Stephen King – król grozy z „Cmętarzem zwieżąt”

Stephen King w mojej biblioteczce ma swoje wzloty i upadki. Po genialnej Misery i niedociągniętym Joylandzie spróbowałam starej, dobrej powieści, którą kupiłam kilka lat wcześniej i o której słyszałam, że jest naprawdę dobra. Mowa tutaj o Cmętarzu zwieżąt, który przyciągnął mnie okładką, jak i zachęcił opisem.


Jestem generalnie strachliwą osobą – mam ogromną wyobraźnię, która służy potworom pod łóżkiem i innym strachom. Kiedy byłam mała powtarzano mi, że należy bać się żywych, a nie umarłych, bowiem trupy były dla mnie czymś, co przerażało mnie najbardziej. Bałam się, że wciągną swoje białe, pokryte ziemią dłonie w moim kierunku i wciągną do swojego świata. Nie żebym bała się śmierci. Tylko trupów.

King wyciągnął na wierzch w Cmętarzu zwieżąt moje najgorsze strachy. Do tego stopnia, że musiałam ostatnie sto stron czytać tylko za dnia i w towarzystwie co najmniej jednej osoby. Autobus nadawał się do tego najlepiej.

Osoby autora nie trzeba chyba przedstawiać – amerykański pisarz powieści grozy, niezwykle płodny i poczytny, który jednak nie zamyka się w obrębie tylko jednego gatunku.


Cmętarz zwieżąt, znany także jako Smętarz dla zwierzaków to prawdziwa powieść grozy. Poznajemy rodzinę Creedów: Louisa i Rachel oraz ich dwójki niesfornych dzieciaków, Gage’a i Elieen. Właśnie przeprowadzili się do pięknego domu na skaju polany, w pobliżu bardzo ruchliwej drogi, na której bardzo często giną zwierzęta. Zrozpaczone dzieci postanawiają więc pod lasem stworzyć Cmętarz zwieżąt, gdzie chowają swoje zmarłe zwierzaki. Louis wkrótce jednak przekonuje się, że owy cmentarz niesie za sobą o wiele więcej tajemnic niż mógłby się spodziewać, a w końcu sam pozna je wszystkie. Po śmierci ukochanego kota jego córki odkrywa mroczną tajemnicę, która będzie przyciągać go do końca życia.

Książka jest niezwykle ciekawa i wciągająca, kartki same uciekają. Tylko ostatnie sto stron musiałam czytać w ogromnych odstępach czasowych, ponieważ naprawdę bardzo się bałam. Nie żartuje, świecące oczy kota na okładce wcale nie pomagały. King przedstawił tutaj wszystkie moje najgorsze strachy. Na dodatek ubrał to w niesamowite napięcie i budował je z każdym rozdziałem coraz bardziej. Kiedy docieramy do drugiej części książki, po prostu trzeba zbierać szczękę z podłogi, tak bardzo autor kopie w tyłek głównego bohatera. Wprost nie mogłam wierzyć, że zrobił mu tak straszną rzecz. Chociaż przecież w życiu niestety też tak bywa.

King w Cmętarzu zwieżąt pokazał na co go stać. Wystraszył czytelnika, przekazał mu świetnie skonstruowany, całkiem prawdziwy świat, który budzi grozę i nieznane dotąd uczucia. Świadomość, że takie miejsce może istnieć wcale nie pomaga, a ja, uwierzcie mi – dałam się przekonać. Bohaterowie zostali nakreśleni z nie lada precyzją ukazując nam swój świat i nie odkrywając od razu kart. Zmieniają się też pod wpływem różnych, zwykle traumatycznych wydarzeń ze swojego życia.


Jak dla mnie to absolutny majstersztyk, który będę długo wspominać (szczególnie kiedy budzę się w nocy i wstaję do łazienki). King moim zdaniem popisał się tutaj i pokazał swoją prawdziwą twarz króla grozy. Bałam się, naprawdę i autentycznie, co sprawiło, że z jednej strony obawiałam się tej książki, a z drugiej chciałam ją pochłonąć jak najszybciej i w całości. Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie sądziłam, że człowiek wiedząc, że czyni zło może czynić go jeszcze więcej. To dla mnie zupełnie niezrozumiałe, ale może dlatego, że nigdy w tak brutalnej sytuacji nie byłam.

Jeśli chcecie przeczytać prawdziwego Kinga, poczuć dreszcz przerażenia i oddech śmierci – zachęcam serdecznie. Kto jeszcze nie przeczytał ani jednej książki tego autora, to myślę, że warto rozpocząć swoją przygodę między innymi od Cmętarza zwieżąt. Tę książkę, oraz Misery Zieloną Milę polecam z najczystszym sumieniem na świecie.