Miłość leczy rany – Katarzyna Bonda

Nie znam Katarzyny Bondy – kiedyś, dawno temu, kupiłam jedną książkę na prezent i na tym się zatrzymałam. Jednak lubię wiedzieć, lubię wypowiadać się na tematy, które znam, więc postanowiłam się po prostu dowiedzieć dokładnie o co tak naprawdę chodzi z tą Bondą. I na tapetę wzięłam najnowszą książkę Miłość leczy rany.

Kazachska rzeczywistość.

Tośka ma dosyć tajemniczego Kereja, którego kocha ponad wszystko. W przypływie emocji para rozstaje się, a on zgłasza się na policję i wyjawia swój największy sekret – w Kazachstanie zastrzelił i ranił kilkanaście osób.Nikogo nie interesuje, że zrobił to w obronie własnej jak twierdzi. Trafia do więzienia, a Tośka zrobi wszystko, aby ochronić ukochanego i sprawić, aby polska prokuratura nie wydała Kereja Kazachstanowi, w którym zapadł na niego wyrok śmierci. Dziewczyna będzie musiała zajrzeć głęboko w mroczną przeszłość mężczyzny i poznać dzikie i twarde obyczaje jego kraju.

Ile bohaterów tyle historii.

Fabuła książki jest bardzo skomplikowana. Mamy tutaj absolutnie wszystko – miłość, zazdrość, nienawiść, śmierć, przyjaźń, lojalność, intrygi. Mnóstwo bohaterów, każdy z nich z własnym wątkiem, historią, motywacją, tajemnicą. Ciągle zmieniające się sojusze, wychodzące na wierzch nowe fakty. Poznajemy kulturę i społeczność kazachstańskiego miasteczka, społeczne i rodzinne koneksje, połączenia, więzy krwi. Spokojnie można mówić o wielowątkowości w kontekście tej powieści. Jest bardzo mocno rozbudowana, bohaterowie są wielowymiarowi, wydarzenia pędzą do przodu, ciągle wychodzą na wierzch nowe fakty, zmienia się punkt widzenia. Momentami jest niejasno, wszystko jest mgliste i zatarte. Jestem pod wrażeniem ogromu pracy, ale też trochę przerażona tym, jak ciężko to wszystko razem ogarnąć. Momentami trzeba było wczytywać się mocno w treść, aby wszystko zrozumieć.

Przez mnogość wątków i wielowymiarowość powieści czytało się to po prostu troszkę ciężko. Skupienie razy milion a i tak miałam wrażenie, że ciągle coś mi umykało, że coś się nie zgadzało w moim myśleniu. Nie można odmówić tej książce tego, że jest po prostu potężnie rozbudowana. Jest przy tym bardzo ciekawa, porusza wiele płaszczyzn i wprowadza wiele informacji. Była naprawdę dobra, ale przez to pogmatwanie – zwyczajnie trochę męcząca. Pojawiają się również w książce elementy wręcz magiczne i mistyczne, co bardzo mi się podobało i urozmaicało lekturę. Do tego wszystkiego po mrocznych, kazachskich rozwiązaniach cukierkowe i pośpieszne zakończenie po prostu mnie rozczarowało. Szkoda, bo liczyłam naprawdę na mocne wyjście w stylu takim, jak cała książka. A tak – nie jestem przekonana, czy kolejne części w ogóle są potrzebne, bo zostało powiedziane już wszystko, a nawet jeszcze więcej. Chyba, że będzie to zupełnie inna historia.

Podsumowanie.

Ogromna, pełna różnych wątków książka, z mnóstwem wielowymiarowych bohaterów. Można łatwo zgubić się w meandrach fabuły, trzeba skupiać się na wszystkim i pilnować kolejnych wydarzeń. Książka na pewno jest bardzo ciekawa i przyciąga, ale jednocześnie trochę odstrasza tym ogromem wiadomości. Do tego zakończenie nieco mnie rozczarowało, ponieważ nie zostało utrzymane niestety w tym samym klimacie.

Autor: Katarzyna Bonda
Tytuł: Miłość leczy rany
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 730
Moja ocena: 4/5.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.

Dodaj do zakładek Link.