Recenzja

List z przeszłości 

Zostałam zaproszona do tajemniczej, detektywistycznej zabawy z której postanowiłam zrezygnować po przeczytaniu książki… List z przeszłości miał być zaskakująca, detektywistyczną powieścią obyczajową. Był jednak pogmatwaną, niedopowiedzianą historią z najbardziej irytującą główną bohaterką.

Pomieszane z poplątaniem.

Lexy Shaw właśnie straciła matkę i przyszywaną babkę. Wyrusza więc do Edynburga, aby uporządkować sprawy Ursuli – ale także jak się okaże odebrać nietypowy spadek. Teczka z listami i dokumentami ma pomóc dziewczynie odnaleźć zaginioną rodzinę aż w Afryce.


Głównym wątkiem jest historia sprzed lat mająca wyjaśnić pewne sprawy. Trzy przyjaciółki Ursula, Helen i Evie skrywają mroczny sekret, który zmienił życie mnóstwa osób. Prawdę próbuje poznać po latach Lexy, córka zmarłej Isobel, jednak ktoś próbuje jej w tym przeszkodzić.

Wątków dodatkowych jest mnóstwo, a w większości nie za bardzo łączą się w jedną całość. A jeśli już to jest to toporne i niezbyt zgrabne. Nowe postaci pojawiają się na scenie niespodziewanie, bez ładu i składu i jakiegokolwiek wyjaśnienia.

Irytująca bohaterka. 

Chyba najgorsze co przydarzyło się tej historii to Lexy. Jest tak straszliwie irytująca, że to aż boli. Naciska, wtyka nos w nie swoje sprawy, wypytuje, męczy umierającą staruszkę, krzyczy na nią, olewa byłego, który stara się jej pomóc. Najgorsze chyba było to, jak się zachowywała w stosunku do niego. Kiedy on próbuje jej pomóc (na jej wyraźną prośbę, albo dlatego, że ona swoje własne sprawy olała), to ona irytuje się conajmniej tak, jakby to on się jej narzucał.


W teczce od Ursuli ma wszystkie tajemnice jak na dłoni, ale nie kłopoci się i nie zagląda do nich lub robi to z ociąganiem. Zamiast najpierw zerknąć właśnie tam, to wszystkie informacje próbuje zdobyć za wszelką cenę od innych osób. Jedno zaproszenie na popołudniowy spacer od zupełnie obcego mężczyzny sprawia, że Lexy już drży na myśl, że mogłaby go w sobie rozkochać (cóż za skromność!). Swojego byłego zbywa przy każdej okazji, ale kiedy on akurat nie ratuje jej tyłka wzdycha do niego i tęskni. Zaskoczyło mnie również to, że Lexy zadawała sobie pytania o pochodzenie wszystkich dookoła, ale nigdy nie zastanawiała się skąd wzięła się u Ursuli jej matka.

Wypijmy za błędy. 

Mówią, że Polacy nie potrafią poprawnie mówić i pisać, bo czytają zbyt mało książek. Ale jeśli nawet czytaliby to co naskrobala Mairi Wilson (albo tłumacz) to zdecydowanie nie poprawiliby swojej polszczyzny. Tak złej książki dawno nie czytałam. Po pierwsze: używanie słowa klamczyni jest dla mnie jakaś abstrakcją. W którym my wieku żyjemy? Dodatkowo: „co ją wściekało”, „wyglądała wystarczająco szacownie jak na odwiedziny w szpitalu” – serio?!, „Helen nie groziło już żadne bezpieczeństwo”, a straszliwe przekleństwo to „do cholery”. Momentami byłam po prostu przerażona poziomem językowym tej książki. Niedopracowana, źle przetłumaczona. Na początku zatrzęsienie wszystkich znanych przysłów irytowało równie mocno co Lexy.


Podsumowanie. 

Zdecydowanie odradzam. Poplątana historia, często niespójna, tragiczne błędy językowe utrudniające czytanie, irytująca główna bohaterka. W połowie książki zaczęłam być po prostu wściekła, że to wszystko tak się źle toczy i że muszę w ogóle to czytać. Ale stało się – ku przestrodze innych czytelników. Tak złej książki chyba dawno nie czytam.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

  • To nie są zdecydowanie moje klimaty, czyli powieść obyczajowa, ale już wiem, czego nie kupować w prezencie. 🙂

  • mieszkajaca.miedzy.literami

    Zdjęcia piękne, ale książki nie przeczytam 🙂

  • Dziękuję za szczerość! Dzięki niej już wiem, że nie warto sięgać po tę pozycję. Pozdrawiam 🙂

  • O matko, szkoda, że ta książka tak zawodzi. Kto by się spodziewał…

  • kłamczyni? to aż boli… nie sięgnę po tę książkę, jedyne co jest pewne to to, że dzięki takim książkom doceniasz te o niebo lepsze 😀 pozdrawiam 🙂

  • Joanna Więckowska

    Irytujący bohaterowie to czytelnicza zmora… Ale dzięki Twojej opinii na pewno nie sięgnę po tę książkę. Uchroniłaś mnie (i nie tylko) przez złą lekturą! 🙂

    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    http://www.zaczytana-siasia.blogspot.com

    • Trzeba się dzielić i pozytywnymi opiniami i negatywnymi – ku przestrodze

      • Joanna Więckowska

        Zgadzam się w 100 procentach.

  • Wlasnie powoli koncze czytac i pod irytujaca bohaterka podpisuje sie wszystkim czym sie da 😀

  • Weronika T

    A miałam na nią ochotę, chyba dobrze zrobiłam, że po nią nie sięgnęłam 😉

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

  • Może Tobie się spodoba (chociaż wątpię biorąc pod uwagę jak bardzo jest zła…) 😉

  • To strasznie przykre, że książka okazała się tak słaba, bohaterka irytująca, a język tragiczny. Zgadzam się z Tobą, że ogólnie marudzenie, że przez brak książek ludzie są hmmm, słabsi? gorsi? jest czasem nieprzemyślane, bo trzeba spojrzeć jeszcze na to, co czytamy i jaką to ma jakość. Jeśli tak słabą, jak faktycznie ma ta książka (wierzę Twojej recenzji), to niewiele to wniesie, ani do znajomości ortografii, stylistyki, czy składni. Tak czy inaczej chciałam Ci napisać, że masz pięknego bloga, piękne recenzje i piękne zdjęcia. Cudo!

    • Dziękuję serdecznie za miłe słowa! A ja właśnie wychodzę z założenia, że nawet jeśli książka jest słaba (tzn. ma złych bohaterów i nieciekawą fabułę) to nadal jest plus, bo ktoś, komu się podoba (a gusta są różne) przynajmniej dostaje poprawnie napisany tekst. Ale jeśli już nawet tekst zawodzi… cóż, wtedy lepiej nie czytać wcale.

  • Kinga JustMe

    Jeny ta książka musi być naprawdę słaba.. takiej komplikacji faili jeszcze nie widziałam. Dobrze, że czytam twoją recenzję, bo nie chciałabym się naciąć na taką słabą pozycję…

    Pozdrawiam,
    bookwormpl.blogspot.com

  • Gusta są różne 😉 co mnie może przeszkadzać, Tobie może się podobać i na odwrót. Oby Ci się spodobała, bo szkoda czasu 😉