Recenzja

Eat pretty – jedz i wyglądaj pięknie! 

Książka Eat pretty kurzyła się na mojej półce już od dłuższego czasu, jednak moje problemy z cerą przyspieszyły sięgniecie po nią. Przeczytałam całkiem sporo książek o dobrej diecie, która ma mieć zbawienny wpływ na mój organizm. Nie jestem człowiekiem odżywiającym się mega zdrowo (chociaż niezdrowo bardzo też nie), ale czasem staram się trochę zmienić swoj styl życia.

Piękna dieta i piękne wydanie. 

Eat pretty Jolene Hart to przede wszystkim pięknie wydana książka – mnóstwo kwiatów, piękna wyściółka i okładka przypominająca wiosenny ogród. Lubię też ten trochę zbliżony do kwadratu format. Cała szata graficzna zdecydowanie do mnie przemówiła – lubię takie niby ręczne obrazki, proste kwiaty i pastele. Wiele porad znalazło się w osobnych, estetycznych ramkach, a kartki były nieco grubsze niż normalnie. Po prostu cud miód i orzeszki!

Sama Jolene zna się na tym, co pisze. Dieta, którą opracowała została oparta o jej własne doświadczenia. Jako redaktorka w magazynie urodowym miała bardzo złą cerę, która nie była jej wizytówką. Postanowiła zmienić nieco swoje życie i wprowadziła zmiany do diety.

No to z czego muszę znowu zrezygnować? 

Nauczyłam się już, aby nie brać każdej takiej diety w całości, a wybierać to, co dla mnie dobre (oczywiście w granicach rozsądku). Nie oznacza to, że skoro ktoś nakazuje mi nie jeść słodyczy, fast foodów i przetworzonej żywności, to rezygnuję wybiórczo z hamburgera, konserw i batoników, ale czekoladę i frytki zostawiam. Racjonalnie staram się podchodzić do wszystkiego i pozwalam sobie czasem (to znaczy raz w miesiącu) lekko zgrzeszyć. Kiedy więc przeczytałam w Eat pretty, że mięso to zło postanowiłam pominąć ten fakt, ponieważ ile dietetyków tyle opinii. Niektórzy uważają mięso za niezbędne do prawidłowego rozwoju, inni, że jest szkodliwe, a jeszcze inni odmawiają go z przyczyn ideologicznych. Skoro tyle jest opinii ja stosuję się do własnej i jem mięso, szanując tych, którzy tego nie robią. Nie postanowiłam też wprowadzić do diety wszystkiego, co proponowała Jolene, ale zaznaczyłam całkiem sporo stron, do których się zastosuję.


Z czym to się je?

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów. Najpierw przekonacie się co Wam szkodzi i jak niektóre produkty działają na nasz organizm – i pozytywnie i negatywnie. Następnie autorka przeprowadzi Was przez kilka prostych tabel z ważnymi informacjami dotyczącymi tego co jesz. Wreszcie traficie na najbardziej rozbudowaną i chyba najważniejszą część – pory roku. Tam znajdziecie opis każdej z nich, na jakie części naszego organizmu powinniśmy zwrócić szczególną uwagę i jakie produkty sezonowe należy w tym czasie jeść. Jest tego mnóstwo – od egzotycznych rzeczy o których nawet nie słyszałam, przez typowo wegańskie aż do zwykłych, które w Polsce są łatwo dostępne i zapewne każdy z nas czasem po nie sięga. Skupiłam się więc na tym, czego mnie brakuje w swoim wyglądzie, o co muszę zadbać oraz na produktach, które lubię i znam. Postanowiłam wprowadzić je do diety szturmem i w dużych ilościach, a nie tak jak do tej pory w śladowych.

Ostatni rozdział jest jakby podsumowaniem i radami co należałoby zrobić, aby Eat pretty dobrze wcielić w życie. Autorka pisze jak dobrze oddychać, radzić sobie ze stresem i efektywnie spać. Dowiemy się wielu ciekawych rzeczy o własnym rozwoju i będziemy mogli sami ocenić jak dbamy o swoj organizm.

