Po linii prostej 

Seria książek kryminalnych o komisarzu Dixonie rozpoczyna się tytułem Po linii prostej. Autor, Damien Boyd wykorzystuje w niej swoją prawniczą wiedzę i częstuje czytelnika doskonałą, ponoć bardzo poczytną literaturą. Ale czy aby na pewno?

Kim jesteś komisarzu Dixonie? 

Komisarz Dixon przenosi się z Londynu, porzuca dobrze prosperujące stanowisko dla niższego w rodzinnym mieście. Jest bardzo inteligenty, szybko wpada na kolejne tropy, a jego pomysły zawsze są trafione. Kiedy więc jego były partner wspinaczkowy ginie w tragicznym wypadku za równo komisarz jak i rodzice zmarłego wiedzą, że ktoś przyłożył do tego rękę. Komisarz przygląda się więc śledztwu, poucza żółtodziobów, którzy w zasadzie nic nie robią, aby sprawę rozwiązać. Równocześnie prowadzi własną, dużą sprawę włamywaczy.

Miasteczko do którego wraca komisarz jest niewielkie, jednak na tyle duże, aby nie wszyscy się znali. Nie widzimy też na horyzoncie w zasadzie nikogo znajomego komisarza oprócz rodziny zmarłego i jego samego. To trochę dziwne biorąc pod uwagę, że to rodzinne miasto Dixona.

Komisarz ma też psa, Montiego, którego niemalże przez 80% akcji w książce trzyma w samochodzie. Często zostawia tam psa nie bardzo się nim martwiąc (chociaż nigdy nie zostawił samochodu w słońcu, to fakt). Odnosilam jednak przez to wrażenie, że pies jest trochę na siłę i w zasadzie autor sam nie wie co ma właściwie z nim zrobić.

Lekka, przyjemna i bez szału. 

Książkę skończyłam czytać w jeden dzień. Zagadka, którą trzeba było rozwiązać była dosyć prosta i niezbyt pogmatwana. Szybko można było się odnaleźć w tej historii i przejrzeć niektóre fakty. Podejrzewałam też kto jest mordercą. Jednak ostateczne rozwiązanie sprawy trochę mnie zawiodło – odkrycie prawdy zajęło pięć stron, a komisarz stał jak słup soli i patrzył na rozwój wypadków zamiast działać.

Odnosiłam też wrażenie, że wszystko mu się udaje i wszystko wie. Naraził niewinnych ludzi na ogromne niebezpieczeństwo bez zmrużenia okiem. Nie wydaje mi się, że ktokolwiek podjałby taką decyzję bez zastanowienia.

Podsumowanie. 

Żadnego szału, chociaż czytało się naprawdę przyjemnie. Trochę za mało komplikacji jak dla mnie w życiu tego człowieka – też tak chcę. Uważam też, że książka mogłaby być trzy razy grubsza – wtedy wszystkie wątki zostałyby ładnie rozwinięte, a nie ledwie liźnięte.

Recenzję tej książki możecie również przeczytać u Weroniki.

Za udostępnienie egzemplarza z ciekawą okładką dziękuję Wydawnictwu Editio Black.