Lauren Weisberger – Gra singli

Lauren Weisberger – Gra singli

Kiedy usłyszałam, że Lauren Weisberger wydaje nową książkę oraz drugą część mojej ukochanej Diabeł ubiera się u Prady to po prostu musiałam przeczytać obie. Zaczęłam od Gry singli, żeby trochę dozować sobie emocje i chyba dobrze zrobiłam.

Tenis, proszę Państwa!

Charlie Silver to utalentowana tenisistka, która pnie się po stopniach kariery. Jest miła i grzeczna, mówi „dziękuję” i „przepraszam”, ale po paskudnej kontuzji na Wimbledonie postanawia zmienić siebie i swój styl gry. Zatrudnia Todda Feltnera, legendarnego trenera, który w swojej karierze wyszkolił mnóstwo doskonałych tenisistów i ani jednej tenisistki. Nowy członek jej ekipy postanawia nie tylko zadbać o jej talent, ale również o nastawienie do kariery i innych ludzi. Charlie z grzecznej dziewczynki staje się kipiącą seksapilem kobietą, która wymiata konkurencję nie tylko na korcie, ale i poza nim. Jak długo jednak da się udawać kogoś, kim się nie jest?

Charlie jest irytująco grzeczna. Ma dwadzieścia pięć lat, a momentami zachowuje się jak grzeczna piętnastolatka. Nosi babciowe sweterki, a w warkocza wplata różową wstążkę. Porażka jednak daje jej mocnego kopa i dziewczyna bierze się za siebie. Moim zdaniem ta zmiana wyszła jej na dobre – bo stała się twardzielką, ale nie przesadziła w żaden sposób. Co innego jednak myśli jej ojciec, który nowego wizerunku Charlie po prostu nie może ścierpieć. I w tej sytuacji trudno mi sobie wyobrazić go jako wspierającego rodzica, bo w momencie, kiedy zaczynamy towarzyszyć dziewczynie – już taki przestaje być.

Aleś ty jest niegrzeczna!

Wszyscy w książce zachowują się, jakby Charlie nagle stała się diabłem wcielonym, co moim zdaniem jest mocno przesadzone. Dba o siebie, dużo trenuje i spotyka się ukradkiem z najseksowniejszym tenisistą. Aby dodać swojemu wizerunkowi więcej pikanterii wywołuje swoim nowym związkiem prawdziwą medialną burzę. I ta nowa Charlie dużo bardziej mi się podoba niż ta stara, która dosyć mocno mnie irytowała. Jej najbliżsi jednak nie są tak wyrozumiali w stosunku do niej jak ja.

Całość czyta się szybko i bardzo przyjemnie. To właśnie jest styl autorki – porządna opowieść z licznymi wątkami, jakaś zła i dobra strona medalu, wyciąganie wniosków z każdego czynu bohatera. Mamy tam mocno nakreślone postaci, które zwykle są albo dobre albo złe, nie ma właściwie nikogo, kto byłby po środku, ale dzięki temu mamy jasno wyrobione zdanie. Z każdej sytuacji płynie jakieś przesłanie, a Charlie na naszych oczach dorasta. Chociaż i tak uważam, że przez większość książki jest po prostu ślepa na to, co się wokół niej dzieje.

Podsumowanie.

Przyjemna, ciekawa lektura, którą pochłonęłam jednym tchem. Można się odprężyć i zanurzyć w znajomym stylu Lauren Weisberger, ponieważ Gra singli utrzymana jest w klimacie jej poprzednich książek. Można z łatwością odnaleźć Andy Sachs w Charlie Silver i odwrotnie, więc jeśli jesteście fanami Diabeł ubiera się u Prady to ta książka jest dla Was. Do tego znajdziecie tam mnóstwo tenisowych informacji i wątków, ponieważ to, że Charlie jest tenisistką nie jest tylko wzmianką – towarzyszymy jej podczas treningów, na licznych zawodach i razem z nią płaczemy przez porażki i cieszymy się ze zwycięstw.

Autor: Lauren Weisberger
Tytuł: Gra singli
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 450.

