Kategoria: Recenzja

Zen czyli sztuka obsługi motocykla + KONKURS 

Zen czyli sztuka obsługi motocykla + KONKURS 

Czy mieliście kiedyś tak, że notka z tylu książki zwiodła Was na manowce? Na pewno. A tak, że treść książki była tak wymagająca, że musieliście bardzo się na niej skupiać? Nie wątpię. A mieliście tak, że kiedy dotarliście do końca to wszystko Wam się rozjaśniło i zrobiliście głośne: ahaaa? Też tak miałam przy okazji książki Roberta M. Prisinga. 


To nie jest książka dla wszystkich, od razu ostrzegam. Wymaga od czytelnika nie tylko skupienia i poświęcenia się tylko jej, ale także przemyślenia pewnych prawd w niej zawartych. To filozoficzna autobiografia bardzo ciekawego człowieka. Autor był niezwykle inteligentny, jednak w pewnym momencie doznał załamania nerwowego, miał zdiagnozowaną schizofremię i został potraktowany elektrowstrząsami (teraz surowo zabronionymi). W swojej książce opisuje autentyczne wydarzenia – także te wspominane wyżej, powoli odkrywając przed czytelnikiem prawdę. Podróżuje motocyklem wraz z synem od Minesoty po północną Kalifornię, początkowo mając również za towarzystwo dwójkę swoich przyjaciół. 

Bardzo ciekawy jest kontekst powstania książki. Autor pisał ją cztery lata, wstawał o 2 nad ranem, aby pisać do 6, szykować się, wychodzić do pracy i kłaść spać o 18. Pracował w firmie, która pisała instrukcje do różnych maszyn, na co bardzo w książce narzeka – w każdej instrukcji jest napisane „ściągnij pokrywę odkręcając śrubę”, ale gdy śruba na przykład zardzewieje, instrukcja nie mówi co zrobić lecz uparcie twierdzi, że należy ją odkręcić. Kiedy wreszcie książka powstała i 22 wydawca postanowił się nią zająć podbiła listy bestsellerów lat 70. i sprzedała się w 5 milionach kopii. 

Ciężko powiedzieć w zasadzie o czym, bo jak napisał sam autor nie znajdziecie tam filozofii zen, ale też nie dowiecie się jak naprawić motocykl. Znajdziecie tam opis różnych podejść do maszyny, postępu, ludzkiego życia, mnóstwo filozofii i relacji międzyludzkich. Poznacie Fajdrosa, który początkowo jest kimś złym, obcym i drugoplanowym, by w końcu dowiedzieć się, że tak naprawdę go znacie. Moim zdaniem jednak przeczytacie całkiem sporo informacji odnośnie tego, jak powinniście dbać o swoj motocykl. 


Nie da się lubić Fajdrosa. Nie da się też lubić narratora, który buja w obłokach i nie martwi się o syna. No właśnie – pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego problemy z synem. Nie mogą do siebie dotrzeć, miałam nawet momentami wrażenie, że Chris ojca wcale nie obchodzi, bo ważniejsze jest to „o czym tak cały czas myśli”. A myśli sporo. Jest filozofem, który próbuje porównać dwa podejścia do życia – romantyczne i klasyczne i udowodnić, że tylko ich zespolenie sprawi, ze nasze życie będzie naprawdę dobre. Dużo rozmyśla na temat niedefiniowalnej Jakości – czym jest, jak się ją postrzega. 

Fajdrosa spotkało dużo złych rzeczy – został wyrzucony ze studiów, potem pojawiła się schizofrenia, pobyt w szpitalu, elektrowstrząsy. Zmieniono mu osobowość, która zaczęła odcinać się od tego, co było wcześniej. Podczas wycieczki motocyklem jednak zły Fajdrosa wraca raz po raz, poznajemy coraz więcej faktów o jego życiu, aż w końcu orientujemy się, że autor zatoczył krąg. 

Książka była odpowiedzią na wiele pytań – czym jest świat, dlaczego ludzie są tak sfrustrowani i nieusatysfakcjonowani życząc w latach 80. Odpowiadając na wiele pytań autor zadaje ich jeszcze więcej. Nie da się przejść obojętnie wobec tego, co nam przekazuje – zmusza nas do myślenia, zastanowienia się. Sprawia, że nagle mają znaczenie szczegóły, jak śruba czy moneta. 

To nie jest książka na nudny wieczór, leniwą niedzielę, czy wakacyjny leżak. Będzie zmuszać Was do myślenia, ustosunkowania się, stanięcia po którejś ze stron. Będzie uświadamiać Wam jak blisko obłędu jest człowiek, taki zwykły i szary. Jeśli jednak wymagacie od lektury więcej, chcecie zgłębić tajemnice wielu tysięcy lat filozofii (która zaskakujące, ale jest nadal aktualna!), to koniecznie sięgnijcie po Zen czyli sztuka obsługi motocyklu. Ostrzegam tylko, że zakończenie, którego się nie spodziewacie złamie Wam serce. 

„Jestem szczęśliwy, że tu przyjechałem, a zarazem trochę smutny. Czasami przyjemniej jest podróżować, niż dotrzeć do celu”. 

Mnie złamało.

A teraz specjalnie dla Was konkurs!  


