupów wypada z szafy. Dopasowujemy kolejne elementy układanki, która długo nie układa się w żaden spójny obraz. Dopiero na ostatnich stronach zorientowałam się jakie jest rozwiązanie zagadki. Byłam oszołomiona i zachwycona, że autorka tak bardzo wodziła mnie za nos i nie dała wymyślić odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Wielowątkowa opowieść.

Kolejne wątki są dodawane stopniowo i tak też rozwija się akcja. Co jakiś czas dowiadujemy się o nowych rzeczach, które sprawiają, że śledztwo powoli idzie do przodu. Poznajemy dokładnie Kate, która odkrywa przed nami tajniki dziennikarstwa reportażowego – jak rozmawiać z ludźmi, aby powiedzieli nam wszystko co ukrywają, jak nawiązać z nimi więź i jak ich podejść, aby nie zorientowali się, że zostali przyłapani. Byłam oczarowana tymi zabiegami i myślałam w kółko tylko o tym, że to genialne w swojej prostocie – drobna manipulacja, która pomaga wyciągać z ludzi informacje. Poznajemy również pozornie nic nie znaczącą, rozchwianą emocjonalnie Emmę, cierpiącą po stracie dziecka Angelę, oraz wyrodną matkę Jude. Oczami właściwie tych czterech kobiet poznajemy całą historię, element po elemencie. Wszystkim kobietom oprócz Emmie towarzyszymy jako obserwator, natomiast ona opowiada nam co czuje i widzi z własnej perspektywy. Przez to mamy wrażenie, że to do jej umysłu możemy wniknąć głębiej.

By czytelnika wodzić za nos.

Autorka myli tropy, gubi je, pokazuje nam elementy układanki by zaraz przedstawić inne, niepasujące do poprzednich. Miesza nam w umyśle próbując wywieźć nas na manowce. To, co robi z czytelnikiem jest jednocześnie piękne i straszne. Zakończenie sprawiło, że się rozsypałam, popłakałam i byłam wprost oczarowana. Czyta się to bardzo przyjemnie i szybko, dosłownie pochłania się każdą stronę. Całość zajęła mi jakieś 5 godzin, chociaż książka ma grubo ponad 500 stron. Nie chciałam się od niej odrywać choćby na momencik. Akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, ale też nie wlecze się przesadnie – są momenty krótkich przestojów, ale wtedy na wierzch wypływają nowe fakty i znów jesteśmy na fali.

Spodobało mi się również to, że nie ma w tej książce hołdu dla młodości. Kate to doświadczona reporterka koło pięćdziesiątki, która uczy młodego człowieka – nie mamy więc wrażenia, że wszystko jej się udaje. Ona po prostu zna się na rzeczy.

Podsumowanie.

Dziecko to bardzo dobry thriller psychologiczny. Cieszę się, że otrzymałam możliwość przeczytania tej książki przed premierą, ponieważ jest to genialna książka, którą jeszcze długo będę wspominać. Jeśli szukacie bardzo ciekawej historii, wielowątkowej, lekko pokręconej to ta książka jest dla Was. Przyciągnie Was do siebie, rzuci o ziemię kilka razy, by przygnieść butem zakończeniem. Nie będziecie rozczarowani.

Autor: Fiona Barton
Tytuł: Dziecko
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron 540.