Pył Ziemi

Jakiś czas temu przeczytałam u kogoś na blogu recenzję tej książki i zachwycona uznałam, że to coś dla mnie. Kiedy więc na portalu CzytamPierwszy.pl zauważyłam w ofercie tę książkę – nie zastanawiałam się ani chwili. Długo odkładałam lekturę, ale dzisiaj ostatecznie przeczytałam wszystko. I jestem bardzo rozczarowana.

Pył naszej Ziemi. 

Lilo i Rez to przedstawiciele gatunku ludzkiego, który przetrwał na niezniszczalnym statku w kosmosie. Przybywają na Ziemię w poszukiwaniu Biblioteki Snów, chociaż nie od razu zdradzają czytelnikowi po co. Na swojej drodze spotykają wiele osób, zostają nawet wielokrotnie zaatakowani – ale w wyniku długiej ewolucji i zaawansowanej techniki są niezniszczalni. Ich ciała potrafią się leczyć, a nawet wskrzeszać. Trafiają do osnutego trującą mgłą Londynu i tam poznają nowy świat z pomocą Jacka Valentine. Co ciekawe – przybywając na Ziemię sadzili, że wszyscy zginęli.

70 milionów ludzi zostało wystrzelonych w kosmos w XXIV wieku, ponieważ Ziemi groziła zagłada. Przez wiele stuleci statek dryfował w kosmosie odkrywając jego tajniki. Na jego pokładzie działo się wszystko – od pokoju po wojnę, od normalnej egzystencji po sterylizację wszystkich i ulepszenia genetyczne. W końcu zakazano rozmnażania się na przepełnionym statku, a Lilo i Rez to ostatnie dzieci.

Książka miała być o wiele dłuższa? 

Autor zawarł w Pyle Ziemi mnóstwo wątków – tajemniczego plemienia żyjącego w prymitywnych warunkach, Jacka Valentine, pochłoniętego mgłą Londynu, królowej Lys i wreszcie niezniszczalnego statku i rodzaju ludzkiego w kosmosie. Momentami czułam się w tym wszystkich zagubiona i nie do końca wiedziałam o co chodzi. Odnosilam często wrazenie, że autor prześlizguje się po temacie – jakby zaawansowane technicznie sprawy trochę pomijał. Wyobrażamy sobie jak będzie wyglądał świat za miliony lat, ale chyba bez wnikliwej wiedzy technicznej nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. I opisać. Niektóre wyjaśnienia technicznych rozwiązań były jakby wymruczane pod nosem – niedokładne, chybione, nietrafne. Nie potrafiłam zbudować przez to świata. Często też odnosiłam wrażenie, jakby książka była o wiele dłuższa, ale ktoś z góry założył, że ma mieć 319 stron i ani jednej więcej, więc powycinał niektóre fragmenty. Przez to świat przedstawiony czasem nie trzymał się kupy, a niektóre osoby i zjawiska pojawiały się z czapy.

Niektóre techniczne terminy w ogóle nie były wyjaśnione, co mnie osobiście sprawiało kłopoty w zrozumieniu co tak naprawdę dzieje się z bohaterami. Miałam jednak wrażenie, że autor nie wyjaśnia ich nie dlatego, że zakłada iż ja to wiem, ale dlatego, że on sam tego nie wie.

Zastanawia mnie też dlaczego Jack Valentine, prawowity dziedzic tronu nie walczy o niego od początku. Żyje sobie na zesłaniu w Londynie i ma gdzieś rządzenie. Ale jak tylko Rez mu o tym przypomina – Jack natychmiast postanawia powalczyć o tron. Przecież jest jego! Wczas, panie Valentine, no naprawdę. Był mimo to postacią, która bardzo mi się spodobała – miała cięte riposty na każdą okazję, była wyrazista i bardzo interesująca. Polubiłam też trochę sarkastyczną Lilo.

Całą historię poznajemy z perspektywy Reza, który w moim odczuciu był nieco zachowawczy i nie do końca ujawnił się ze wszystkim. Ostatecznie i tak okazuje się, że to wszystko było trochę farsą, a czytelnik pozostawał na jakimś niższym poziomie incepcji, co bardzo mnie zaskoczyło. I bardzo mi się spodobało.

Dlaczego mi pan to zrobił? 

Książka Rafała Cichowskiego wypadłby znacznie lepiej, gdyby światy przedstawionemu poświęciłby nieco więcej miejsca. Trochę wyjaśnienień technologicznych oraz pokazanie czytelnikowi, że świat istnieje poza niezniszczalnym statkiem i najbliższą okolocą Londynu i Aurory (siedziby królowej Lys). Fragmentaryczne braki ukazywały dziwne dziury w fabule, co znacznie utrudniało czytanie. Potencjał ten książki był ogromny i uważam, że mocno zmarnowany. Długo czytałam tę książkę i chociaż nie można powiedzieć, że był to całkiem zmarnowany czas, to książka na pewno nie zagości w moim sercu na dłużej.

Czy były jakieś pozytywy? 

Oczywiście wiele rzeczy mogę zarzucić tej książce, ale nie jest tak, że wszystko mi się nie podobało. Gratuluję autorowi pomysłu, bo jest nieprzeciętny i naprawdę ciekawy. Kreacja głównych bohaterów, czyli Lilo, Reza, Jacka i może jeszcze doktora Hilariusa była całkiem przyjemna – każda postać była inna, dobrze nakreślona i wyrazista. Podobał mi się też cięty język Jacka, który wprowadzał sporo zamieszania i przyjemnych dialogów. Tym bardziej przez te pozytywy żałuję, że książka ostatecznie nie trafiła do mnie.

Podsumowanie. 

Duży potencjał, więc mam nadzieję, że kolejne książki pana Cichowskiego będą o wiele lepsze. Pył Ziemi jednak mimo dobrego pomysłu był trochę niedopowiedziany, a świat przedstawiony za mało dopracowany jak na tak zaawansowaną technicznie książkę. Dobre przygotowanie przed pisaniem to zawsze podstawa.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN i portalowi czytampierwszy.pl