Paul Auster – 4321

Kiedy zobaczyłam tę książkę byłam nią zachwycona. Uwielbiam takie grubaski – są dla mnie czymś naprawdę fantastycznym, ciekawym i same ich rozmiary napawają dumą. Lubię też takie minimalistyczne okładki – liczby nawiązujące do fabuły książki i wysokie budynki prezentujące jedno z największych miast Ameryki. Słyszałam też dużo dobrego o tej, jak to stwierdziła Olga z Wielkiego Buka, gargantuicznej książce i chciałam bardzo sprawdzić ile w tym prawdy.

Archibald Ferguson i jego cztery życia.

Archie przychodzi na świat 3 marca 1947 roku jako pierwszy i jedyny syn Rose Adler i Stanleya Fergusona. W zasadzie to początek nie jednego, a czterech żyć chłopaka, w których zmienia się prawie wszystko oprócz drobnych zmian w jego charakterze, rodziców i wielkiej miłości Amy Schneirderman. Co rozdział przenosimy się do innego życia, aby poznać go od nowa, stwierdzić w jakim momencie życia jest, co robi, jak sobie radzi on i jego rodzina i kogo aktualnie kocha. Jedyną niezmienną rzeczą jest miłość do Amy, która wygląda bardzo różnie (bo zmienia się w zależności od tego kim jest nasz Archibald), ale charakteryzuje się zawsze tym samym – głębokim i stałym uczuciem.

Będziemy zatem towarzyszyć Archiemu w różnych perypetiach z dzieciństwa, poznamy różną sytuację materialną jego rodziców, którzy również sami się zmienią, trafimy z nim do różnych szkół, a następnie w różne miejsca pracy. Poznamy jego losy od początku do końca aż cztery razy. Znajdziemy się w zupełnie różnych momentach by stwierdzić, jak Archie reaguje w zależności od tego jakie w danym momencie życie go ukształtowało.

Potężny grubasek.

Paul Adler to jeden z najbardziej znanych autorów amerykańskich, ja jednak spotykam się z nim po raz pierwszy. I od razu trafiam na bestseller. Muszę przyznać, że jest to spotkanie bardzo udane, ponieważ książka absolutnie mnie pochłonęła. Fakt, jej rozmiary wcale nie musiały takie być, ale mnie absolutnie nie przeszkadza, że czasem jest po prostu trochę przegadana. Stylem i też trochę wielkością bardzo przypominała mi Szczygła, chociaż Theo i Archie (razy cztery) to zupełnie różni chłopcy, którzy wybierają różne drogi rozwoju (Archie czterokrotnie). Auster dużo nam opowiada o tym co dzieje się w życiu Archiego, jego bliskich oraz nawet w jego głowie. Dochodzi prawdy, opowiada, gawędzi z czytelnikiem. Wciąga go w bezkresne morze opowieści pokazując, jak daleko sięga horyzont. Używa pięknego, bardzo poprawnego języka, który czaruje i zachwyca. Wielu rzeczy nie mówi prosto w punkt – woli snuć opowieść o różnych miejscach i osobach, aby wreszcie doprowadzić do tego, co mógł przekazać właściwie jednym zdaniem.

4321 to na pewno powieść monumentalna, ogromna, pełna literackich pyszności. Można zatracić się w prawdziwym literackim kunszcie, który zobaczycie w tej książce. To nie jest lektura lekka (dosłownie i w przenośni), na jeden wieczór, ale na wiele, wiele wieczorów, które sprawią, że zimne dni wydadzą się cieplejsze, a ciepłe trochę chłodniejsze. Jej rozmiary Was powalą, ale i zauroczą, jeśli tylko nie boicie się dużych wyzwań. Prawdziwa literatura piękna na naprawdę wysokim poziomie, który mnie osobiście zachwycił.

Oczywiście, w książce mamy mnóstwo dugich opisów, które mogą przerażać, ale mi nie przeszkadzają. Dla mnie to po prostu spory kawał naprawdę dobrej literatury.

Podsumowanie.

Jeśli chcecie mieć ucztę dla duszy – 4321 jest zdecydowanie dla Was. Rozsmakujecie się w czterech różnych hisotriach Archiego i pokochacie każdą z nich trochę inaczej. Będziecie razem z nim się smucić i radować, kochać i nienawidzić, uprawiać sporty i uczyć się. Poznacie wszystkie oblicza Archibalda Fergusona i będziecie ciekawi co jeszcze wymyśli. Jeśli tylko nie przerażają Was rozbudowane pisy (ale nie przyrody, czy przedmiotów, ale właśnie całej otoczki historii jego życia), to na pewno będziecie bardzo zadowoleni z lektury. Serdecznie polecam Wam tę książkę.

Autor: Paul Auster
Tytuł: 4321
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 800