Recenzja

Życie pasterza 

„To jest moje życie. I nie chcę innego!”

Dawno, dawno temu zapragnęłam innego życia – spokojnego, nieskomplikowanego. Najlepiej takiego, jakie prowadzą pasterze wypasający owce. Była to moja idealna wizja, więc kiedy usłyszałam pierwszy raz o pomyśle wydania książki o życiu prawdziwego pasterza – oszalałam.Prawie rok później w moje ręce dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova trafiła książka Jamesa Rebanksa o wdzięcznym tytule Życie pasterza. Opowieść z Krainy Jezior z piękną zieloną okładką.


Autor żyje w małej wiosce w Wielkiej Brytanii na terenach nazywanych Krainą Jezior. Jego przodkowie zajmowali się mniej więcej tym samym co on teraz – wypasali owce i bydło na górzystym terenie. James Rebanks zajmuje się farmą, jest mężem i ojcem. Dodatkowo działa w Centrum Światowego Dziedzictwa UNESCO, dzięki czemu jeździ po świecie. Skończył też studia na Oxfordzie.

„Pierwsza wydeptaną przeze mnie ścieżką rusza moja najlepsza owca. To maciorka, która urodziła wspaniałe jagnięta, pomogła mi ulepszyć stado i cały czas zdaje sobie sprawę ze swojej wyjątkowości. Już jako młoda owca brała udział w wystawach, potem zaś pokazywałem ją za każdym razem, gdy różni ludzie przychodzili na pola oglądać moją trzodę.”

Życie pasterza podzielone jest na pory roku, które opisuje autor w mniej lub bardziej uporządkowany sposób. Nie trzyma się chronologii, raczej opisuje związane ze sobą wątki, zupełnie jakby właśnie snuł opowieść. Dowiadujemy się zatem jak w poszczególnych porach roku trzeba dbać o owce, jakie obowiązki ciążą na pasterzu, ale także jak pracuje się z psami pasterskimi, dobija targów i przygotowuje zwierzęta na wystawy. Oprócz tego autor opowiada o swoim życiu teraz i kiedyś, o dziadku i ojcu, którzy go wszystkiego nauczyli, żonie i dzieciach.


Rebanks jest pasterzem górskich owiec typu herdwick, które są owcami górskimi, a ich runo jest gęste i sztywne, dzięki czemu mogą przetrwać naprawdę trudne warunki. Większość czasu spędzają wysoko w górach, w czasie zimny są spędzane przez wszystkich pasterzy na niższe obszary, gdzie będzie im mogła być udzielona pomoc w razie ciężkiej zimy. Pasterz ma za zadanie dokarmiać owce sianem, gdy śnieg utrudnia znalezienie pożywienia, doglądać kocące się maciorki, strzyc swoje zwierzęta i przygotowywać najlepsze z nich na wystawy.

„Czasami wykonuję obowiązki konsultanta z zagrody dla owiec. Swobodny dostęp do internetu i smartfonów oznacza, że można pracować dosłownie wszędzie, nawet pośrodku owczego stada, i na dodatek nikt nie musi wiedzieć, co właśnie robimy – osoba, z którą rozmawiamy przez telefon może się tylko zdziwić, że właśnie słyszała beczenie owcy, ale wtedy zawsze można odpowiedzieć, że chyba jej się wydawało”

Chyba najbardziej przypadł mi do gustu rozdział o zimie. Rebanks opowiada o trudnych warunkach, jakie nadchodzą, o bardzo niebezpiecznych za równo dla owiec jak i dla pasterza zaspach śnieżnych tworzonych przez wiatr. Szczególnie te warunki są niebezpieczne dla nowo narodzonych jagniąt, które pojawiają się pod koniec zimy. Rebanks opowiada jak często musi walczyć o życie malutkich owieczek, o które matki nie są w stanie zadbać w tak trudnych warunkach. Tłumaczy też, że maciorki trzeba dobrze przebadać zanim wyruszą razem ze stadem w góry, ponieważ jeśli owca będzie miała więcej niż jedno jagnię to musi zostać w zagrodzie – maciorka nie jest w stanie wykarmić dwoje lub więcej dzieci.


Takich smaczków jest o wiele więcej, ale nie chcę odbierać Wam przyjemności czytania (której już Wam zazdroszczę!). Mimo braku czasu chętnie zabierałam książkę wszędzie ze sobą i podczytywałam kiedy tylko mogłam. Skradła mi serce i uważam, że miano bestsellera nie dostała za darmo.

To nie jest książka naukowa. To książka dla pasjonatów, którzy dzięki niej mogą odkryć swoje pierwotne instynkty. Zachwyca prostotą i życiem, którego my, zabiegane korposzczury nie znamy. A szkoda, bo możemy nigdy nie doświadczyć tak naturalnego i wspaniałego życia.