Lifestyle

Dlaczego kocham „koło gospodyń wiejskich”, czyli jak pojechałam do Chin.

Dzisiaj kolejny raz spotkałam się z krzywdzącą opinią, która stwierdzała, że w ludowych wzorkach można wybrać się na spotkanie koła gospodyń wiejskich. Oczywiście, że tak, ale podejrzewam, że dla tych pań będzie to marna imitacja tego, co noszą na sobie od święta. Ocena ta jest o tyle dla mnie dziwna, że teraz folklor wraca do łask i pojawia się w elementach garderoby, fryzurach, wzorach na torebki. Osoba, która przelała moją czarę goryczy hiperbolizowała, ale skłoniła mnie tym do pewnej refleksji co ja na ten temat uważam i dlaczego troszkę się oburzam.

A do posłuchania Kapela Hanki Wójcik i Znachorka.

Czynnie działam w zespole ludowym. Jest to dla mnie ogromny prestiż i powód do dumy, chociaż wiele osób tego nie rozumie. Może też dlatego moje oburzenie jest tak samo stronnicze jak pogarda osób, które z folklorem nie mają do czynienia inaczej niż przez pryzmat Ko Ko Eurospoko (co w tamtym czasie moim zdaniem było kunsztem, bo w punkt opisywała naszą piłkę nożną). Chciałabym jednak powiedzieć co mnie dał folklor i dlaczego uważam, że ten polski jest taki dla nas ważny.

1. Pasja.

Początkowo traktowałam to jako zamiennik dla brakujących zajęć fizycznych. Szybko jednak okazało się, że to zajęcia fizyczne były moim zamiennikiem. Byłam beznadziejna: zero koordynacji ruchowej, podstaw elementarnej wiedzy na temat tańców ludowych, nieprofesjonalny śpiew. Jednak dzisiaj jestem z siebie dumna. Mimo wielu łez wylanych na próbach i po nich, siniaków, których nabawiłam się na sali treningowej i pod prysznicem, kiedy próbowałam nawet tam uczyć się obrotów lubelskich, nie zważając na wiele szyderczych głosów, które nie wierzyły, że nauczę się wszystkiego – udało mi się. Dzisiaj tańczę, śpiewam, chodzę na koncerty i myślę, że nie jestem wcale taka zła.

IMG_7019

2. Przyjaciele.

Jasne, ci z dawnych lat i ze studiów też się liczą! Ale nigdzie nie usłyszałam tylu prawdziwych (chociaż czasem bolesnych) słów, tyle motywacji, podnoszenia na duchu. Tam się wszyscy znają, wiadomo, niektórych lubi się mniej, innych bardziej, ale mam swoją paczkę, z którą mogę zrobić wszystko. Jak to się mówi – są do tańca i do różańca. Dosłownie.

3. On.

Człowiek, którego poznałam dzięki zespołowi, z którym dzielę nie tylko pasję, ale i wolne chwile. Resztę zachowam dla siebie.

img_0295

4. Niezapomniane imprezy.

Kiedy ktoś wzdycha i mówi: kiedyś to były imprezy! Przychodziło się i tańczyło, teraz wszyscy podpierają ściany; wtedy ja nie rozumiem. U nas w zespole imprezy są jak te prywatki z PRLu – taniec, taniec, taniec! Ze wspominanym moim ukochanym zwykliśmy zamykać parkiet o 7 rano. I tak bez przerwy od 23. Mamy swoje miejsce w siedzibie, które traktujemy jak dom – dbamy o niego, stroimy go i sprzątamy. Tam zagina się czasoprzestrzeń – i to dosłownie, bo znajduje się w piwnicy i nie da się bez zegarka odróżnić 23 od 6 rano.

5. Dobra prezencja.

Tyle zdjęć w pięknych strojach nie miałabym nawet gdyby jakiś fotograf zobaczył we mnie muzę i postanowił zrobić mi sesję zdjęciową nawiązującą do polskiego folkloru. Miałam już na sobie strój śląski, krakowski, sądecki, rzeszowski, lubelski , beskidzki łowicki. Do kompletu brakuje mi tylko szlacheckiego, ale jestem w chórze, więc raczej nie mam na niego szans. Przed koncertem jednak zawsze z dziewczynami stroimy się, malujemy i odprasowujemy. I mimo, że sama mam długie włosy, to na tak dwa, piękne warkocze w życiu by mi ich nie wystarczyło.

DSC_0325

Fot. FOTOlaf

6. Ciekawe hobby w CV.

„Tańczy pani w zespole ludowym? Proszę nam o tym opowiedzieć”. Oczywiście, z przyjemnością, mogę taką opowieścią zapełnić całą godzinę przeznaczoną na rozmowę kwalifikacyjną. A takie piękne hobby wygląda naprawdę imponująco w CV i przykuwa uwagę. Można pochwalić się aktywnością fizyczną, znajomością wielu ciekawych piosenek ludowych oraz niezapomnianymi wspomnieniami.

7. Podróże.

I wreszcie to. We wrześniu dzięki zespołowi poleciałam do Chin, spędziłam tam wspaniały czas w pięciogwiazdkowym hotelu, stykając się z zupełnie inną kulturą. I to za naprawdę niedużą kwotę. Od pięciu lat jeżdżę na wakacje zawsze z zespołem (chociaż nie tylko) i nie tylko fajnie spędzam czas w nowym miejscu, z ludźmi których lubię, ale i także nie przejmuję się transportem, noclegiem, posiłkami. Wszystko wliczone w niedużą cenę, jaką muszę zapłacić. Tanio i przyjemnie – bajka! Dzięki zespołowi byłam już (oprócz Chin) w Brasov w Ruminii, w Pilźnie w Czechach, w Saraj w Turcji i w Burgas w Bułgarii. Dodatkowo związane są z tym inne benefity, takie jak prywatne zwiedzanie zamku Drakuli, czy oglądanie na żywo pokazu przechodzenia po rozżarzonych węglach (z możliwością spróbowania).



Każdy więc kto mówi, że folklor to koło gospodyń wiejskich niech wie, że to też jest piękne, bo pewnie za kilkadziesiąt lat sama takie stworzę. Teraz jednak w Polsce (ale i na świecie) jest mnóstwo młodych ludzi, którzy mają wspaniałą pasję, świetnie tańczą, pięknie śpiewają i mieli na sobie więcej razy piękne rzeczy niż niejedna szafiarka czy modelka.

Nie oceniaj książki po okładce. Nie oceniaj folkloru po wzorku.

  • Wszystkie panie wyglądają prześlicznie! <3 Wasze warkocze są po prostu cudowne! 😀