Ogród małych kroków

Są takie książki, po przeczytaniu których chcemy robić dokładnie to, co bohaterowie: zaczynając od Harrego Pottera i niezmordowanego oczekiwania na list z Hogwartu, aż po wspaniałą wyprawę rodem z Władcy Pierścieni. Z książką Ogród małych kroków miałam podobnie: zapragnęłam mieć własny ogródek, albo chociaż uroczy balkon, na którym posadziłabym cudowne kwiaty, zielnik, ustawiła dwa krzesełka z poduszkami w pastelowych kolorach i przepiękny, biały stół z wielkiej szpuli budowlanej. Chociaż marzenie nie zostanie niestety w najbliższym czasie na pewno zrealizowane, to warto na początek poczytać jak komuś się udało i jak się w ogóle za to zabrać.

Abbi Waxman to Angielka, obecnie mieszkająca z mężem, trójką dzieci i całą masą zwierzaków w Los Angeles. Wywodzi się ze środowiska redaktorów: jej rodzice pracowali w tej branży. Po zaginięciu ojca jej matka zajęła się z powodzeniem pisaniem kryminałów. Sama autorka zajmowała się przed długi czas redagowaniem treści, a następnie została głównym dyrektorem kreatywnym w różnych agencjach w Londynie i Los Angeles. Obecnie skupia się jednak tylko na pisaniu. Ogród małych kroków to jest pierwsza jak dotąd powieść (oryginalny tytuł: The Garden of Small Beginnings). 


Pierwsze co zobaczyłam, to okładka, a że jestem estetką, która uwielbia piękne okładki – od razu się nią zainteresowałam. Notka od Wydawcy, dotycząca treści książki zachęciła mnie jeszcze bardziej. Nieczęsto sięgam po literaturę obyczajową, ale jeśli już to robię to wymagam od niej więcej. I tutaj się nie zawiodłam.

Mąż Lilian, Dan zginął w wypadku samochodowym trzy lata wcześniej, a ona pozostała zupełnie sama z dwójką małych córeczek: Anabel i Clare, która była jeszcze zbyt mała, by w ogóle ojca pamiętać. Pracuje jako ilustratorka dla wydawnictwa tworzącego podręczniki dla dzieci, nie ma zbyt dobrego kontaktu z matką, za to świetnie dogaduje się ze swoją przebojową siostrą Rachel, która prowadzi szczęśliwe życie singielki. Wszystko jednak zmienia się, kiedy do wydawnictwa przychodzi nowe zlecenie: zilustrowanie książki dotyczącej uprawy roślin w ogrodzie. Warunek jest tylko jeden – autorka musi się na tym choć trochę znać, otrzymuje więc w pakiecie kurs ogrodnictwa w każdą sobotę przez sześć tygodni.

Szybko okazuje się, że ta rozrywka zmieni na zawsze życie Lilian, jej córek, a nawet kilku innych osób: nie tylko dowiedzą się sporo o pielęgnacji ogrodu, ale także poznają wspaniałych ludzi, z którymi będzie łączyć ich przyjaźń. I jest oczywiście on, tylko, że Lilian nadal kocha swojego zmarłego męża i przeżywając żałobę gdzieś w głębi duszy boi się znów zakochać.


Ta książka ma bardzo wiele twarzy: jest tam miłość matki do córek i zmarłego męża, cała masa odcieni przeżywania żałoby, przyjaźń między siostrami i obcymi ludźmi, zauroczenie, pasja, a wreszcie cała masa ogrodnictwa i dobrego humoru. Książka utrzymana jest raczej w tonie humorystycznym, który czasem tylko przeradza się w lekko złośliwą ironię głównej bohaterki. Znalazłam tam naprawdę całą masę poprawiających humor sytuacji, w których wielokrotnie wybuchałam śmiechem. Temat poważny, który jednak został potraktowany bardzo po ludzku – zwłaszcza, że od śmierci męża Lilian minęły już trzy lata.

Bardzo ucieszyły mnie również porady dotyczące najróżniejszych warzyw: jak przygotować glebę, posadzić, nawadniać, chronić, dodawać im to, czego potrzebują, by dać dobre owoce. Dla mnie, początkującego ogrodnika (przynajmniej na razie w teorii) są to cenne informacje, chociaż trochę może zbyt szczegółowe jak na zupełnego laika. Każdy rozdział jest poprzedzony właśnie takimi poradami, które dodatkowo opatrzone zostały przepięknymi szkicami. Pomyślałam, że to po prostu majstersztyk kiedy zobaczyłam kolbę kukurydzy – z narysowanymi i wycieniowanymi (sic!) ziarnami!

Okładka jest po prostu urzekająca: twarz naprawdę pięknej kobiety wśród kwiatów i roślin: coś co zupełnie do mnie przemawia. Zerknęłam jak zwykle na okładkę wydania angielskiego i cóż… cieszę się, że Wydawnictwo postanowiło jednak zrobić coś zupełnie nowego.

Książka za granią zebrała bardzo dużo pozytywnych recenzji, nie tylko wśród innych autorów, także tych bestsellerowych, ale także wśród wielu krytyków. Również czytelnicy nie szczędzili dla niej wielu ciepłych słów. Dołączam się do nich z czystym sumieniem i mogę polecić Wam tę książkę, szczególnie teraz, kiedy wszystko rozkwita na naszych oczach: na pewno choć trochę zarazicie się pasją do ogrodnictwa. Niektóre wątki zostały pociągnięte zbyt szybko, albo trochę naciągnięte, jak sprawa z ogrodem Lilian, ale nie było tego zbyt dużo, więc po prostu przeszłam nad tym do porządku dziennego.

Jeślli chcecie podarować komuś lekką, przyjemną książę z morałem, albo sami macie ochotę po coś takiego sięgnąć: nie wahajcie się ani chwili. To, co napisała Abbi Waxman jest dobrą literaturą obyczajową opowiadającą historię Lilian na kilku, bardzo poważnych płaszczyznach, okraszoną humorem i ogrodniczymi poradami.

Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję Wydawnictwu Otwarte. 


Pozostaw po sobie komentarz – będzie mi niezmiernie miło, ponieważ nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak zaangażowanie drugiej strony.