Mam dla Was małą niespodziankę od Wydawnictwa Znak, czyli dwa egzemplarze książki Zen czyli sztuka obsługi motocykla (oczywiście papierowe!). Aby wygrać wystarczy napisać w komentarzu czym dla Was jest Jakość w życiu, a ja wybiorę najciekawsze moim zdaniem odpowiedzi. Macie czas do niedzieli 16.07. do godziny 12. Zwycięzców powiadomię pod tym postem tego samego dnia przed 23. Do dzieła! 

Regulamin dostępny na stronie www.facebook.com/Jakprzezokno.pl

Bosonoga Królowa 

Bosonoga Królowa 

Kiedy kubańska niewolnica Cardidad zostaje uwolniona przez swojego umierającego pana jej świat nagle wywraca się do góry nogami. Porzucona, oszukana i zniechęcona życiem nagle odkrywa swoje przeznaczenie w wiosce cygańskiej. 

Ildefonso Falcones to autor, którego mogę polecić w ciemno każdemu. Każdą swoją książkę osadza w realiach historycznych i pisze z niesamowitą dbałością o szczegóły. Swoją debiutancką książkę pisał aż pięć lat, co sprawiło, że Katedra w Barcelonie nie tylko była świetnie przygotowana, ale i bardzo spodobała się czytelnikom i przez 13 tygodni utrzymywała się na szczycie  bestsellerów. Już we wrześniu poznamy dalsze losy bohaterów – ale o tym kiedy indziej. 

Bosonoga królowa opowiada losy wyzwolonej kubańskiej niewolnicy Cardidad, która błąkając się po nieznanych ulicach Sewilli trafia tylko na złych ludzi, chcących ją wykorzystać. Wreszcie jednak na jej drodze pojawia się Cyganka Milagros, niezwykle żywa i piękna dziewczyna, która oferuje jej bezinteresowną pomoc i zabiera pod swoj skromny dach. Nie wszystkim jednak ta bezinteresowność się spodoba i będą chcieli od Cardidad czegoś więcej. 


Mimo to w cygańskiej społeczności, którą poznajemy od wewnątrz była niewolnica czuje się najlepiej i dziękuje Bosonogiej Królowej za dar nowego życia, wciąż jeszcze tęskniąc do starego głównie przez pozostawionego na Kubie niepełnosprawnego synka. Nie znała ona wcześniej wolności, więc jej brak nigdy jej nie przeszkadzał. 

W książce poznajemy nie tylko losy Cardidad i Milagros, ale także jej dziadka – dumnego, wędrownego Cygana, który nigdzie nie potrafi zagrzać miejsca, a za którym ciągnąć się będą duchy przeszłości. 

Oprócz wspaniałych obrazów nowożytnej Sewilli i Madrytu zobaczymy też kolorową i tak różną od naszej społeczność cygańską z jej obyczajami i problemami. Poznamy wiele osób i tych dobrych i tych złych, które będziemy chwalić i przeklinać. Sama postać Cardidad często denerwuje – przyjmuje z pokorą swój nawet najgorszy los. Milagros, w gorącej wodzie kąpana sama często sprowadza na siebie kłopoty, a szczególnie ten, przez który będzie nieszczęśliwa. 

Jeśli macie ochotę na porządną powieść z mocnym, choć niewybijającym się wątkiem historycznym to serdecznie zachęcam. Jeśli raz przeczytacie coś Falconesa – już nigdy nie przestaniecie czytać jego książek. 

Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników. 

Top 3 najlepszych okładek 

Top 3 najlepszych okładek 

Każdy z nas ma swoje ulubione okładki, na które mógłby patrzeć bez końca. Miałam ogromny dylemat przy wyborze trzech najlepszych, ale wcale nie dlatego, że było ich tak dużo, ale dlatego, że jestem bardzo wybredna i ciężko mi było wyłowić te, które naprawdę skradły moje serce.
Na podium znalazły się trzy, wyjątkowe pod względem treści, jak i szaty graficznej książki. To, co mnie w nich urzekło sprawiło, że maja wyjątkowe miejsce w moim sercu i na mojej półce.

MIEJSCE TRZECIE

Ildefonso Falcones Bosonoga królowa 


Okładka prosta, z pięknym ornamentem i mój najświeższy nabytek tego autora. Jego książki nie tylko są wspaniałe, ale także wyjątkowo kojące. Zawsze pojawiają się w moim życiu wtedy, kiedy jest mi źle.

Bosonoga królowa
to opowieść o pasji, wierności ideałom, oraz miłości. Caridad to kubańska niewolnica, która nagle zostaje uwolniona przez swojego pana. Nie wiedząc co począć z tym wielkim darem, którego wcale nie pragnęła błąka się po ulicach Madrytu. Na swojej drodze spotyka jednak żywiołową i piękna cygańską dziewczynę Milagros i wtedy jej życie na zawsze się zmienia.
Kto nie czytał tej książki, albo dwóch poprzednich Katedry w Barcelonie i Ręki Fatimy niech się cieszy, bo wspaniałe powieści z podanym w pięknym stylu wątkiem historycznym przed Wami!

MIEJSCE DRUGIE

Cornelia Funke Atramentowa krew 


Książki z serii Atramentowy świat to literatura, którą odkryłam mając bardzo krótko naście lat. Niesamowita historia, która była dla mnie inspirująca i ciekawa, zwłaszcza, że w dzisiejszych czasach odnoszę wrażenie, że już wszystko zostało wymyślone.