Czy mnie ta dieta pomogła? 

Po pierwsze stosuję ją krótko i nie ukrywajmy – dosyć wybiórczo, nie będę więc obiektywna. Za kilka miesięcy powiem Wam jak na mnie wpłynęła, ale już teraz mogę powiedzieć, że niektóre rozwiązania są genialne. I okazało się, że wcale tak źle się nie odżywiam. Zdecydowanie mnóstwo rad autorki jest jednak racjonalnych i dobrych dla nas – nie wymyśla niestworzonych i drogich produktów, ale nakazuje korzystać z tych sezonowych. Dzięki temu nie wydamy mnóstwa pieniędzy. Przeszkadzało mi tylko jedno – ciagle wspominanie, że łosoś powinien być dziki, jajka organiczne, marchewka też i w ogóle. To ciągle podkreślanie produktów eko było trochę męczące – dla mnie wystarczyłoby, aby autorka zaznaczyła ten fakt na początku książki. Chociaż i tak wydaje mi się, że większość z nas zdaje sobie sprawę, że aby produkty były zdrowe nie można kupować ich byle gdzie. Z drugiej strony nie dajmy się z wariować i nie jedźmy po kurczaka na ekologiczną farmę i tak dalej.

Podsumowanie. 

Pięknie wydana i w sumie całkiem mądra książka dająca mi poczucie, że niewielkim kosztem mogę żyć zdrowiej. Dało mi to nie tylko do myślenia, ale pozwoliło przekonać się, że drobne modyfikacje mogą naprawdę mi pomóc, chociaż pewnie według większości dietetyków jedzenie razowego chleba, warzyw i owoców z supermarketu, mięsa, makaronów i innych są dla mnie zabójstwem, ja jednak racjonalnie wybiorę to, co dla mnie dobre.

Jeśli więc dręczą Was jakieś problemy zdrowotne możecie śmiało skorzystać z Eat pretty! 

  • Naprawdę pięknie wygląda! może też się skuszę na tą książkę! 🙂

  • Dominika Szymańska

    Z jakiegoś niewiadomego dla mnie powodu komentarz się nie dodał, nie mam szczęścia do tej formy komentowania przez „Disqus” :/ W każdym bądź razie ja nie jestem zwolenniczką diet, ponieważ zwyczajnie nie mam do tego ani głowy, ani cierpliwości, ale z Twojej recenzji wynika, że to nie jest zwykły poradnik i każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie – czekam zatem aż za kilka tygodni pojawi się u Ciebie wpis, jaki jest efekt Twoich zmienionych nawyków żywieniowych 🙂

    Pozdrawiam,
    shevvolfxczyta.blogspot.com

    • Właśnie mam tak samo z dietami – brak mi wytrwałości, czasu i pieniędzy. Ale teraz może mi się uda 😉

  • Tak naprawdę nasza dieta powinna być bardzo zróżnicowana po to, aby organizm sam wybierał sobie to, czego akurat najbardziej potrzebuje.
    Ale na książkę skusiłabym się, bo moja cera czasem woła o pomstę do nieba mimo usilnych starań 🙁

    • Właśnie mam tak samo – polecam jedzenie w dużej ilości rzodkiewki i pietruszki 😉

      • No to muszę przekonać się w końcu do rzodkiewki i częściej ją spożywać 🙂

  • Dominika Kiprowska

    Ćwiczyć juz zaczęłam, teraz czas na dietę z która mijam sie za każdym razem i jakos specjalnie nie moge sie jej poddać 🙂 nie mam do tego głowy, moze ta książka mi w tym pomoże? ☺️
    Pozdrawiam, Dominika!

  • Jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie porady z tej książki zlikwidują Twoje problemy z cerą,bo sama takie mam.

    Niestety z takimi poradnikami jest tak, że naprawdę rzetelna recenzja, z informacją czy te rady pomagają recenzentce, powinna być pisana parę ładnych tygodni po przeczytaniu i wcieleniu w życie, bo wtedy widać dopiero efekty. Ale raczej staramy się te recenzje szybko umieszczać, bo wiadomo. Terminy.

