Vox – Christina Dalacher

Gdyby światem zaczęli rządzić mężczyźni próbujący zaprowadzić dawny ład i podporządkować sobie kobiety jak to by się skończyło? Czy mamy szansę na taki scenariusz i jak bardzo może być on przerażający?

100 słów dziennie.

W Stanach Zjednoczonych kobiety zostały uciszone. Założono im opaski na rękę, które liczą, aby nie przekroczyły 100 słów dziennie. Nie mogą również czytać, porozumiewać się językiem gestów, chodzić do pracy. Mają słuchać swoich mężów i synów, gotować, sprzątać, opiekować się dziećmi. I nie odzywać. Jean żyje takim życiem już od roku, ale najbardziej martwi ją milczenie swojej córki. Żyjąc pod jednym dachem z mężem, którego już właściwie nie kocha i trzema synami zaczyna ich nienawidzić jako mężczyzn, których celem jest uciszyć ją i małą Sonię. Jean musi porzucić swoją dawną pracę nad neurologicznymi zmianami i zająć się domem. Kiedy miała prawo głosu – nie korzystała z niego, teraz nie ma już wyboru i musi milczeć.

Wracamy do korzeni.

Książka przedstawia fatalistyczny obraz świata. Kobiety zostają uciszone, mężczyźni przejmują władzę. Kobiety przestają chodzić do pracy, mają zająć się domem. Te, które nie chcą się podporządkować trafiają do obozów pracy, gdzie nie mają do dyspozycji nawet tych 100 słów dziennie. W całkowitym milczeniu muszą ciężko pracować. Państwo chce „naprawić” wszystkich obywateli. Wielebny Carl szerzy pseudo chrześcijańskie wartości opierające się na wyższości mężczyzny nad kobietą i światem. Ludzie są zastraszeni, nawet niektórzy mężczyźni nie zgadzają się z taką polityką. Jednak wszystkie formy sprzeciwu są od razu tłumione siłą. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że wydaje się, że niewiele jest osób, które próbują przeciwstawić się tej polityce.

Książka jest napisana naprawdę świetnie. Czyta się to bardzo szybko, przyjemnie, chociaż świat przedstawiony jest po prostu okropny i przerażający. Autorka w sposób bardzo obrazowy i plastyczny przekazuje nam kolejne etapy tej historii. Sama opowieść jest ciekawa, ciągle coś nowego się dzieje. Poznajemy kolejne aspekty „nowego” życia, jak to wszystko się rozwija, a do tego Jean jasno komunikuje nam swoje uczucia i obawy. Opowiada nam też trochę o świecie sprzed rewolucji i jak właściwie do tego doszło.

Jedyne co mnie bardzo rozczarowało to końcówka. Moim zdaniem jest mocno niedopracowana, jakby autorka nie miała pomysłu jak właściwie rozwiązać tak trudną sytuację, więc niektóre wątki po prostu niedokładnie wyjaśnia od razu podając ich rozwiązanie. Jest ono na dodatek pospieszne, jakby już bardzo chciała skończyć tę książkę. Żałuję, bo budowała napięcie przez cały czas i mogła na koniec naprawdę rozwiązać to świetnie. A wyszło niestety tak sobie. Szkoda również, że nie rozwinęła bardziej wątków innych osób – listonosza, jego żony, nawet samego Patricka, męża Jean. Jakby istniała tylko ona i właściwie tylko jej problem.

Mimo to lekturę zaliczam do naprawdę udanych. Temat świetny, innowacyjny, tego jeszcze nie było.

Podsumowanie.

Vox to książka, która zaskakuje, porywa, przedstawia świat, jakiego nie chcielibyśmy znać. Jest w tym coś magicznego, coś, co przyciąga człowieka niesamowicie. Mamy tutaj ciekawą historię, tło, bohaterów, mnóstwo emocji. Jedyne do czego mogę się przyczepic to pospieszna, niedobracowana końcówka, która trochę zabiła smak tej powieści. Szkoda, bo była po prostu świetna.

Autor: Chistina Dalcher
Tytuł: Vox
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 410.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.