Poznajemy przemiłą dziewczynkę Meggie oraz jej ojca Mortinera Folcharta, który został obrażony niezwykłą umiejętnością – potrafił przenosić ludzi w świat czytanej na głos powieści. Niestety, właśnie w taki sposób zaginęła jego żona – trafiła do świata czytanej przez niego książki. Pewnego dnia przychodzi do nich dziwny gość – Smolipaluch, który przybywa właśnie ze świata powieści, gdzie Mortimer nieopatrznie wysłał swoją żonę. Świat nie lubi pustki, więc skoro w jednym wymiarze pojawiła się nowa osoba, to musiała z kimś zamienić się miejscem.

Niesamowita historia, ciekawe zdarzenia, fantastycznie nakreśleni bohaterowie, zwroty akcji i aż trzy przepięknie wydane tomy. Mnie najbardziej urzekła zdecydowanie druga cześć: Atramentowa krew, gdzie w zaroślach rozchylonej okładki możemy zobaczyć przepiękny zamek. Dodatkowo książki stylizowane są na stare, grube tomy, bogato zdobione na rogach i grzbiecie.

Bardzo miło wspominam tę lekturę – przypadek sprawił, że w ogóle na nią wpadłam, ale na pewno tego nie żałuję. Autorka wymyśliła świat, który nie był ani banalny ani już nam znany.

MIEJSCE PIERWSZE 

Donna Tartt Szczygieł


Oryginalna okładka okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest zupełnie nietuzinkowa i naprawdę piękna. Z przedartej obwoluty wychyla się nieśmiało obraz tytułowego Szczygła, czyli jeden z eksponatów z Metropolitam Museum of Art, skradziony przez małego chłopca podczas ataku terrorystycznego.

Theodore w tym właśnie ataku stracił matkę, a jedyne co go z nią łączy to właśnie owy obraz, o którym nie odważył się powiedzieć nikomu. Rzucany przez los w różne miejsca i do różnych osób stara się poradzić sobie w brutalnym świecie. Nic jednak nie jest takie proste jak się wydaje, a jego wcześniejsze, sielankowe życie z matką znika bezpowrotnie pozostawiając po sobie tylko pustkę i tęsknotę.

Więcej o Szczygle możecie dowiedzieć się z recenzji tutaj. Generalnie twórczość Donny Tartt warto znać, nie tylko z powodu wielu nagród, ale też dlatego, że jej książki stały się kultowe.
Oto trzy najlepsze okładki według mnie, które zawładnęły moim sercem i na razie nie dają się nikomu pobić. Dzielnie walczą z różnymi nowościami, ale ciagle są bezkonkurencyjne.

A jakie są Wasze ulubione okładki?

Podsumowanie czerwca 

Podsumowanie czerwca 

Czerwiec był dla mnie miesiącem wypoczynku i zabawy, praktycznie cały czas spędziłam albo na próbach do wyjazdu, albo na wyjeździe, który okazał się najlepszym, na jakim byłam. Na dodatek zostaliśmy nagrodzeni, co dodatkowo podniosło jego walory. Niestety, wiąże się to z tym, że przeczytałam tylko dwie książki. 

Co przeczytałam? 

Złe Matki są najlepsze, które wcale nie były takie złe. Poradnik Matyldy Kozakiewicz co robić, aby nie dać się zwariować i wychować swoje dziecko zgodnie z własnym sumieniem. 

Zapisane w wodzie, które kompletnie mnie nie przekonało. Dużo hałasu o nic, chaos i nieporządek, denerwujący styl autorki i historia jak z serialu. Serio, pani Hawkings już podziękowałam. 

Zaczęłam też czytać Prywatne życie Sułtanów, ale niestety przeszkodziły mi inne sprawy, oraz biografię Królowej Elżbiety II w języku angielskim, która okazała się całkiem ciekawa.

O czym pisałam na blogu? 

O dwóch wspominających wyżej książkach oczywiście, ale też o kilku innych, które czytałam wcześniej, czyli o ganielanym Zabić. Mordy polityczne w PRL, gdzie autor w znakomity sposób pokazuje czytelnikowi, że nie wszystkie „wypadki” w PRL były tylko wypadkami i odkrywa tajemnice ludzi, którzy zginęli w tych niespokojnych czasach. 

Beduinki na Instagramie to książka, która urzekła mnie niestandardowym podejściem i opowieścią o Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chociaż nie lubię tego  typu książek i sięgnęłam po nią, bo nic innego nie miałam akurat pod ręką – nie zawiodłam się. 

Pisałam też o moich dwóch podróżach (chociaż jednej z końca kwietnia), czyli o Lwowie i Bośni i Hercegowinie, gdzie byłam na urlopie. Opublikowałam też zestawienie książek, które kojarzą mi się z latem i wakacjami

Z rzeczy, o ktorych na blogu nie pisałam, a udało mi się w czerwcu zrobić to przede wszystkim haft na koszuli dla mojego Lubego. Zdjecie nie jest piękne, ale uwierzcie – na żywo prezentuje się świetnie! Porwałam się też na przedłużanie rzęs i choć początkowo nie mogłam się do nowej siebie przyzwyczaić, to w pełnym krakusowym makijażu rzęsy wyglądały oszałamiająco (samochwała w kącie stała!). 


A jak Wam minął czerwiec? Mam nadzieję, że przeczytaliście więcej niż ja. 

Książki, które kojarzą mi się z latem 

Książki, które kojarzą mi się z latem 

Lato to specyficzny czas, nawet dla mnie, osoby pracującej. Wtedy pojawia się słońce, czuję ciepło na skórze, mam więcej czasu tylko dla siebie. Niestety, dobra pogoda niesprzyja czytaniu, ale powiem Wam co kojarzy mi się z wakacjami, co lubię wtedy czytać, albo co zwyczajnie polecam na leniwe dni. 

