Zniknięcie Annie Thorne – C.J. Tudor

Poprzednia, debiutancka książka, Krediarz bardzo mi się podobała, więc bez wahania sięgnęłam po Annie. Mroczna, z dreszczykiem, trochę podpadająca pod horror. Nie była to może genialna książka, ale jestem zadowolona z lektury. Mogę z czystym sumieniem natomiast powiedzieć, że klimat Zniknięcia Annie Thorne bardzo przypomina Krediarza.

Stara kopalnia.

Joe Thorne wraca do rodzinnego Arnhil po tym, jak otrzymuje tajemniczego maila, w którym ktoś sugeruje, że to, co przydarzyło się jego siostrze znowu się powtarza. W szkole, w której zaczyna pracę wszyscy mówią o nauczycielce, która zamordowała swojego syna, a następnie popełniła samobójstwo. Z perspektywy Joe’go jednak ta sprawa wygląda dziwnie znajomo. Żeby odkryć prawdę będzie musiał pogrzebać w przeszłości, a nie wszystkim jest to na rękę.

Co się stało z Annie?

Styl C.J. Tudor jest dosyć charakterystyczny – widziałam podobieństwo w kreacji fabuły między Zniknięciem Annie Thorne a Kredziarzem. Niby od początku znamy mglisty finał historii – Annie nie żyje – ale nie wiemy jak to się stało, dlaczego to takie ważne i co się z tym wiąże. Wszystko odkrywamy powoli i etapami. Cała historia długo jest owiana tajemnicą, a kiedy już odkryjemy wszystkie karty – elementy wpadają na swoje miejsce. Byłam zainteresowana fabułą, bohaterami i tym, jak to się skończy. Końcówka pochłania całkowicie. Od czasu do czasu zdarzały się pewne nieścisłości, ale były delikatne, nadawały sens fabule, więc można przymknąć na to oko. Joe jest trochę wkurzającym i niepokojącym gościem, ale szybko można się do jego charakteru przyzwyczaić, a w końcu nawet trochę go polubić.

Annie jest przedstawiona na dwa sposoby – przed wypadkiem i po nim. To dwie, zupełne różne osoby, ale autorka nie zagłębia się w szczegóły. Właściwie o siostrze Joe’go wiemy całkiem niewiele jak na to, że to właśnie wokół jej zniknięcia i śmierci kręci się cała fabuła. Wszystko jest raczej w tym aspekcie powierzchowne, bardziej skupione na kolejnych wydarzeniach, innych, zamieszanych w to osobach i na samym głównym bohaterze. Dzięki temu mamy wrażenie, że ciągle nam coś umyka i musimy to jak najszybciej znów złapać. Więc brniemy w fabułę szybko i wytrwale.

Podsumowanie.

Zniknięcie Annie Thorne to książka, która przykuwa do siebie na długie godziny. Czyta się ją szybko, fabuła jest ciekawa, bohaterowie nieco mroczni i każdy z nich skrywa jakąś tajemnicę. Byłam zaintrygowana, ciekawa i momentami czułam lekki dreszczyk. Nie jest to jednak thriller, przez który nie mogłam zasnąć w nocy. Bardzo przyzwoity, dobrze napisany, ciekawy i dający do myślenia. Z elementami delikatnego horroru. Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę.

Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Zniknięcie Annie Thorne
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 416
Moja ocena:4/5.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.