    Rok temu recenzowałam poradnik odnośnie sprzątania. Powiem Ci, że rzetelnie zrobiłam wszystko to, co autorka nakazała, by przetestować oczywiście. Ale zajęło mi to znacznie więcej czasu, niż gdybym tylko przeczytała i napisała jak mi się podoba sam pomysł i realizacja książki. Zresztą sama możesz zobaczyć: http://www.piorkonabiurko.pl/recenzje-sniezynki/poradnikibiografierozwoj/marie-kondo-tokimeki/

    Co do mięsa, to przyznaję, coś w tym niejedzeniu go zbyt często jest. Odkąd ograniczyłam mięso (i to tylko ze względu na to, że przestało mi smakować), czuję się dużo lepiej. Jem jedynie drób i ryby co jakiś czas. Inne mięso sprawia, że mój organizm się na mnie złości 😉 Ale właśnie o to chodzi.

    To my sami znamy własny organizm najlepiej i wiemy co możemy, czego nie. Warto poczytać wskazówki, podpytać się, przetestować. By dobrać swoją dietę jak najlepiej do samej siebie 🙂 Pozdrawiam!

    • Dokładnie tak, dlatego właśnie nie zastosowałam wszystkiego, a jedynie to, co uważałam, że będzie mi potrzebne. Na pewno za kilka tygodni napisze czy dieta faktycznie pomogła, czy to tylko jak zwykle pic na wodę 😉

  • Aleksandra Krauze

    Po pierwsze, ZDJĘCIA boskie!! Ja nie wiem jak Ty to robisz, ale są po prostu świetne. Co do treści książki, wydaje się być interesująca. Mimo, że to kompletnie nie mój gatunek literacki, wpisuję na listę MUST HAVE. Dziękuję 😉

    • Dziękuję 😉 zdjęcia jakoś tak same wychodzą, a jak książka ładna to i łatwiej jej zrobić fajne fotki 😉

  • nieksiazkowy

    Podoba mi się racjonalne podejście, które prezentujesz. Świat zdaje się wariować na punkcie zdrowego odżywiania i o ile uważam, że, jasne, trzeba o siebie dbać i nie można żyć na samych frytkach, o tyle całe to szaleństwo z dietami zupełnie mnie do siebie nie przekonuje. Fajnie zatem, że są też takie książki jak „Eat pretty” – zdrowo, ale w miarę tanio, bo to w końcu też istotny element. Choć myślę, że to ciągłe parcie na produkty eko również mi działałoby na nerwy.

    Pozdrawiam ciepło,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    • O tak, zdecydowanie to mnie teochę odstraszało i nie wszystko oczywiście zastosuję 😉

  • Ja przyznam szczerze. Owszem, takie książki potrafią być świetne, a zmiana kilku nawyków potrafi zmienić wiele, ale mimo wszystko nie czuję się dobrze z takimi książkami. To znaczy – ja i tak niczego prawie nie zastosuję, a jeśli już to wiem, że szybko mi się znudzi. 😀 Dlatego też nie inwestuję w takie pozycje, choć w swoim czasu często do tego typu pomysłowych książek zaglądałam.
    Nie ma co też oczekiwać gwiazdek z nieba, ale masz rację, zmiana kilku drobnych rzeczy wiele nie kosztuje, a może naprawdę pomóc naszemu organizmowi, więc warto spróbować 😀

    Pozdrawiam!

    • Właśnie ja też mam słomiany zapał i często mi nie wychodzi 😉 dlatego jeśli już coś stosuję to bardzo wybiórczo 😉

  • Dominika

    Ja nie potrafię stosować się do żadnej diety, za bardzo kocham jeść 😀 A książka rzeczywiście bardzo ładnie wydana.
    Pozdrawiam!

  • Dominika Skawińska

    To niestety nie jest typ książki dla mnie. Jedynie okładka kusi mnie 😛
    Pozdrawiam 🙂