Czarownice nie płoną – Jenny Blackhurst

Ciekawa okładka, opis i autorka, której nie polubiłam po książce Zanim pozwolę ci wejść. Czas dać jej kolejną szansę.

Czarownice nie płoną.

Imogen wraca po latach do znienawidzonej Lichoty, uciekając trochę przed tym, co wydarzyło się w Londynie. Wraz ze swoim mężem wprowadza się do domu swojego dzieciństwa, które spędziła z niezbyt przejętą losem córki matką. Pierwszą sprawą, jaka przypada Imogen w spadku po swojej poprzedniczce to pomoc dla Ellie Atkinson, dziewczynki, która jako jedyna z całej rodziny ocalała z pożaru. Wszyscy w Lichocie – dzieciaki w szkole, nauczyciele, a nawet zastępcza matka uważają Ellie za czarownice. Kiedy dziewczynka się złości ponoć dzieją się dziwne rzeczy…
Imogen nie wierzy w nadprzyrodzone zdolności dziecka i stara się przekonać wszystkich jak bardzo niedorzeczne są ich argumenty.

Czy Ellie jest czarownicą?

Ludzie w Lichocie popadają w paranoję, jedynie Imogen jakoś się trzyma i nie daje wiary ich obawom. Czytelnikowi jednak trochę udzielają się wątpliwości i jest zdecydowanie bardziej ostrożny niż idąca w zaparte Imogen. Ta kobieta jest uparta, trochę przewrażliwiona i chyba zbyt mocno angażuje się we wszystko, czego się dotknie. Nawet jeśli jest to ze szkodą dla otoczenia. Już pod koniec książki trochę mnie denerwowała ta kobieta. Ellie natomiast to wystraszona, biedna dziewczynka, która straciła rodzinę, a teraz jest z tego powodu prześladowana. Czy wszystkie dziwne zdarzenia mają z nią związek? Czy to tylko zbieg okoliczności?

Książka jest dosyć przewrotna. Nie wiadomo do końca co myśleć o dziwnych zjawiskach, o Ellie czy innych bohaterach. Nutka tajemnicy i delikatnego dreszczyku (ale niestety tylko delikatnego) snują się przez całą książkę, żeby nabrać nieco rozpędu gdzieś w połowie. Zakończenie natomiast sprawia, że czytelnik postrzega wszystko to, co się wydarzyło zupełnie inaczej. Książkę czyta się szybko, bardzo przyjemnie, aż czasem nie chce się odkładać książki żeby zrobić sobie herbatę. Tutaj podobnie jak w poprzedniej części głównym wątkiem jest psychologia i w obu przypadkach bohaterki trochę za bardzo angażują się w życie swoich pacjentów.

Będziecie zadowoleni. Mam tylko nadzieję, że pani Blackhurst nie przyjdzie do głowy druga część, bo zupełnie zepsuje to efekt.

Podsumowanie.

Ciekawa, niestandardowa książka, przy której ciężko się bać, ale nie da się też przejść całkowicie obojętnie. Czarownice nie płoną to lektura na jesienne wieczory wprost idealna, która Was zaskoczy, trochę przerazi. Ta książka jest zdecydowanie lepsza niż poprzednia, więc pani Blackhurst tym razem bardziej się postarała. Cieszę się z tego, bo miałam nadzieję, że wykorzysta potencjał książki. Gdyby jeszcze tylko Imogen nie była wkurzająca to byłoby cudownie. Generalnie jednak bardzo polecam – byłam zadowolona z lektury i nawet czasem myślami do niej wracam.

Autor: Jenny Blackhurst
Tytuł: Czarownice nie płoną
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 410.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.