Recenzja portalu CzytamPierwszy.pl

Słyszałam przeróżne opinie o tym portalu. Że trzeba strasznie się natrudzić, żeby zdobyć punkty na wersję finalną, że to nieposzanowanie blogera/recenzenta. W sumie widziałam chyba więcej gorzkich żali niż pozytywnego odbioru. Ponieważ już jakiś czas aktywnie działam na portalu postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze.

Czym jest portal CzytamPierwszy?

Na początek krótkie informacje jeśli ktoś nigdy wcześniej nie widział portalu. Otóż wydawnictwo SQN wpadło na pomysł, aby założyć stronę, na której recenzenci będą mogli wrzucać informacje o swoich opiniach i dostawać za to punkty. Odpowiednią ilość można zamienić na książkę w wersji elektronicznej (20 punktów) lub finalną (100). Czasem organizowane są także promocje i można otrzymać książkę za promocyjną liczbę punktów. Do wydawnictwa SQN dołączyło już kilka innych, możecie więc wybierać z 65 pozycji. Raz w tygodniu w poniedziałki wysyłany jest również newsletter – tam znajdziecie informacje dotyczące zmian na portalu oraz promocji na różne tytuły.

Czy 100 punktów to dużo?

Wiele osób wysuwało zarzut do portalu, że trzeba strasznie się namęczyć, żeby zdobyć upragnione 100 punktów i dostać wersję finalną. Owszem, za darmo nie dostaniemy książki. Za napisanie recenzji typu: „książka jest dobra, bo mi się podobała” też nie. Trzeba wykrzesać z siebie trochę energii i wrzucić trochę opinii do sieci. Tak między Bogiem a prawdą robię niewiele więcej niż zwykle – wrzucam recenzję na bloga, zdjęcia na Instagrama, informację na fanpage blogowy, a potem to udostępniam – na grupach blogerskich (bo to w końcu rozprzestrzenia też mój blog), u siebie na tablicy, piszę opinie w goodreads, na lubimyczytac i w kilku innych miejscach. Dzielę się swoją opinią w grupach czytelniczych – bo i tak to robię. Wkładam więc w to tyle samo serca co zawsze. I mam z tego korzyści.

Byłam po tej drugiej stronie – zajmowałam się blogerami i recenzentami i wiem, że czasem motywacja sprawia, że ludzie stają się sumienni, a jej brak – leniwi. Otrzymując książkę za darmo i z poczuciem, że nam się należy nie czujemy się zobligowani do czegokolwiek. Jeśli jednak wiemy, że to jednak coś nas „kosztuje” – pracę, czas, zdobycie zaufania wydawnictwa i możliwość przeczytania kolejnej, to od razu zabieramy się do pracy bardziej zmotywowani.

Portal to także szansa dla tych, którzy dopiero zaczynają, nie mają imponujących statystyk, a wymarzone wydawnictwa nie chcą z oczywistych względów na razie współpracować. Wiele razy otrzymałam odmowę, bo docieram do niewielkiej grupy osób – ale dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl mogę otrzymać książki, które chciałabym.

Strona techniczna portalu.

Na początek logujemy się do portalu i otrzymujemy na wstępie 50 punktów. Jeśli akurat trafimy na jakąś promocję, to możemy otrzymać nawet wersję finalną. Jeśli nie pozostaje nam wersja elektroniczna. Niestety tutaj ogromny minus portalu – wersje elektroniczne nie są na czytnik, a na aplikację issuu, która ma podstawową wadę – nie zapamiętuje strony, na której skończyliśmy czytać. Rozumiem więc frustrację wielu osób i mam nadzieję, że portal szybko przerzuci się nawet na zwykle pdfy, które byłyby o niebo lepsze.

Po przeczytaniu książki i zrecenzowaniu jej tam, gdzie ktoś chce należy dodać je wszystkie do portalu – przy każdej „zakupionej” książce mamy przycisk „napisz recenzję”. Możemy wrzucić tam link, ale także screena. Uważajcie tylko, aby najpierw kliknąć załaduj, a dopiero potem wyślij, inaczej nic się nie doda i dostaniecie 0 punktów (nie jest to jednak nieodwracalne, wystarczy dodać to jeszcze raz).

Zdobywanie punktów wiąże się z kolejnymi statusami, a one z bonusami. Jakimi? Mnie na przykład udało się otrzymać książkę, która bardzo mnie interesowała poza kolejnością i mogę zgarnąć za recenzję dodatkowe punkty. Uważam zatem, że się opłaca.

Polecam portal CzytamPierwszy.pl

Wiem, że portal wzbudza wiele kontrowersji, uważam jednak, że jeśli ktoś czuje się oszukany i nieszanowany może po prostu nie zakładać konta. Ja osobiście jestem bardzo zadowolona. Cieszę się jak dziecko na każdą przesyłkę i staram się dodawać opinie szybko i zawsze zgodnie z własnym sumieniem. Osiągniecie 100 punktów za recenzję (a tym samym otrzymanie kolejnej książki) nie jest dla mnie przesadnie trudne, a trochę angażujące. Nie mam dzięki temu poczucia, że dostaję coś za darmo, że nic mnie to nie kosztuje. Za portalem też stoją ludzie, którzy muszą tę książkę wydać, zaprezentować, a nawet do Was wysłać. To też kosztuje ich pracę, a nawet prawdziwe pieniądze, nie traktujmy więc tego jako wyzysku. Praca za pracę. To, że jesteśmy blogerami, czy recenzentami nie oznacza, że książka nam się należy. Trzeba na nią zapracować i myślę, że każda osoba, która teraz może przebierać w ofertach książek też na początku ciężko pracowała, a może nawet pracuje nadal.

Jeśli macie jakieś pytania – piszcie śmiało, chętnie odpowiem na nie, jeśli tylko będę potrafić.