Mroczne jezioro – Sarah Bailey

Australijski kryminał? Miasteczko pełne tajemnic? Policjantka rozwiązująca sprawę morderstwa uwikłana w trudną relację z ofiarną? Biorę w ciemno! Książka Mroczne jezioro została okrzyknięta jednym z lepszych debiutów tego roku. Nie lubię takich określeń, bo często są to tylko puste frazesy, tak samo jak polecenia „tych wielkich”. Skusiłam się jednak i… rozczarowałam. Po początkowej euforii nie zostało do końca zupełnie nic.

Trup nad jeziorem.

Zwłoki nauczycielki z pobliskiego liceum zostają odnalezione nad jeziorem. Na miejscu pojawia się Gemma Woodstock, która zupełnie bagatelizuje swoją znajomość z ofiarą i zaczyna zajmować się sprawą. Wszystko jednak wydaje się dziwne – brak bielizny, rozsypane wokół kobiety długie, czerwone róże, jej przeszłość i rodzina. Gemma wraz ze swoim partnerem Felixem będzie starała się rozwiązać kolejne tajemnice sama zaplątując się w sieć kłamstw i domysłów. A duchy przeszłości wcale nie będą jej pomagać.

Zachęcający początek.

Książka zaczyna się mrocznie, tajemniczo, tak, jak lubię. Historia wydaje się być bardzo ciekawa, ponieważ Gemma Woodstock kryje w sobie niezwykle wiele tajemnic. Opowieść wydaje się być pasjonująca, trzymająca w napięciu i nietuzinkowa. Szybko jednak okazuje się, że główna bohaterka jest okropnie irytująca – ma mnóstwo tajemnic, nie szanuje niczego poza własnym zdaniem, nie potrafi przyznać się do błędu i dramatyzuje. Jej związek też rozpada się bez jakiegoś specjalnego powodu chociaż jej kochanek zachowuje się, jakby stało się coś niewybaczalnego i strasznego.

Śledztwo utyka w martwym punkcie i właściwie wszystkie tropy się urywają. Błyskotliwa Gemma, zajęta własnym życiem nie umie wpaść na nic konkretnego i odkrywczego. Dochodzimy do połowy książki i wciąż ani czytelnik ani policjanci nie wiedzą zupełnie nic o morderstwie. I to nie w takim pozytywnym sensie, bo nawet nie ma jakiś powiązań między wątkami. Gdyby nie to, że wszystkie osoby związane ze sprawą same nie zadzwoniły do pani komisarz i nie powiedziały jej co wiedzą – nie miałaby nic. Bez tych elementów raczej sprawa by się nie rozwiązała, a okazuje się… mnie skomplikowana niż to zakładałam na początku. Nic wyszukanego, żadnej pasjonującej zagadki. Zmarnowany potencjał naprawdę ciekawej historii. Nie tak wyobrażałam sobie naprawdę dobre śledztwo – mam wrażenie trochę, że książkę pisał ktoś, kto kompletnie nie zna się na metodach śledztwa policyjnego i właściwie nie wie jak się za to zabrać. Zamiast jednak zgłębić temat – pisze książkę licząc, że historia obroni się sama. No i się nie broni.

Podsumowanie.

Obiecujący początek i właściwie to tyle. Irytująca główna bohaterka i śledztwo, którego właściwie nie ma. Od mniej więcej połowy już trochę się nudziłam, a policja wpadała na kolejne tropy tylko dzięki temu, że osoby zamieszane w sprawę po prostu same przychodziły i się przyznawały. Bez polotu, bez sprawdzenia jak działa policja w takich przypadkach, zdawanie się na ślepy los. Nie był to najgorszy kryminał jaki czytałam, ale uważam, że autorka mogła zrobić to po prostu o wiele lepiej. Mam nadzieję, że przy kolejnych książkach odrobi pracę domową.

Autor: Sarah Bailey
Tytuł: Mroczne jezioro
Wydawnictwo: Editio Black/Helion
Liczba stron: 456
Moja ocena:3/5.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu. 

Dodaj do zakładek Link.