Jak upolować pisarza? – Sally Franson

Zachwalana książka, która miała być podobna do Diabeł ubiera się u Prady, lekka i przyjemna traktująca o poszukiwaniu idealnych pisarzy przez agencję reklamową i upolowaniu najprzystojniejszego z nich wszystkich. Napaliłam się na tę książkę jak szczerbaty na suchary i przyznam szczerze, że nawet względem niej popełniłam niewybaczalny błąd. Jednak życie mocno pokrzyżowało mi plany i tym samym uratowało mnie.

Nowa agencja reklamowa.

Szefowa Casey Pendergast chce, aby ta zaangażowała się w projekt nowej firmy – miałaby przekonać najlepszych pisarzy, aby pomogli innym firmom w reklamie. Dzięki temu swoją niezachwianą rekrutacją, świetnymi tekstami i własnym wizerunkiem polecaliby przeróżne produkty. Dziewczyna oczywiście bez żadnego wahania zgadza się, przyjmując propozycję z wdzięcznością i upatrując w niej docenienie przez surową szefową. Jedyną jej rozterką jest to, jak przyjmie to jej przyjaciółka.

Swoją misję rozpoczyna od przystojnego i zdolnego Bena i szybko okazuje się, że Casey chciałaby go również poderwać. Z wzajemnością. Jak twierdzi notka z tyłu książki będzie to fascynująca walka o najlepszy kąsek.

Co poszło nie tak?

Casey jest dosyć naiwna w moim odczuciu – nie zadaje pytań, tylko od razu rzuca się w wir nowej pracy, poświęcając wszystko inne, łącznie z relacjami z przyjaciółmi i współpracownikami. Zachowywała się do tego trochę wyniośle, bywała obrażalska i dziecinna. Generalnie nie polubiłyśmy się. Było wiele sytuacji, które mnie dałyby mocno do myślenia i chciałam aż potrząsnąć Casey, bo ona nie widziała zupełnie nic dziwnego w nich. Do tego obiecywane polowanie na przystojnego Bena skończyło się sukcesem w piorunującym tempie – a potem emocje opadły. Miałam wrażenie, że ich relacja jest papierowa. Ben szybko ze związku się wymiksował (bez jakiegoś zbędnego żalu), a ona nagle uświadomiła sobie jak bardzo go kocha. No naprawdę, dziwne to trochę.

Cały pomysł nowej firmy był całkiem w porządku, ale jego wykonanie już nieco bardziej mgliste. Miałam wrażenie, że Casey przyszła już trochę na gotowe na swoje stanowisko, nic tylko po prostu usiąść na krześle prezesa i zarabiać grube miliony. Trochę to teraz przerysowuję, ale odniosłam takie właśnie wrażenie. W ogóle wydawało mi się, że wszystkie relacje Casey są płaskie, papierowe i bezosobowe.

Książka generalnie napisana jest dobrze – poprawny język, styl, co sprawia, że nie czyta się tego źle, ale fabuła pozostawia już wiele do życzenia. Nudziłam się czekając na jakiś zwrot akcji, który kiedy już następował to zwykle bardzo szybko wszystko się normowało i znów płynęło powoli do przodu. Dopiero na samym końcu coś się wydarzyło.

Zgodnie z najlepszymi filmami typowo amerykańskimi umęczony główny bohater powinien wygłosić płomienną mowę końcową, który zmotywuje jego i innych. Tutaj również miało to miejsce i spowodowało efekt odwrotny niż zamierzony – jeszcze bardziej mnie odepchnęło od bohaterki. Żałuję bardzo, bo byłam ogromnie zainteresowana książką, niestety nie tego się spodziewałam. Słyszałam już jednak opinie osób, którym się podobała, więc może po prostu nie trafiła w mój gust. Zatem nim się zniechęcicie polecam zasięgnąć rady również u innych.

Podsumowanie.

Zupełnie nie tego się spodziewałam. Casey i ja nie zostałyśmy przyjaciółkami, jej charakter irytował mnie tak samo jak pewnie ją irytowałby mój. Fabuła w książce była prosta, nieskomplikowana i raczej nudna, niewiele się działo. Relacje raczej papierowe i płaskie, bezosobowe. Przyznam szczerze, że książka z powodzeniem odepchnęła mnie od tego typu książek, głownie dlatego, że przeczytałam ostatnio kilka podobnym pod rząd.

Autor: Sally Franson
Tytuł: Jak upolować pisarza?
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 400.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.
Premiera 18 lipca.