Wiedźmin

Zabrałam się za niego we wakacje przed klasą maturalną, ponieważ całą sagę otrzymałam na urodziny. Trochę się tego obawiałam, bo wciąż przed oczami miałam serialową strzygę, którą widziałam jako dziecko i której panicznie się bałam. Ale kiedy zaczęłam czytać Geralt skradł mi serce i pozostał w nim do dzisiaj. W te wakacje mam zamiar odwieźć sobie wszystkie książki (oprócz Sezonu Burz, który czytałam stosunkowo niedawno). To właśnie Andrzej Sapkowski sprawił, że czytałam wszystko z zapartym tchem, a Wiedźmin dla mnie to absolutny fenomen i przejaw geniuszu. Do tego polski! Kiedy więc Netflix ogłosił, że rozpoczyna prace nad serialem – oszalałam i od tej pory jestem maniaczką. 

Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale ze strony Nerdskitchen można pobrać darmowego e-booka z przepisami. Gratka dla fanów Geralta z Rivii i gotowania.   

Jesteś jak rybacki hak, który raz wbity wyrwać można tylko z krwią i mięsem. 

Ręka Fatimy 

Tę książkę czytałam już na studiach i pomogła przetrwać mi naprawdę trudny czas, oderwać się od rzeczywistości i powierzyć swój wolny czas narratorów. To niezwykła książka opowiadająca historię Hernanda, syna muzułmanki zgwałconej przez katolickiego księdza. Jego życie toczy się w XVI wieku, kiedy muzułmanie zaczynaja stawać się mniejszością w Hiszpanii. Walcząc o wolność, pokój i szczęście zajdzie bardzo wysoko, ale im wyżej się jest, tym bardziej boli upadek. 


Ręka Fatimy to chyba największy majstersztyk Falconesa – zadbał o każdy historyczny szczegół, umieszczając wśród prawdziwych wydarzeń fikcyjne postaci. To naprawdę genialna książka, którą gorąco polecam. 

Babski wieczór

Czytałam to tej zimy, ale uważam, że jest to idealna powieść na wakacje – lekka, przyjemna, z dużą dozą humoru, o słynnej blogerkę, która jednego wieczoru utraciła wszystko. A może jednak zyskała? Zesłana do domu swojej matki, zmuszona przez sąd do terapii zmaga się z codziennością, jakiej wcześniej nie doświadczała. Więcej o tej książce przeczytacie na moim blogu tutaj


Igrzyska śmierci 

Jakoś tak wyszło, że nie miałam co czytać i gdzieś o tej książce przeczytałam. Zaczęłam niby z nudów, a bardzo mi się spodobała. Alternatywny, smutny świat w którym Katniss próbuje żyć normalnie: kochać, ale i nienawidzić. Kiedy trafia na atenę próbuje zachować resztki człowieczeństwa z którego ją odarto. 

Ogród małych kroków 

Przyjemna, lekka i bardzo letnia lektura. Aż chce się wyjść na zewnątrz, do ogródka i pogrzebać w ziemi. Dodatkowo znajdziecie tam całe mnóstwo śmiesznych sytuacji, które pomogą Wam rozładować trochę tegorocznego stresu. 


Lilian to samotna matka dwóch dziewczynek, której mąż zginął w wypadku samochodowym. Żyje z dnia na dzień, ma wszystko poukładane (oprócz rzeczy w domu), złe relacje z matką i doskonałe z siostrą. Kiedy otrzymuje propozycje zilustrowania dużej książki o ogrodnictwie nie waha się ani chwili mimo, że w pakiecie otrzymuje kurs ogrodnictwa. A dzięki niemu pozna co to prawdziwa przyjaźń i jak powinno się żyć, aby niczego nie zmarnować. Wiecej poczytacie tutaj

Oto moi wakacyjni faworyci. A Wy jakie książki kojarzycie z latem? Co macie zamiar przeczytać w najbliższym czasie? 

Zabić. Mordy polityczne PRL 

Zabić. Mordy polityczne PRL 

W jaki sposób został zamordowany Stanisław Pyjas, student krakowskiej uczelni, przeciwnik ówczesnej komunistycznej wladzy? Jak zabito księdza Jerzego Popiełuszkę? Jak zginęło wiele innych osób, które w niewyjaśnionych okolicznościach straciły życie? Dlaczego wydarzenia związane z ich śmiercią są dziwne? Jak człowiek popełniający samobójstwo wyskakując z okna potrafi je za sobą zamknąć od środka? Patryk Pleskot dzięki wnikliwej analizie zebranych informacji stara się wyjaśnić kto, co i dlaczego, chociaż większość jego pytań pozostaje bez odpowiedzi. 
Niezwykle ciekawą pozycją, którą miałam okazję przeczytać w tym roku (chociaż zakupiłam ją o wiele wcześniej) była książka Patryka Pleskota Zabić. Mordy polityczne PRL. 

Autor to historyk Instytutu Pamięci Narodowej, zajmujący się szeroko rozumianą tematyką PRL-u. Popełnił na ten temat wiele książek, a swoją wiedzę czerpie nie tylko z własnych badań, ale także z bogatej bibliografii, którą dołączył również do książki, która miałam okazję przeczytać. 


