Powstanie

Książki z serii Wojen Alchemicznych pojawiły się w moim życiu znikąd i stały się tym rodzajem książek, które na długo pozostaną w mojej pamięci. O Mechanicznym, pierwszym tomie pisałam kilka postów wcześniej, więc jeśli nie czytaliście jej to co napiszę poniżej o Powstaniu może być dla Was spoilerem.

Jax, Berenice i Hugo.

Zachodnia Marsylia przygotowuje się do ciężkiej bitwy, jaką będzie musiała stoczyć z armią praktycznie niezniszczalnych mechanicznych. Kapitam Hugo Longchamp ma zamiar bronić ludu Nowej Francji i jej króla do ostatniej kropli krwi. Po drugiej stronie natomiast do oblężonego miasta zbliża się Jax, który wciąż musi udawać posłusznego sługę. Ma jednak już plan jak zbiec i odnaleźć legendarną królową Mab i jej wyzwolony lud mechanicznych. Berenice natomiast wiele kilometrów dalej walczy o życie ciągle ocierając się o śmierć – z rąk Gildii i Nadleśnictwa, mechanicznych i wszystkich innych wrogów, których ma naprawdę sporo.

Ależ mnie oszukałeś!

Autor mnie oszukał. I zrobił to z premedytacją. Pozostawił mnie w takim momencie po pierwszym tomie, że byłam pewna, że wiem od czego rozpocznie się drugi. Miałam już swój scenariusz dla Jaxa i dla Berenice. I wtedy pomyślałam sobie, że autor wymyślił tak okrutny scenariusz jak tylko mógł. Szybko jednak okazało się, że zostałam wyprowadzona w pole i nic co założyłam nie miało miejsca. Z jednej strony się cieszę, bo to, co wymyśliłam dla Berenice było bardzo okrutne, ale z drugiej mogłoby to bardzo rozwinąć akcję.

Drugi tom jednak cały czas trzyma nas w napięciu. Autor wielokrotnie zwodzi czytelnika, wraca do punktu wyjścia, wybiera inne drogi, kręci i mąci. Znajdziecie tam tyle zwrotów akcji, że nie będziecie się nudzić. Chyba najsłabszym punktem była sama relacja Longchampa z oblężonego miasta – po prostu niewiele tam się działo. I nawet sam kapitan, którego charakter uwielbiam tego nie zmieniał. Końcówka jednak wynagradza wszystko.

Dzień dobry Danielu!

Zdradzę Wam tylko jedną rzecz – chyba, że nie chcecie jej wiedzieć, to przejdźcie szybko do kolejnego akapitu – wyzwolony Jax przyjmuje nowe imię: Daniel. Mam ogromny sentyment do tego imienia i uważam, że jest naprawdę ładne, więc bardzo się ucieszyłam i jeszcze bardzizej polubiłam tego mechanicznego. Jest troszkę nieporadny, a jednak przebiegły, zbyt ufny, a jednak potrafi zawalczyć o swoje. Jest mechanicznym, który ma więcej ludzkich odruchów niż niejeden człowiek.

W tym tomie poznajemy bieg wydarzeń z perspektywy Jaxa, Berenice i kapitana Longchampa. Pastor Visser wciąż odgrywa dużą rolę, ale już nie towarzyszymy mu w jego wędrówce z oczywistych względów (których Wam póki co oszczędzę). Możemy więc przekonać się jak myślą mechaniczni, co czuje obrońca Zachodniej Marsylii skazany na klęskę i jak siarczyście potrafi klnąć Berenice. A mówiąc szczerze, to czasem byłam pod wrażeniem wysublimowanych przekleństw.

Podsumowanie.

Drugi tom nie był ani lepszy ani gorszy od poprzedniego – Ian Tregillis utrzymał poziom i karmił czytelnika coraz to nowymi zwrotami akcji. Mącił, mieszał i popchał wszystko do przodu, a ja po prostu nie mogłam się oderwać. Kiedy skończyłam czytać poczułam ogromnego książkowego kaca. Wiedziałam, że niedługo będę mogła go zaspokoić trzecim tomem, ale wiedziałam, że jednocześnie zbliżę się wtedy do końca tej historii i nie będę miała już co czytać. I zazdroszczę tym, przed którymi jeszcze ta przygoda się nie zaczęła.

Autor: Ian Tregillis
Tytuł: Powstanie
Liczba stron: 430
Wydawnictwo; SQN