We wspólnym rytmie 

Moja przygoda z Jojo Moyes zaczęła się jeszcze w innym życiu, takie mam wrażenie. Byłam wtedy kimś innym, studiowałam i zaczęłam staż w najlepszym miejscu na świecie. I wtedy właśnie przeczytałam Razem będzie nam lepiej. Kiedy więc udało mi się otrzymać We wspólnym rytmie byłam wniebowzięta, chociaż historie o koniach za bardzo przypominają mi o Heatherland. 

Jojo Moyes swoją popularność w Polsce zdobyła dzięki Zanim się pojawiłeś, które wznowiono ze względu na wchodzący na ekrany kin film (swoją drogą bardzo przyjemny). W Wielkiej Brytanii święci swój sukces od dawna, podbijając listy bestsellerów. 

Tym razem poznajemy dwie kobiety: dojrzałą prawniczkę Natashę, która właśnie przechodzi rozwód z człowiekiem, którego kocha oraz małoletnią Sarah, miłośniczkę koni, która przez swoją bardzo ciężką sytuacje raz po raz wpada w kłopoty. Kiedy przypadkiem drogi tych dwóch się ze sobą splatają nic nie wróży, że życie wywróci się do góry nogami. Przy tym wszystkim jest jeszcze chory dziadek Sarah, jej niesforny, ale utalentowany koń Boo i prawie były mąż. To całkiem sporo jak na jedną historię. 

Moyes już pokazała, że uwielbia szybkie zwroty akcji i to, kiedy dużo się w książce dzieje. Przez ponad 500 stron nie zdołacie się nudzić – ciagle coś się pojawia, ciagle coś wybiega prosto pod koła. Momentami jesteśmy źli na bohaterów, innym razem przejęci ich zachowaniem. Ale nigdy obojętni. 

Każda postać jest dokładnie zarysowana, a co najważniejsze – ma ludzką twarz. To nie są cukierkowe postaci, albo do szpiku kości złe – to ludzie tacy jak my, popełniający błędy i świętujący swoje sukcesy. Mają sporo problemów, mniej lub bardziej przejmują się tym, co dzieje się wokół. 

Bardzo współczułam Sarah – dużo złych rzeczy przytrafiło jej się po wypadku dziadka. Żałowałam też związku Natashy, który możnaby uratować gdyby tylko ona i on byli wobec siebie szczerzy. Kibicowałam im mimo, że od początku było wiadomo, że się nienawidzą. Cóż, kto się czubi ten się lubi. 

Moyes po raz kolejny pokazała, że potrafi trzymać w napięciu i ma pełną głowę wspaniałych pomysłów. Nie mogłam oderwać się od tej książki i czytałam nawet w drodze do sklepu i na przystanek autobusowy (idąc na piechotę i starając się patrzeć od czasu do czasu pod nogi). Teraz już wiem, że Moyes stała się jedną z moich ulubionych pisarek, mimo, że teraźniejsze okładki jakoś nie przypadają mi do gustu. Nie wiem czy widzieliście, ale Razem będzie lepiej miało w poprzedniej wersji śliczną, miętową okładkę. 

Jeśli chcecie spędzić miło czas z literaturą obyczajową z wyższej półki, zabawną i pełną treści to serdecznie zachęcam do tej i w sumie jakiejkolwiek książki Moyes