Zabić. Mordy polityczne RPL to tytuł mniej dosadny, niż początkowo zakładano, ale mimo to daje do myślenia. Autor już na początku sugeruje, że wszystkie opisy śmierci, które zamieścił w książce są morderstwami, a nie, jak to ma miejsce w oficjalnych aktach – wypadkami, czy niewyjaśnionymi sprawami. 

Całość podzielona jest na opisy śmierci osób przyporządkowanych do odpowiednich kategorii: mamy więc młodych gniewnych, uczonych, księży i tych, którzy zginęli aby utrzeć nosa ich bliskim. Do każdej grupy przypisanych jest trzy, cztery ofiary, a autor dokładnie opisuje kim byli, dlaczego podpadli władzy, jakie były znane znam okoliczności śmierci i jak ostatecznie skończyło się śledztwo. Pozwala sobie także na spekulacje – co mogło się wydarzyć poza dowodami, kto mógł chcieć i dlaczego śmierci danych osób. Jasno jednak zaznacza, że są to tylko domysły, a prawdy pewnie nie dowiemy się nigdy. 

Poznajemy zatem takie osoby jak: Emil Barański, uczeń warszawskiego liceum, który pomógł oblać biało-czerwoną farbą pomnik Dzierzynskiego, Stanisław Pyjas, student krakowskiej uczelni, otwarty przeciwnik władz komunistycznych, Piotr Bartoszcze, rolnik działający prężnie w Solidarności, ks. Sylwester Zych, który nieopatrznie przyjął pod swoj dach dwóch chłopców, którzy zabili poplecznika władz, Bogdan Piasecki, syn znanej działaczki opozycyjnej, pobity na śmierć. Tak naprawdę wspominając na lekcji historii o mordach w czasach PRL wspomina się dwie osoby: Pyjasa i księdza Jerzego Popiełuszkę (których również poznamy w tej książce), ale Pleskot opowiada o wiele więcej historii. Daje nam do zrozumienia, że to nie były wyjątki, tylko częste sytuacje, że ten smutny i niesprawiedliwy los spotkał wielu ludzi, którzy po prostu głośno wyrażali dezaprobatę dla tego, co działo się w Polsce. Autor zwraca uwagę na ważne, a przeoczone w śledztwie (czy to specjalnie, czy przez nieuwagę, czy nieprzekładanie się do obowiązków) fakty i poszlaki, które ewidentnie wskazywały na obecność osób trzecich podczas „wypadków” i czynów „samobójczych”. 


W tej książce znajdziecie mnóstwo faktów, ale podanych w sposób lekkostrawny (o ile temat morderst może taki być). Na końcu znajdziecie potężną bibliografię z której korzystał autor i do której możecie łatwo sięgnąć. Dowiecie się wiele ciekawostek i przyrzekam, że na pewno nie będziecie się nudzić. To nie jest raport, to dobry kryminał, tyle, że bez dialogów i napisany przez samo życie. 

Przyznam szczerze, że moją uwagę do tej książki przykuła przepiękna okładka. Pałac Kultury, broń wymierzona prosto w czytelnika, stary papier. Gratka dla tych, których cieszą dopracowane szczegóły i peerelowskie stylizacje. 

Jeśli lubicie kryminały, albo tematykę PRL, na pewno będziecie zadowoleni z lektury. Literatura  faktu na wysokim poziomie, dobrze przygotowane badania i baza wiedzy pod książkę. Po prostu spróbujcie, a nie zawiedziecie się. 

Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników. 

Jak zostać gwiazdą Instagrama, gdy jest się Beduinką?

Jak zostać gwiazdą Instagrama, gdy jest się Beduinką?

Zjednoczone Emiraty Arabskie pozostają poza zasięgiem większości z nas. Jest to kraj arabski, z zupełnie odmienną kulturą od naszej, niezwykle bogaty, gdzie benzyna jest za grosze. Z drugiej strony wciąż żyją tutaj tradycyjne, beduińskie rodziny, niezbyt zamożne, próbujące żyć na pustyni. W tym wszystkim ciagle są młodzi ludzie, spragnieni kontaktów z rówieśnikami i światem, chcący nawiązać zakazane relacje (polegające często nawet na zwykłej rozmowie, czy flircie) z płcią przeciwną. Jak więc żyć pełną piersią w europejskim rozumieniu, a nadal pozostać skromnym beduińskim człowiekiem? Przekonałam się o tym wszystkim po lekturze książki Beduinki na Instagramie.

Media społecznościowe w tym momencie to potęga, z której mocy nawet często nie zdajemy sobie sprawy. To nie tylko nasz klucz do świata, ale także często narzędzie pracy i nauki. W ZEA to miejsce spotkań obu płci, i to dosłownie. Podobnie jak galerie handlowe do których niekoniecznie zagląda się z powodu zakupów. Młode Emiratki i emiraccy książęta przyjeżdzają tam, aby spotkać się (oczywiście nie oficjalnie) z płcią przeciwną, nawiązać niezobowiązujący flirt, pokazać się. Tam mężczyźni nie szukają żon – te mają takich miejsc nie odwiedzać. 


Pod czarnymi kandurami panie ukrywają najdroższe ubrania od projektantów, pięknie wypielęgnowane paznokcie i perfekcyjny makijaż i fryzurę. Na widok publiczny pokazują jedynie torebkę, chociaż czasem, niby przypadkiem spod burki wysunie się kosmyk czy dwa z nowym odcieniem, prosto od fryzjera. 

