The Perfect Game #1

Udało mi się otrzymać książkę The Perfect Game #1 Rozgrywka, a skusiła mnie ciekawa fabuła (choć przyznam, że nieco banalna) i mnóstwo pozytywnych opinii osób, które mogły trochę wcześniej ją przeczytać. Jednak po lekturze Dominica byłam tak okropnie rozczarowana tego typu literaturą, że pożałowałam już od pierwszych stron. Ostatecznie nie było jednak tak źle.

Kicia i baseballista.

Cassie przychodzi do college’u trochę później niż jej przyjaciółka Melissa z powodu kłopotów finansowych. Na pierwszej imprezie na kampusie wpada w oko największemu podrywaczowi, Jackowi, który śpi z każdą napotkaną dziewczyną tylko raz. Cassie jednak odrzuca go, chociaż ewidentnie nie jest odosobnionym przypadkiem i również ona jest wprost oczarowana jego aparycją. Kiedy zgadza się na jedną randkę z chłopakiem jej świat wywraca się do góry nogami.

Sztampowa historia: ona jest grzecznym Kopciuszkiem, zraniona przez rodziców, samotna, on to prawdziwy przystojniak, grający w drużynie, dobrze zapowiadająca się gwiazda baseballu. Oczywiście on leci na nią, bo nie zwraca na niego uwagi, a ona mu ulega, bo jak można oprzeć się komuś tak przystojnemu? I nie będzie spoilerem jeśli napiszę Wam, że oczywiście w końcu są razem – bo po pierwsze wiadomo to od początku, a po drugie staje się to bardzo szybko.

Kocham cię na kocham cię i kochaniem pogania.

Jack zmienia się dla niej diametralnie, nie może bez niej żyć. Ona zrobi dla niego wszystko. Kochają się do szaleństwa, przeżywają wspólnie pierwsze intymne chwile (choć on trochę mniej pierwsze). Jednak tego seksu jest tam stosunkowo niewiele, więc odetchnęłam z ulgą bo rubasznym i ciężkim Dominicu. Najbardziej irytowało mnie to, co powtarzało się najczęściej: Kicia, czyli Cassie przewracała oczami, a Jack mówił jej, że to niezdrowe oraz ciągłe powtarzanie, że się kochają. Na jednej stronie potrafili wyznać sobie miłość kilka razy. Nawet jak dla mnie to trochę przesada.

Autorka bardzo szybko też przeskakuje od momentu ich pierwszej randki do momentu, kiedy już ze sobą są. Nagle fabuła zaczyna się trzy miesiące później i w zasadzie nie wiemy, czy Cassie opierała się nadal Jackowi, a jeśli tak to jak długo, czy ta pierwsza randka, na której on, twardziel natychmiast się przed nią otworzył od razu pchnęła ją w jego ramiona.

Z prędkością światła.

Strasznie szybko to wszystko pędziło do przodu. Po pierwszej randce Cassie i Jack już są ze sobą, zaraz przechodzimy do pierwszego zbliżenia, za chwilę on awansuje do prawdziwej drużyny, potem bardzo szybko do kolejnej i kolejnej. Generalnie fabuła dosyć często przeskakuje, co dało mi momentami wrażenie, że autorka trochę nie ma pomysłu jak to wszystko rozwinąć, ale wymyśliła niezłe zakończenie, więc szybko do niego dąży. I w sumie tak się trochę stało – zakończenie faktycznie mną zatrzęsło, chociaż nie mogę powiedzieć, że się nie spodziewałam. No dobra, nie wszystkiego się spodziewałam, nie myślałam, że autorka postanowi im aż tak dowalić. Chociaż potem wiedziałam, że jakoś to odkręci, a nawet byłam pewna w jaki sposób. Niemniej jednak na moment zamarło mi serce.

Książka nie była zła, to po prostu coś, co wystarczy na jeden wieczór i długo po jej przeczytaniu o niej nie pomyślicie. To coś, co szybko wyleci Wam z głowy, bohaterowie nie zagrzeją miejsca w Waszym sercu, a kac książkowy jest praktycznie niemożliwy. Przeczytałam, nie męczyłam się z tym jakoś szczególnie, ale nie było też tak, że nie mogłam się oderwać. Jeśli więc chcielibyście przeczytać coś dla samego przeczytania – możecie sięgnąć. Albo jeśli lubicie niezobowiązujące powieści w których ona jest aniołem, a on diabłem i szaleją za sobą.

Autor: J. Sterling
Tytuł: The Perfect Game. Rozgrywka
Liczba stron: 300

Wydawnictwo: SQN