Janice Y.K. Lee – Emigrantki

Piękna okładka i ciekawa historia – te dwie rzeczy mocno definiują książkę, po którą może sięgnąć każdy, nawet pozornie niezainteresowany tematem. Trafiłam na Emigrantki przypadkiem i przyznam szczerze, że przepadłam dla tej historii.

Trzy kobiety w Hongkongu.

Margaret to matka, która boryka się z ogromną stratą. Perfekcyjna, miła, piękna ma wszystko, a jedna tragedia kładzie się cieniem na życiu jej i rodziny. Mercy również nie może pozbierać się po tragicznym wypadku, nie dzieląc swoich smutków nawet z matką, przed którą ucieka. Hilary najbardziej na świecie pragnie dziecka, jednak jedyną opcją jest dla niej adopcja. Kiedy jednak kobieta wie, że właśnie to dziecko powinno być jej przeznaczone?

Pozornie oprócz przeprowadzki z Ameryki do Hongkongu nic je nie łączy. Pozornie, bo szybko okazuje się, że ich historia mocno się ze sobą splata, chociaż na początku same o tym nie wiedzą. Stopniowo dowiadujemy się o nich coraz więcej i zauważamy, jak bardzo wbrew pozorom są do siebie podobne, zagubione i sklejone ze sobą.

Literatura piękna w pięknym wydaniu.

Im jestem starsza tym bardziej doceniam literaturę piękną, którą wcześniej zwykle odrzucałam. W Emigrantkach znajdziecie piękny język, ciekawą historię i nietuzinkowe bohaterki – wyraziste, pełne pasji, skupione, z dobrze nakreśloną historią. Zobaczymy zatłoczone ulice Hongkongu, emigranckie, amerykańskie salony, gdzie wszyscy wszystkich znają i żadne tajemnice się nie ukryją. Trzy pozornie różne kobiety próbują swoje tragedie przeżywać w milczeniu – wszyscy jednak doskonale znają każdą ich tajemnicę i bolączkę. Nie poznajemy dokładnie tej społeczności – to jedynie rozmyta plama na tle której występują trzy główne bohaterki i ich najbliżsi.

Margaret to pragmatyczna, szczęśliwa i piękna kobieta. Jedna tragedia kładzie się cieniem na jej życiu i sprawia, że kobieta próbuje wziąć się w garść. Spędzając czas na maleńkich krokach do przodu raz za razem upada i podnosi się dla swoich dzieci i męża.
Mercy, mocno spleciona z tragedią Margaret przeżywa ją równie mocno jeśli nawet nie bardziej, ponieważ nie ona w niej jest ofiarą. Sama jednak wpada w coraz większe tarapaty, które jednak zrobią dużo dobrego – sprawią, że wreszcie dojrzeje.
Ostatnia kobieta, Hilary ponad wszystko pragnie dziecka, którego jednak nie może mieć. W towarzystwie mówi się, że „wynajmuje” sobie dziecko kupując lekcje fortepianu dla sieroty. Nie jest jednak pewna co tak naprawdę łączy ją z Julianem i skąd adopcyjna matka wie, że właśnie to dziecko jest jej przeznaczone.
Kobiety nie są do końca świadome, że ich losy są mocno ze sobą splecione. Kiedy wreszcie sobie to uświadamiają odkrywają, że właściwie wiedziały o tym od zawsze, ale nie dopuszczały tych myśli do siebie.

Książka przypominała mi trochę Kobiety w kąpieli – może to przez ten wschodni tys odniosłam takie wrażenie. Tam też mieliśmy trzy podobne do siebie kobiety, których los od początku był powiązany. Historię Margaret, Mercy i Hilary jednak odkrywamy z drugiej strony – to one są emigrantkami, które przyjeżdżają do nieznanej sobie Azji i tam próbują się dopasować.

Podsumowanie.

Ciekawa książka, która sprawia, że będziecie chcieli ją czytać bez względu na dostępny czas. Pochłonie Was, sprawi, że będziecie rozsmakowani w doskonałej literaturze i bardzo ciekawej historii. Pokochacie te trzy kobiety, będziecie próbować zrozumieć każdą z nich, a ich tragedie staną się na chwilę Waszymi. To ten rodzaj książki, która zachłannie zabiera Was w podróż nie pytając, czy macie czas czy nie. Dlatego uważajcie – inaczej możecie skończyć z niedokończonym prasowaniem i pracą magisterską.

Autor: Janice Y.K. Lee
Tytuł: Emigrantki
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 450.

Za egzemplarz dziękuję serdecznie Wydawnictwu!