Miejscem, gdzie kobieta może pokazać się w całej okazałości (oprócz sypialni męża rzecz jasna) to wesela, na których wszyscy bawią się osobno oraz wydzielona dla kobiet przestrzeń w domu. Otoczone potężnym murem ogrody chronią je przed niechcianymi spojrzeniami i pozwalają czuć się swobodnie. To tam wszystkie kobiety spotykają się, plotkują i szukają żon dla swoich synów – ponieważ oni przed ślubem zobaczyć kobiety nie mogą. 

Każdy Emiratczyk jest utrzymywany przez Państwo – nie musi wcale chodzić do pracy, a jeśli już, to nikt go nie nadzoruje. Za swoje obywatelstwo dostaje całkiem sporo pieniędzy. Dlatego prawie niemożliwym jest uzyskanie legalnego pobytu stałego – żona z obcego państwa nigdy nie dostanie przywilejów męża, jej dzieci także (mimo, że ojciec będzie rodowitym Emiratczykiem). Mimo to w ZEA mnóstwo jest imigrantów z sąsiednich, biednych państw, którzy wypełniają rynek pracy, w zasadzie pracując na Emiratczyków, często za niewielkie pieniądze. 

Wyjątkowo o Autorce opowiem kilka słów dopiero teraz. Aleksandra Chrobak początkowo pracowała jako stewardessa w liniach lotniczych latających między innymi w ZEA, a następnie zamieszkała w Abu Zabi, aby tam pracować w biurze i obserwować niezwykle życie Emiratczyków. Poznała tę kulturę od podszewki i postanowiła wszystko opisać w swojej książce. 


Takich smaczków o których nie miałam zielonego pojęcia jest o wiele więcej. Z każdą stroną dziwiłam się coraz bardziej, zastanawiając, czy autorka tego wszystkiego nie wymyśliła – tak czasem nieprawdopodobnie to brzmiało. Ona jednak w sposób prosty i autentyczny odkrywa przed nami tamto miejsce i jego mieszkańców, pokazując to co ciekawe, inne, zaskakujące i powszechne dla ZEA. Nie ukrywa niczego, stara się też nie opiniować – ona po prostu przekazuje nam wiedzę, jakiej potrzebujemy do zrozumienia (albo próby) tamtej kultury. 

Czyta się to łatwo, lekko i przyjemnie, a ciekawe informacja pochłania się w moment. Autorka przedstawia nam poszczególne osoby, które stanęły na jej drodze i uchyla rąbka tajemnicy. Prezentuje nam osoby za równo bajecznie bogate, jak i zupełnie pozbawione środków do życia. Rodowitych Emiratczyków, oraz tych, którzy z tej społeczności zostali wykluczeni: ubodzy Beduini mieszkający na pustyni i imigranci, chcący dorobić się.

Spodziewałam się trochę czegoś innego  po tytule, choć sama nie wiem czego. Gwiazd Instagrama? Elektrotechnicznych zagadnień? Po prostu po enigmatycznym i trochę zabijającym z tropu tytule odkryłam prostą, ciekawą książkę, która dała mi bardzo wiele radości.

Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. Jest ciekawie napisana, na modny ostatnio temat krajów arabskich i pokazuje autentyczny, chociaż dla nas pewnie nieprawdopodobny świat. Przeczytałam ją praktycznie jednym tchem mimo, że książki z tego kręgu kulturowego niekoniecznie do mnie przemawiają. Ta jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. 

 Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników. 

Złe Matki są najlepsze 

Złe Matki są najlepsze 

O Segricie coś tam słyszałam, chociaż nigdy nie śledziłam jej bloga. Z tego, co pisze wydawca to kobieta, która nie boi się kontrowersji. I ta książka też miała ją chyba wywołać. Czy wywołuje? 

Matylda Kozakiewicz to matka i blogerka z dziesięcioletnim stażem. Pisze o szeroko pojętym lifestylu: o relacjach damsko-męskich, o prowadzeniu domu, o kontrowersyjnych tematach, które spędzają sen z powiek wielu Polakom, którzy mają ochotę o coś się pokłócić. Nie wgłębiałam się w treść, ale po chwili byłam już w stanie stwierdzić, że chyba bym tego bloga polubiła. 


Złe matki są najlepsze. Poradnik szczęśliwej mamy to książka, w której autorka pokazuje duży dystans do siebie i otaczającego ją świata. Opowiada o swoich doświadczeniach w byciu mamą – przeprowadza czytelnika przez ciąże, poród i połóg (na szczęście oszczędzając drastyczniejsze szczegóły). Nie boi się powiedzieć, że jest Złą Matką, bo karmi dziecko wtedy, kiedy ono tego potrzebuje, w miejscach publicznych jeśli jest taka konieczność, że tuli swoje dziecko kiedy chce i kiedy syn tego się domaga. Ma twarde stanowisko w każdej sprawie dotyczącej życia swojej rodziny: to jak żyje i jak wychowuje dziecko jest tylko i wyłącznie jej prywatną sprawą. Dba o swojego Kociopełka jak najlepiej, nie słucha tych wszystkich przewrażliwionych matek, ale przede wszystkim słucha swojego dziecka i odpowiada na jego potrzeby. 

Książka podzielona jest na rozdziały, każdy dotyczy trochę innego zagadnienia okołodzieciowego: mity związane z ciążą i wychowaniem dzieci, niepotrzebnymi rzeczami, w które młode matki się zaopatrują, a które wcale nie są niezbędne, jak właściwie karmić piersią i inne. Wiele ciekawych porad (mnie, która nie czuje żadnego instynktu macierzyńskiego czasem trochę przerażały), które młodym matkom, przewrażliwionym na temat tego „co ludzie powiedzą” nie tylko dodadzą odwagi, ale także pomogą jak najlepiej zajmować się dzieckiem. 

