Kroniki Jaaru. Tajemne imię (tom 4)

Po całkowicie średnim pierwszym tomie byłam rozczarowana i nie chciałam wcale czytać dalej. Do tego stopnia, że drugi i trzeci tom po prostu odpuściłam mimo rad, abym tego nie robiła, bo się pogubię. Ostatnio jednak jestem mistrzem w odnajdywaniu się w kolejnych częściach, bo wielokrotnie przez przypadek zamówiłam jakąś kontyuację skuszona pięknym opisem niesugerującym poprzednich książek i okładką.

Co słychać w Jaarze?

Kate Hallander, Strażniczka Kamienia Dannu została praktycznie sama w ferzej Krainie Cieni Tit-na-Nog. Tam rozpoczyna kolejny krok swojego magicznego szkolenia. Nie będzie to jednak jej jedyne zmartwienie, bowiem fery z dwóch krain szykują się do bitwy, której Kate bardzo chciałaby uniknąć. Wie, że prawdziwe zło czai się zupełnie gdzie indziej. Wśród pałacowym intryg będzie musiała lawirować z dala od większości skłóconych ze sobą i z nią przyjaciół i od Johnattana. W świecie ludzi również nie dzieje się dobrze – w sklepie Seleny pojawia się tajemniczy mag Kaspar, który będzie chciał rozwiązać zagadkę magicznego transportera. Dawna przyjaciółka Kate, Mel będzie musiała zmierzyć się z potężną siłą i własnymi lękami.

Powrót do Jaaru.

Moja podróż do Jaaru była dosyć krótka i szybka. W końcu czytam dopiero drugi tom. Jednak stworzony w pierwszej części Jaar wydawał mi się dosyć płaski i niedopracowany. W czwartym tomie autor skupia się na pojedyńczych aspektach Jaaru rozwijając opowieść o nim i przez to pokazując, że tam naprawdę jej coś więcej niż nijaki obrazek z papieru. Pododały mi się opisy mrocznej krainy Tir-na-Nog. Żałuję, że autor nie poświęcił więcej uwagi innym miejscom (może zrobił to w poprzednich tomach? Piszcie). Mimo to miałam wrażenie, że fabuła znacznie się rozbudowała i z jednowątkowej historii stworzyła naprawdę soczystą opowieść. Wreszcie bohaterowie zaczęli żyć swoim życiem i przygodami, a nie tym, co dzieje się z Kate. Wciąż wydało mi się, że jest sporo do przepracowania, ale to już zdecydowanie i tak postęp.

Jeśli chodzi o młodego czytelnika to powiem szczerze, że to jest dobra książka. Autor w pierwszym tomie mocno rozgraniczał dobro od zła, natomiast w czwartym tomie miksuje to trochę i pokazuje też różne odcienie szarości. A jak wiadomo w życiu nie wszystko jest czarne, albo białe. Poza tym książka ma dobre wzorce, pokazuje też cienie życia tak jak na przykład problemy alkoholowe matki Mel.

Byłam niestety wciąż rozczarowana z powodu mnóstwa nawiązań do świata Harrego Pottera. I tak w Kronikach pojawił się Zły Pan, który nieodmiennie kojarzył mi się z Czarnym Panem – podobna przeszłość, odrodzenie, poplecznicy. Na szczęście w czwartym tomie doszukałam się tego znacznie mniej niż w pierwszym. Mimo to uważam, że autor mógł wymyślić coś całkowicie swojego, albo mniej nawiązującego do serii o młodym czarodzieju. Fajnie jest, kiedy ludzie doszukują się połączeń ze znaną książką, a nie widzą ewidentnej kalki. To moim zdaniem największy minus Kronik Jaaru – można było po prostu zrobić to mniej odtwórczo, dalej pozostając w podobnej tematyce.

Zakończenie daje również sporo do myślenia – co się wydarzy? Kto wygra? Co trzeba będzie zrobić, aby poradzić sobie z przeciwnościami losu? To wszystko sprawia, że czytelnik zostaje niejako przykuty do fabuły i chce więcej.

Podsumowanie.

Czwarty tom zdecydowanie wygrał z pierwszym, nawet miałam ochotę do niego wracać i chcę przeczytać resztę. Cieszę się, że ostatecznie się nie poddałam i jednak sięgnęłam po tę książkę, bo mimo, że nie jest to może jakaś wyszukana książka i nie będzie moją ulubioną, to wreszcie uwierzyłam w magię tej serii. Dowiedziałam się co ludzie mogą w niej widzieć. Mimo wszystko jednak wciąż uważam, że potencjał został kompletnie niewykorzystany i autor poszedł troszkę na łatwiznę. Co nie zmienia faktu, że wyszła mu całkiem zmyślna historia.

Autor: Adam Farber
Tytuł: Kroniki Jaaru. Tajemne imię
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 550.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictu.