Żniwiarz – Pusta Noc

Kiedy tylko zobaczyłam Żniwiarza wiedziałam, że to książka dla mnie. Po opisie byłam już tak głodna lektury, że o mały włos nie rzuciłam wszystkiego i nie zaczęłam czytać jak tylko otrzymałam książkę dzięki portalowi czytampierwszy.pl. Co więc poszło nie tak?

Na upiory żniwiarz pomoże.

Magda to na peirwszy rzut oka jest zwykłą dwudziestolatką. Widzi jednak więcej niż przeciętny człowiek: duchy, upiory, martwce i inni. Wszyscy ci, którzy po śmierci nie trafili do Nawii, ale wałęsają się po świecie. Ktoś musi ich odesłać z powrotem i tym właśnie zajmują się żniwiarze – w tym wujek Magdy Feliks. Kiedy zostaje zabity przez upiora bardzo długo nie powraca w nowym ciele, a kolejne wypadki po jego powrocie wydają się dziwnym zbiegiem okoliczności. Kto stoi za licznymi zaginięciami żniwiarzy? I dlaczego nawii stali się tak aktywni?

Cała historia przypominała mi trochę Wiedźmina. Do tego słowiańskie wierzenia, duchy, upiory i Magda sprawiały, że aż przebierałam nóżkami aby jak najszybciej zabrać się za tę książkę i w ciemno zaopatrzyłam się również w drugą część. Wyobraźcie sobie zatem jaki był mój zawód po tak dobrym opisie, okładce i rekomendacjach. Tak, książka jest całkiem w porządku. Ale nie powaliła mnie na ziemię.

Młodzieżówka dla trochę młodszych czytelników.

Mam wrażenie, że ta młodzieżówka nie jest przeznaczona dla rówieśników Magdy, ale dla kogoś kilka lat młodszego. Bohaterka jest nadal troszkę dzieckiem, bezmyślnie czasem naraża siebie i innych na niebezpieczeństwo stworów, z którymi w żaden sposób nie może się równać. Kusi los, ale dziwnym trafem nikt, nawet żniwiarz Feliks nie zwraca jej na to uwagi. Mam trochę wrażenie, że tam wszyscy dorośli są jacyś tacy niedorośli. Relacja Magdy i Mateusz też jest trochę dziwna – niby są razem tak gdzieś od 70 stron, ale pierwszy raz dają sobie buziaka na pożegnanie na prawie 300. Naczekał się biedny Mateusz. No właśnie. On też troszkę mnie zaskoczył. Przeżył pożar w którym zginęli jego dziadkowie, a pamiątką po tym są blizny na przedramionach, które ukrywa pod długimi koszulami. Kiedy jednak Magda mówi mu, żeby się ich nie wstydził – natychmiast podwija rękawy i już więcej ich nie chowa. Szybko uporał się z traumą.

Denerwowało mnie też, że wszyscy w tej książce mówią do siebie. Bardzo dużo scen bohaterowie odgrywają zupełnie samotnie i autorka zamiast użyć swojej wrzechwiedzącej mocy i powiedzieć czytelnikowi co też myślą – nakazuje im mówić to głośno. Przez cały czas. Znalazłam też trochę nieścisłośni – ktoś wsiada do swojego samochodu, chociaż przyszedł na piechotę. Magda narzeka, że nie widziała się z Mateuszem cały tydzień, bo pracował, natomiast Aleks kilka kartek dalej mówi jej, że wujostwo denerwuje się, bo Mateusz cały czas opuszcza pracę dla Magdy. Ona niestety nie zwraca na to uwagi.

Za mało upiorów, za dużo ludzi.

Miałam nadzieję, że te wierzenia słowiańskie i nawii będą zajmować chociaż połowę książki. Tak się jednak nie dzieje. Nawet polowanie na żniwiarzy schodzi na dalszy plan, ponieważ czytelnik głównie śledzi losy Magdy i trochę Feliksa. Samo pozbywanie się upiorów też jest jakoś w sumie całkiem proste. Na większość jest ten sam sposób, wystarczą metalowe pręty i garść ziół bądź soli. Okej, ale wydaje mi się to wszystko jakoś dziecinnie proste. Za proste.

Polowanie na żniwiarzy powinno być osią całej książki. Powinno ją pięknie rozwijać, a autorka mogłaby odkrywać przed czytelnikiem i bohaterami kolejne puzzle tej zagadki. Ja jednak szybko dowiedziałam się o co tak naprawdę chodzi i trochę męczyło mnie, że ciągle stroimy w martwym punkcie. Nie było tak, że się nudziłam, ale nie miałam też tak, że biegłam do domu żeby tylko czytać, czytać i czytać.

Genialny pomysł.

Naprawdę chylę czoła przed autorką, ponieważ pomysł w swojej istocie był po prostu genialny. Może nie innowacyjny, ale to trudna sztuka w dzisiejsych czasach, kiedy już tyle zostało wymyślone. Ale jednak wykonanie, nawet jeśli to młodzieżówka uważam, że mogło być zdecydowanie lepsze. To, że mamy do czynienia z czytelnikiem młodszym i jemu dedykujemy książkę, to nie znaczy, że mamy mu pokazywać świat, nawet ten mroczny, w różowych barwach. Biorąc Zniwiarza do ręki on wie, że to nie jest opowieść o zwykłych nastolatkach, że są tam upiory i inne zmory, że będzie krew i będzie też śmierć. Dlatego uważam, że troszeczkę to zostało przesłodzone.

Przeżyłam ogromny zawód, bo się trochę zawiodłam. Sama jestem sobie winna, bo na pewno jeśli nie oczekiwałabym od tej książki niczego to spędziłabym bardzo miło czas. Nie zrozumcie mnie źle, teraz też spędziłam go miło, chociaż troszkę to wymęczyłam, bo przed oczami miałam coś co zatrzęsie polską fantastyką i literaturą młodzieżową. Tak się niestety nie stało, dalekie było echo tego trzęsienia ziemi z dala ode mnie.

Podsumowanie.

To nie jest zła książka – jest szkolna, jest poprawna, jest dobra w swoim zamyśle, ale brakło mi tego czegoś. Liczę, że druga część wynagrodzi mi ubytki pierwszej, chociaż słyszałam, że mniej się dzieje niż w pierwszej nad czym bardzo ubolewam. Jak dla mnie w pierwszej nie działo się zbyt wiele, książka nie trzymała mnie w napięciu. Spędziłam miłe chwile, popatrzę na piękną książkę, ale sięgnąć po kolejną – nie sięgnę. Przykro mi, ale znów nie popłynęłam na fali dobrych recenzji dla książki, która wszystkich zachwyciła.

Autor: Paulina Hendel
Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc
Liczba stron: 430
Wydawnictwo: Czwarta Strona