Podsumowanie roku 2017

Rok 2017 nieubłaganie dobiega końca, a zmienił w moim życiu tak wiele, że nawet się tego nie spodziewałam. Chciałabym więc podzielić się z Wami kilkoma ważnymi wydarzeniami z mojego życia zawodowego, ale też troszkę prywatnego, żebyśmy mogli lepiej się poznać. Chętnie poczytam również jak Wy będziecie wspominać ten mijający rok.

Nuda powodem założenia bloga.

Zostałam korporacyjnym szczurem, pracującym w zawodzie, którego nie znałam i nie lubiłam. Zaczęłam zaraz po tym, jak odeszłam z pracy marzeń, co było nieuniknione i co jak się okazało całkiem niedawno uratowało mnie przez toksycznym środowiskiem. Spotkałam ludzi pełnych pasji i życia, których bym nawet o to nie przypuszczała. Ale zanim zżyłam się z nimi – bardzo się nudziłam i czułam nieszczęśliwa. Założyłam więc bloga, a dzięki samozaparciu zaczęłam go rozkręcać, szukać innych osób, takich samych jak i ja. Zaczęłam czerpać z tego radość i nadzieję na przyszłość. I tak blog w lutym będzie obchodzić swój pierwszy rok. I może troszkę czuje się zaniedbany, bo coś innego pochłonęło mnie bardziej, to jednak wciąż pozostaje moim pierworodnym.

A może by tak bookstagram?

Coraz częściej na swoim Instagramie dzieliłam się tym, co czytam, a że kocham robić zdjęcia to połączyłam obie te pasje. I w maju zapadła decyzja o zmianie mojego prywatnego konta dla znajomych na bookstagrama z krwi i kości. I w czerwcu ruszyłam z kopyta – własnoręcznie tworząc deski do zdjęć, potem zdobywając je u przyjaciół. Dzisiaj zgromadziłam Was tam już ponad 1 100 i jestem ogromnie wdzięczna! Nie myślałam, że kiedyś w ogóle do tego dojdzie. I chociaż oczywiście z otwartymi ramionami przyjmę nowe osoby i cieszę się wciąż z każdej okrągłej liczby, to jednak zauważyłam, że dorosłam do tego. Już nie sprawdzam statystyk co minutę, nie odświeżam aplikacji, ale cieszę się tym, co widzę u wszystkich osób, które ja obserwuję. Oglądam, podziwiam i często szukam też inspiracji.

Zmiany, zmiany, zmiany.

Pod koniec tego roku zdecydowałam się na trudną dla mnie zmianę – pracy i mieszkania. Przeprowadziłam się na drugi koniec miasta z dala od ukochanego, do pracy o wiele poważniejszej i bardziej wymagającej, znów na głęboką wodę. I jestem z siebie dumna, bo dzisiaj, po zaledwie dwóch tygodniach potrafię już sama zająć się niektórymi rzeczami i nawet zbieram pochwały. Zaczynam też znów jeść jak człowiek – bo jedzenie jest tam obłędne! Nie, nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała. I chociaż tęsknię za kilkoma osobami z mojej dawnej pracy, z którymi nie mogę porozmawiać o książkach i głupich snach, to jednak cieszę się ze zmiany. Bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

Mój jest ten kawałek podłogi.

I chyba największa moja radość i bolączka. Zdałam sobie w tym roku boleśnie sprawę z tego kim i jaka jestem. I chociaż nie jest łatwo, nie poddaję się. I nie poddam się nigdy. Za kilka lat odetchnę z ulgą pozbywając się strachu o to, że coś pójdzie nie tak. I mam nadzieję, że osoby, którym chcę złożyć tę obietnicę też to przeczytają. Dlaczego Wam o tym piszę? Bo jesteśmy wszyscy tacy sami – kochamy książki, mamy słabości, życiowe radości i upadki. A jednak wspieramy się i wiem, że na Wasze dobre słowa zawsze mogę liczyć.

Kochani, na ten więc rok życzę Wam abyście byli dobrzy dla siebie nawzajem – dla kolegów „po fachu”, przyjaciół i bliskich. Abyście z radością patrzyli na swoje życie i z uśmiechem na twarzy budzili się każdego dnia.

A sobie? Życzę całego morza oceanu kosmosu cierpliwości.

Nie popędzaj czasu. Poczekajmy co nam przyniesie…