Na podbój księżyca – Mailer Norman

Książkę zamówiłam kiedy jeszcze trwał kosmiczny lipiec u Diany z bardziejlubieksiazki, ale niestety udało mi się sięgnąć po tę pozycję dopiero we wrześniu. I całe szczęście za Legimi, bo dzięki temu mogłam wysłuchać jej, zamiast męczyć się z czytaniem. A męczyłam się strasznie.

Gdzie ten podbój?

Aquarius obserwuje kolejne etapy przygotowań ludzkości, a potem konkretnych osób do postawienia stopy na Księżycu. Najpierw prowadzi rozważania filozoficzne o znaczeniu tego czynu, nawiązuje do wielu swoich i nie tylko doświadczeń, wspomina i opowiada. To wszystko ma prowadzić do opowieści jak pierwsi ludzie mieli znaleźć się na Księżycu, jak trwały przygotowania i co działo się w trakcie i po księżycowym spacerze.

Ogrom wiedzy – ale czy na pewno?

Mnie osobiście książka się po prostu nie podobała. Za dużo w niej filozofowania, długich zdań, przesadnie technicznych i dokładnych informacji, felietonowego stylu. Zbyt to było przytłaczające, odbiegające od tematu i nie wniosło do mojej świadomości o podboju prawie nic. Najbardziej podobała mi się druga część (która zajmowała może 1/4 całości), gdzie opowiada się już ściśle o przygotowaniach i samym spacerze po Księżycu. W trzeciej znajdziemy też trochę informacji o tym co działo się z astronautami po powrocie na Ziemię. Moim zdaniem jednak takich ciekawych informacji było zdecydowanie za mało. Do tego rzeczony Aquarius uwielbiał wplatać prywatne anegdotki z własnego życia (jak to denerwował go jeden z kolegów przy kolacji, albo jak kłócił się z żoną). Ani to nie było potrzebne, ciekawe, ani nie wnosiło niczego istotnego. Nastawiałam się na mocno skoncentrowaną na temacie wiedzę, a dostałam jakieś przemyślenia tajemniczego Aquariusa. Jestem szczęśliwa, że przebrnęłam przez tę książkę i mogłam ją odsłuchać na Legimi, bo dzięki temu „czytałam” w trakcie robienia innych rzeczy i nie mam aż tak dużego poczucia straconego czasu – trawa skoszona, a obiad ugotowany.

Nastawiłam się na coś zupełnie innego i jak dla mnie druga część tej książki w zupełności by wystarczyła. Dużo tekstu, powtarzających się zdań, słów, schematów, co doprowadzało mnie momentami do białej gorączki. Męczyłam się straszliwie przy tej książce i to zdecydowanie nie przez temat, a przez jego wykonanie. Tragedia.

Podsumowanie.

Nie polecam tej książki. Za dużo tam filozofowania, długich, bezsensownych zdań i odbiegania od tematu. Momentami krzywiłam się z niesmaku na niektóre stwierdzenia Aquariusa, który był głównym, bohaterem książki. Nie tego się spodziewałam.

Autor: Mailer Norman
Tytuł: Na podbój księżyca
Wydawnictwo: Zysk
Liczba stron: 589
Moja ocena: 2/5.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.