Chcesz być szczęśliwą matką szczęśliwego dziecka? Bądź Złą Matką! Rób to, co podpowiada Ci natura, oraz to, czego oczekuje od Ciebie dziecko. Jest głodne? Daj mu jeść. Chce się przytulać? Przytul go! Nie chcesz karmić piersią, chcesz, będziesz robić to długo – Twoja sprawa! Masz prawo wybrać i Segrita właśnie to mówi. Wręcz poleca zostać Złą Matką, która zbuntuje się przeciwko wszystkim bzdurom, które ciagle  wpaja się młodym matkom. 

Książka dodatkowo opatrzona jest ciekawymi przerywnikami z życia wziętymi: autentyczne rozmowy autorki z partnerem/koleżanką/lekarzem. Bardzo zabawne i takie prawdziwe. Wiele też znajdziecie ciekawych obrazków, prezentujących wizualnie to, co pisze Segrita. Trochę nie w moim stylu, ale podobały mi się bardzo te, które nawiązywały do znanych dzieł sztuki, jak na przykład do Szału uniesień Władysława Podkowińskiego. 


Zdjecie z książki.

Nie jestem matką, nie mam też takich planów. Ale słyszę co się wokół mnie dzieje i czasem naprawdę nie mogę uwierzyć, że kobiety ciagle muszą walczyć, żeby rodzić po ludzku, a kobiety kobietom gotują straszny los złych matek. Idealna sytuacja to taka, kiedy każdy zajmuje się sobą i swoim życiem, a reaguje tylko w momencie, kiedy pojawia się coś niepokojącego. Dla mnie ta książka na pewno była ciekawym doświadczeniem, ale nie mogę go wykorzystać w praktyce. Wiem jednak, że kilka moich koleżanek, obecnie spodziewających się dzieci chętnie po nią sięgnie. No i oczywiście ci, którzy lubią humor Segrity.

Jeśli więc interesuje Was okolodzieciowy temat, albo po prostu chcecie poczytać o tym co prawdziwego i śmiesznego – polecam serdecznie! 

 Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników. 

Zapisane w wodzie

Zapisane w wodzie

Debiut Pauli Hawkins nie zachwycił mnie – spodziewałam się o wiele więcej po książce, która dosłownie wychodziła z lodówki i którą czytali wszyscy. Moją opinię możecie przeczytać tutaj

Mimo mojego rozczarowania postanowiłam dać drugą szansę tej autorce i przeczytać także Zapisane w wodzie. Przede wszystkim  chciałam sama wyrobić sobie zdanie na temat jej kryminałów, które zbierają tak skrajne recenzje, że niesposób nie spróbować samemu się do tego ustosunkować. 


Zapisane w wodzie to druga książka pochodzącej z Zimbabwe, a wychowującej się w Londynie autorki. Przenosimy się wraz z nią do nieistniejącego miasteczka Beckford położonego nad rzeką zwaną Topieliskiem. To tam swoj żywot kończyły kobiety wyklęte, doświadczone przez los, niewygodne. Same kończyły ze swoim życiem, albo po prostu zostałaby wepchnięte pod wodę przez społeczny ostracyzm. W dawnych czasach to właśnie tutaj pławiono kobiety posądzane o czary. 

W książce budowane jest napięcie, ale miałam wrazenie, że wszystkie karty zostały odkryte praktycznie jednocześnie na samym końcu. Przez długi czas autorka w taki sposób prowadzi czytelnika, by ten nie był niczego pewny. Czasem miałam takie poczucie, że zbyt dużo jest niedopowiedzeń, jakby autorka myślała, że czytelnik wie o wiele więcej niż sama mu zdradziła. 

Postaci są nakreślone w sposób, który nie pozwala jednoznacznie je ocenić – Ci, którzy są dobrymi ludźmi często skrywają mroczne tajemnice, a Ci źli nie są aż tak straszni, jakby chcieli być widziani. Odnalazłam kilka podobieństw do bohaterów Dziewczyny z pociągu, jakby autorka tych dobrze wykreowanych chciała znów ożywić. Czasem miałam wrazenie, że Jules przypomina mi Rachel. 


Nie odpowiada mi styl autorki – bawi się z czytelnikiem i trochę za długo buduje napięcie. Nim dowiedziałam się czegokolwiek zdążyłam już się znudzić ciągłymi niedopowiedzeniami. Kiedy już fabuła się rozkręciła domyslilam się też kim może być morderca – miałam dwa typy, z czego jeden trafiony. 

Przyznam szczerze, że Zapisane w wodzie było o niebo lepsze niż Dziewczyna z pociągu, może nawet mogłabym pozbyć się uprzedzeń do Pauli Hawkins i przyznać jej status dobrego autora. Ale tylko dobrego, ponieważ jej opieszały styl nadal mnie nie przekonał. Jeśli jednak macie ochotę na poprawną, znaną ostatnio książkę, to Zapisane w wodzie spełni oba te warunki. 

Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników. 

