Lwów, miasto detali

Przed weekendem majowym postanowiliśmy ze znajomymi wybrać się na jeden dzień do Lwowa. To bardzo niedużo czasu, aby wszystko dokładnie obejrzeć, ale ja zdołałam zobaczyć kilka ciekawych detali tego miasta. Zobaczcie co złapał mój obiektyw.

Po pierwsze bardzo dużo tutaj Krakowa. Co rusz znajdowaliśmy coś krakowskiego: a to symbol, a to nazwę…

Maleńkie szyldy, zawieszki, przywieszki. Sklepy z winem, kapeluszami, knajpy i muzea. Wszystko obwieszone czymś ciekawym, przykuwającym wzrok.



Popiersie kobiety, która oddawała darmowe piwo w zamian za trochę czułości w świetnej restauracji Kumpel, gdzie możecie dobrze i tanio zjeść. Nie przerażacie się, ale popołudniami możecie czekać dosyć długo ma stolik.



Na Cmentarzu Łyczakowskim było bardzo dużo przepięknych grobowców i ciekawych elementów, które przykuły moją uwagę.


Śliczne uliczki, ładnie urządzone knajpki, ciekawe dekoracje. To wszystko sprawiało, że miasto prezentowało się naprawdę malowniczo.


Celowo nie pokazuję Wam żadnych punktów, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc we Lwowie, ponieważ trzeba to po prostu zobaczyć na własne oczy. Mnie najbardziej podobały się detale, które stworzyły niesamowity obrazek pełnego kolorów i smaczków Lwowa.

Ogólne wrażenia o mieście:

  • Koszmarne drogi dojazdowe, zawieszenie mojego samochodu jest na pewno do wymiany mimo prędkości 30 km/h.
  • Bardzo ładne miasto, ciagle jeszcze zakopane 20 lat wstecz.
  • Mnóstwo Polaków, nie tylko tych zwiedzających, ale też tych mieszkających, co jest jak najbardziej zrozumiałe.