Handmade

Malowane torby, czyli jak lubię chodzić na zaupy

Malowane torby, czyli jak lubię chodzić na zakupyKiedyś moja ulubiona bluzka uległa zniszczeniu podczas próby wybielenia plam. Jej śliczny, marynarski pasek przy dekolcie i rękawach stał się majtkowym różem. Chciałam to koniecznie uratować, więc kupiłam farby do tkanin i szczęśliwa pomalowałam newralgiczne punkty. Niewprawiona w boju wrzuciłam wszystko do pralki i uzyskałam fioletowe esy-floresy na mojej pięknej bluzce. Tak zostałam bez bluzki, za to z brązową i fioletową farbą do tkanin.


Moja pierwsza torba. 

Potem współlokatorka podarowała mi flamastry do tkanin i poprosiła o koszulkę dla siebie i dla mnie na próby zespołu. Do tematu podeszłam nieco bardziej ambitnie, nawet uszyłam własnoręcznie podkoszulki, ale przede wszystkim przeczytałam… instrukcję utrwalania farb do tkanin. I tak to się zaczęło.

Natrafiałam na coraz więcej toreb lnianych na zakupy, które urzekały mnie coraz to piękniejszymi wzorami. I postanowiłam takie tworzyć sama, bo przecież po pierwsze po co kupować, a po drugie, własnoręcznie wykonane cieszy o wiele bardziej.


Potem pojawiły się zamówienia od przyjaciół, mamy (która takich toreb ma chyba z dziesięć i namiętnie je ze sobą nosi) i tak to się rozkręciło. Wielkiego biznesu z tego nie zrobiłam (nigdy do tego smykałki nie miałam), ale byłam w większości zadowolona z efektów.

Potem przyszedł czas na moje największe i najdłuższe zamówienie – fartuchy śląskie dla Zespołu. Tutaj kapryśność materiału i czasem farb sprawiła, że efekt nie jest taki, jak zamierzony i jestem zadowolona może w 50 procentach, ale jednak jest to mój własny wkład.


Jak więc używam farb do tkanin? Przede wszystkim staram się kupować sprawdzone firmy, chociaż ostatnio nawet sprawdzona firma mnie zawiodła i farba po prostu się łuszczyła mimo mocnego utwardzenia. Korzystam najczęściej z farb firmy profil, ewentualnie Fevicryl, a zdecydowanie odradzam Pentart – kolory są jakby wypłowiałe i niezbyt wyraziste, zupełnie inne niż na podglądzie. Nie zawiodłam się jedynie na miętowym kolorze.

Malowanie takimi farbami zdecydowanie najlepiej idzie na jasnych tkaninach, bawełnianych lub lnianych, ewentualnie jedwabiu i jemu podobnych, ale na nich lubią się łuszczyć (nawet jeśli kupicie edycję do jedwabiu).


Aby ułatwić sobie pracę najpierw polecam nanieść wzór na tkaninę ołówkiem. Jeśli nie jesteście pewni swoich umiejętności, albo chcecie aby wzory były identyczne możecie użyć kalki w kolorze czarnym – odbija się jak ołówek. Uwaga, niestety jeśli zamalujecie wzór farbą, a ołówek będzie wystawał z pod spodu nic z tym już nie zrobicie. Lepiej więc w newralgicznych punktach wcześniej się go pozbyć, albo posiłkować się tylko swoimi umiejętnościami.


Farbę należy nakładać cienką warstwą, mając pod materiałem najlepiej kartkę z bloku technicznego, ponieważ powierzchnia na pewno przemoknie i może odbić się po drugiej stronie. Niewielka plama jest do zmycia – póki nie utrwalimy farby jest ona w jakimś stopniu jeszcze zmywalna, ale nie oczekujmy, że uda nam się sprać wielkiej, czarnej mazi. Do malowania farbami do tkanin przede wszystkim nie używamy wody. Farby będą się nieestetycznie rozpływać i tracić kolor (chyba, że o taki efekt nam chodzi). Jeśli chcecie zmienić farbę najlepiej wypłukać pędzel w wodzie i porządnie wytrzeć go o papierowy ręcznik.

Gdy całość mamy już wymalowaną należy poczekać, aż farba dokładnie wyschnie, a następnie odwrócić wzór na lewą stronę i dokładnie wyprasować (cała malowana powierzchnia powinna być przeprasowana około 5 minut). Potem można ewentualnie sprać niepotrzebny, a niepomalowany ołówek i z dumą nosić!


Tak przygotowana tkanina nadaje się do prania również w pralce – oczywiście jej żywotność będzie ograniczona, nie oczekujmy więc, że po setnym praniu kolory wciąż będą miały ten sam, żywy odcień.

Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany takim rodzajem rękodzieła to naprawdę polecam – świetna sprawa nie tylko na zajęcie wolnego czasu, ale i na pokazanie siebie z trochę innej perspektywy. Uważajcie tylko na bardzo śliskie materiały – z nimi może być trochę kłopot.