Podsumowanie maja

Podsumowanie maja

Maj niestety nie przyniósł nam ani słońca, ani ocieplenia w zbyt dużej dawce, ale dzięki długiej zimie i suplementom poziom witaminy D w moim organizmie nawet przekracza normę, więc nie mogę narzekać. Mimo złej pogody maj nie był moim książkowym sprzymierzeńcem i niestety czerwiec też taki nie będzie. Zwłaszcza, że planuję urlop, który będzie bardzo aktywny i na pewno nie uda mi się usiąść i poczytać. 

Co jednak mimo wszystko przeczytałam: 

  • Dokończyłam Cmętarz zwieżąt, który tak mnie wystraszył, że nie mogłam go dokończyć w kwietniu – musiałam czytać tylko w dzień lub w obecności osób trzecich (na przykład w autobusie). 
  • Skusiłam się na powrót do uniwersum Harrego Pottera, co okazało się kompletnym niewypałem. Przeklęte dziecko ani nie skradło mojego serca, ani nawet nie poruszyło mojej wyobraźni. 
  • Przeczytałam Historię pszczół, która długo leżała na mojej półce i chociaż bardzo chciałam się za nią zabrać to ciagle miałam coś ważniejszego. Ale wreszcie się udało i jestem z tego ogromnie zadowolona. 
  • Zrecenzowałam moją pierwszą książkę pochodzącą ze współpracy z Wydawnictwem, która okazała się bardzo ciekawą i pozytywną lekturą – uważam zatem naszą kooperację za udaną. Ogród małych kroków był przyjemną książką, pełną humoru i ogrodniczych porad, dzięki której zapragnęłam urządzić własny balkon z kwiatami. 

Zrecenzowałam też kilka książek, które czytałam już wcześniej, ale moim zdaniem zasługiwały na miejsce na tym blogu:

  • Światło między Oceanami chciałam przeczytać i kiedy do tego doszło to bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wycisnęła trochę łez, zburzyła moją granicę moralną i nakazała zadać kilka bardzo ważnych pytań: co jesteśmy zrobić złego innym ludziom, nawet nieświadomie i niechcący w imię własnego szczęścia? 
  • Książki Jürgena Thorwarda są dla mnie nie tylko bardzo interesujące, ale również zaspokajają moje niespełnione marzenia o byciu wielkim chirurgiem. Mnóstwo ciekawych informacji, wspaniale napisana opowieść na podstawie dzienników jego dziadka. 
  • Dziewczyna z pociągu to zdecydowany niewypał jak dla nie – mdła historia, niekoniecznie przemyślana, niedopracowana. Styl autorki też zupełnie mnie nie przekonał, a szum, jaki powstał wokół niej podsycił mój apetyt, który niestety nie został nawet w połowie zaspokojony. Dałam drugą, ale ostatnią szansę tej autorce, a już niedługo będziecie mogli się przekonać, czy uratowała swój honor bestsellerowej autorki. 
  • Szczygieł zachwycił mnie do tego stopnia, że rozpływam się nad nim za każdym razem, kiedy ktoś o nim wspomina. Prawdziwa gratka dla fanów literatury pięknej, śliczna okłada i grube tomiszcze. 

Udało mi się też obejrzeć po jednym (i jedynym jak narazie) sezonie dwóch seriali: 

  • Ania, nie Anna na podstawie książki Astrid Lindgren Ania z Zielonego Wzgórza, której, wstyd przyznać, nigdy nie czytałam, ale stary film bardzo lubiłam, więc po ten serial sięgnęłam z radością i dzięki poleceniu przez Wielkiego Buka. Świetnie zrobiony, niecukierkowy i autentyczny. 
  • 13 powodów zawładnęło mną strasznie, zwłaszcza, że postać Claya bardzo mnie rozczuliła i skradła moje serce. Mimo, że znamy finał opowieści, to ogląda się ją z zapartym tchem, chociaż prawda jest trochę straszna. Udało mi się też wygrać tę książkę u Mozaiki Literackiej i już nie mogę doczekać się lektury, aby skonfrontować swoje wrażenia po serialu z literacką wersją. 

Czerwiec to miesiąc dla mnie bardzo krótki, który chcę poświecić w większości na aktywny odpoczynek oraz na inne moje pasje. Zaczęłam haftować koszulę dla Niego, mam też zamiar uporządkować kilka rzeczy i zmienić mieszkanie (z nadzieją na swoj własny kącik i balkon, na którym będę mogła jakoś się urządzić). Nie będę więc mieć zbyt dużo czasu na czytanie książek, ale na razie w planach mam trzy najpilniejsze: 

  • Zapisane w wodzie, druga szansa dla autorki. Przeczytałam już całkiem sporo, ale nie zdradzę Wam nic poza tym, że ta książka jest bardziej udana 
  • Przemyślny ból zaczęłam czytać już dawno, ale ciagle coś mnie od niego odciąga – tym razem mam nadzieję, że się uda. 
  • Tysiąc pięter to moja kolejna pozycja na liście do przeczytania, o której słyszałam bardzo dużo skrajnych opinii i chciałabym wyrobić sobie wreszcie swoją. 
  • Chciałabym też koniecznie dostać Lokatorkę, ale chyba nieprędko się to wydarzy, ponieważ w momencie premiery i chwilę przed nią będę w Bośni i Hercegowinie (na świetniej wycieczce z moim Zespołem, na której na pewno nie będę się nudzić).

 Zbliżają się wakacje, mam więc nadzieję, że znajdę trochę więcej czasu, aby nadrobić książkowe zaległości. 

Cieszę się, że tutaj zajrzałeś Czytelniku, będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad – nic nie motywuje do dalszego działania tak, jak zaangażowanie Czytelników.