Recenzja

Idealny babski wieczór

Przychodzi taki czas, że trzeba odłożyć na chwilę poważne, wymagające książki i zająć się chwilowo czymś co nas odstresuje i pomoże pochłonąć lity tekst dosłownie w jeden wieczór. Wtedy też należy sięgnąć po coś lekkiego, ale nadal na wysokim poziomie. Moim strzałem w dziesiątkę pod tym względem okazały się książki Jojo Moyes, a ostatnio też… Mary Kay Andrews, która na polski rynek wydawniczy weszła po cichu książką Babski wieczór.

Autorka książki to dziarska babka po sześćdziesiątce. Tym bardziej jej powieści zaskakują nie tylko humorem, ale i nutką dekadencji i nowoczesności. Mieszanka wybuchowa? O tak! Mary Kay Andrew jest Amerykanką, która przez czternaście długich lat pracowała jako dziennikarka w najbardziej poczytnych tamtejszym magazynach takich jak The Savannah Morning News, The Marietta Journal i The Atlanta Journal-Constitution. Potem postanowiła zająć się pisarstwem, co przyniosło owoce dopiero po długim czasie, ale opłaciło się. Została okrzyknięta bestsellerową autorką New York Times’a, a jej powieści podbijały listy bestsellerów na wiele tygodni. Zmieniła więc swoje prawdziwe nazwisko na pseudonim: Mary Kay Andrews.

W Stanach Zjednoczonych wydano 24 jej powieści, w Polsce, niestety tylko jedną, ale już słyszałam plotki, że może pojawić ich się więcej. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że Wy również będziecie je trzymać razem ze mną jak tylko sięgnięcie po Babski wieczór.

Kolorowe okładki to znak rozpoznawczy Mary Kay Andrews. 

Główną bohaterką jest Grace, znana blogerka lifestylowa, która swoją popularność zdobyła dzięki ciężkiej pracy i kreatywnym pomysłom. Doradza w jaki sposób dobrać odpowiednio materiały na zasłony do wystroju mieszkania, jak podrasować przepis na zupę krabową, ale również gdzie szukać specjalnych promocji. Wiedzie idealne życie – ma pracę o jakiej zawsze marzyła i z której czerpie ogromne korzyści finansowe, kochającego, przystojnego męża, trzy piękne samochody w garażu, cudowny dom. Żyć, nie umierać. Pewnego idealnego wieczoru znajduje jednak swojego idealnego męża w łóżku (a ściślej w samochodzie) z własną asystentką. W przypływie gniewu wjeżdża jednym z idealnych samochodów swojego idealnego męża do basenu i bez zastanowienia porzuca go. Nadmiar słów „idealny” i jego odmian jest tutaj konieczny. Trzeba wyobrazić sobie miejską, amerykańską sielankę, która pryska niczym bańka mydlana. Nagle okazuje się, że znowu mieszka z matką, której styl życia odbiega od tego, co promowała na blogu córka (niezdrowe jedzenie, stare rupiecie w każdym kącie, nieprzywiązywanie wagi do sterylnej czystości). Zwykłe życie kontra nowobogackie wnętrze.

To jednak nie koniec kłopotów Grace. Zostaje okradziona ze swojego bloga, do którego nigdy więcej nie otrzyma dostępu, nie może wejść do własnego domu, ponieważ ochrona nie chce ją wpuścić, a na rozprawie sądowej okazuje się, że cały majątek (który de facto urósł dzięki jej blogowi) zostanie w rękach jej męża. Na dodatek niesprawiedliwy sędzia (który ma więcej na sumieniu niż można się spodziewać) wysyła ją na terapię, która pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście spotyka tam kilka kobiet w podobnej sytuacji, również rozwodzących się, oraz jednego, oczywiście przystojnego mężczyznę. Grace próbując ułożyć sobie życie na nowo rozpoczyna projekt marzeń odnawiając stary dom własnymi rękami (dosłownie zdziera paznokciami stare podłogi) i… zakochuje się. Co rusz jednak życie rzuca jej kolejne kłody pod nogi, jednak ona z lepszym bądź gorszym skutkiem radzi sobie z nimi.

W książce bardzo dużo się dzieje. Oprócz Grace zaglądamy także do życia jedynego mężczyzny na babskim wieczorze – Wayatta, którego los również nie rozpieszcza. Przez cały czas obserwujemy rodzącą się przyjaźń między członkami grupy terapeutycznej, ich perypetie związane z uzależnioną od środków uspokajających doradczynią rozwodową, ale też nieuczciwe poczynania sędziego i wiele, wiele innych wątków. Fabuła jest dostatecznie dobrze rozbudowana, żebyśmy nie nudzili się przez ani jedną stronę z tych 500 które oferuje nam Wydawca.

To nie jest książka, od której wymaga się, aby niosła ze sobą wielkie przesłanie, albo żeby czegoś nas nauczyła. Nie oczekujmy od niej skomplikowanych treści, górnolotnych opisów i literackiego majstersztyku. Ona ma bawić, relaksować i taka właśnie jest. Nie przepadam za tego typu książkami, ale nawet wśród nich znajdują się perełki – i to jedna z nich. Jeśli więc chcecie miło spędzić czas przy niezobowiązującej lekturze – sięgnijcie po Babski wieczór Mary Kay Andrews. Oczywiście, oprócz humoru znajdziecie tam amerykańską sielankę, rodem z komedii romantycznych i (UWAGA MALUTKI SPAM) szczęśliwe zakończenie. Właściwie dla wszystkich pozytywnych bohaterów.

A może amerykańska wersja bardziej się Wam spodoba?

Jeśli więc nudzicie się wieczorem, albo w tramwaju, albo na plaży i nie macie ochoty na powieść historyczną, literaturę piękną albo po prostu chcecie miło i przyjemnie spędzić czas – polecam serdecznie właśnie Babski wieczór – no, chyba, że NAPRAWDĘ nie cierpicie amerykańskiego stylu i lekkich książek, to omińcie szerokim łukiem.

  • Przede wszystkim: KOCHAM nazwę Twojego bloga! 😀

    Ostatnio podczas wielkich zakupów książkowych zastanawiałam się nad „Babskim wieczorem”, z którego w końcu zrezygnowałam. I teraz żałuję. Co prawda lubię literaturę nieco głębszą, ale po dziesiątkach thrillerów i dramatów psychologicznych przydałoby mi się coś na odstresowanie, zrelaksowanie, coś lekkiego i odprężającego. Nie ma co, robię rezerwację w styczniowych funduszach i kupuję! 😀

    • Rina, dziękuje, nazwa jakoś sama przyszła mi do głowy 😉 właśnie o to w tej książce chodzi – jest na odstresowanie się, nie obiecuje nic na siłę. Rezerwuj, rezerwuj!

      • Oczywiście miałam na myśli fundusze KWIETNIOWE, a nie styczniowe. xD Chyba już pora iść spać, skoro mi się tak drastycznie miesiące mylą. 😉

        • Nawet jeśli będą to fundusze sierpniowe to i tak dobrze, bo naprawdę warto 😉

  • Pingback: Książki, które kojarzą mi się z latem  – Wyglądasz jak przez okno()