Jens Henrik Jensen – Zanim zawisły psy

Jens Henrik Jensen – Zanim zawisły psy

Są takie książki, które już na pierwszy rzut oka wydają się naprawdę dla nas idealne. I tak było w przypadku książki Zanim zawisną psy. Bestsellerowy kryminał, który w rodzimej Danii zyskał ogromny rozgłos, a prawa do jego ekranizacji wykupił producent Millenium. Skusiłam się także dosyć enigmatycznym tytułem. I tak to się zaczęło.

Zanim zawisną psy.

Dania. Odznaczony za odwagę duński komandos zaszywa się wraz ze swoim psem Mr. Whitem w głuszy. Przypadkiem, oglądając stare, ale zamieszkane zamczysko znajduje powieszonego psa, a jego ucieczka z tamtego miejsca nie umknie uwagi policji. Nagle zostaje wplątany w śledztwo w sprawie kilku morderstw, które łączy motyw powieszonego psa każdego zamordowanego. Niels Oxen wraz z brawurową policjantką Margareth próbuje rozwikłać zagadkę nie zawsze legalnymi sposobami. Czy jednak przypadkiem i on nie staje się celem polowania?

Wątków jest trochę więcej niż przedstawiłam, ale nie chcę Wam psuć zabawy. Wiele jest znaków zapytania w tej zagadce, a pozornie niezwiązane ze sobą sprawy zostają połączone przez doświadczonego komandosa. Oxen pomaga policji prowadzić śledztwo próbując jednocześnie nie wplątać się w nic, co mogłoby go unicestwić. Nie będzie to jednak takie proste, bo w zasadzie nie wiadomo kto z kim trzyma i komu można zaufać.

Charakter, historia i psy.

Muszę przyznać, że cała historia była dosyć skomplikowana, ale zgrabnie przeprowadzona. Nowe fakty co jakiś czas wypływały na wierzch nadając całości dobrego tempa – niezbyt szybkiego, ale także niezbyt wolnego. Autor nie tylko pisze ciekawie, ale także bardzo zgrabnie i jasno, więc czyta się to naprawdę fantastycznie. Może nie śledzimy z zapartym tchem wydarzeń, ale na pewno z ogromną ciekawością co jeszcze się wydarzy i jak wybrnie z tego trochę krąbrny komandos. Akcja dzieje się gdzieś na prowincji w Danii, w głuszy, w otoczeniu starych zamków i delikatnego zabarwienia historycznego.

W ogóle postać Oxena jest bardzo ciekawa – z perspektywy osób trzecich to bohater z ogromnymi problemami i nie do końca czystą kartoteką, ale dla czytelnika, który widzi komandosa trochę z innej strony to po prostu człowiek, na którym wojna na Bałkanach odcisnęła ogromne piętno. Nawiedzają go koszmary w postaci Siedmiu postaci, każda symbolizująca inne traumatyczne przeżycie Nielsa. Żałowałam tylko, że autor poświęcił temu wątkowi mało miejsca – nie poznajemy bowiem nawet całej Siódemki. Ale spokojnie, mamy jeszcze dwie części, więc mam nadzieję, że ich poznam. Niosą ze sobą na pewno lekki dreszczyk emocji. Oxen opowiada o swoich prześladowcach przytaczając sytuacje, w których sie narodzili.

Niezwykle polubiłam także postać policjantki Margareth – twardej, praworządnej, ale nie całkiem poważnej kobiety, która w trakcie służby straciła nogę. Mimo to zawsze gotowa była pomóc Oxenowi, nie skarżyła się na swój los. Nie byłam też do końca pewna w której drużynie gra – do samego końca miałam wrażenie, że jej nie rozgryzłam.

Podsumowanie.

Myślę, że tę książkę można spokojnie zaliczyć do kręgu Millenium. Oczywiście, Larsson jest niedośginiony, ale myślę, że Jensen dobrze wpasował się w klimat i stworzył bohatera nieustraszonego, który w niczym nie przypomina Blomkvista, a jednak nawiązuje do niego w sposób dosyć jednoznaczny. Książkę połknęłam w trzy wieczory i byłam po prostu zahipnotyzowana. To kawał dobrego kryminału, doskonale napisanego, z ciekawą historią i mocnymi bohaterami, którzy zapadają mocno w pamięć. Jeśli więc lubicie tego typu książki, a Millenium kochanie – zakładam, że trylogię o komandosie Nielsie Oxenie również docenicie.

Autor: Jens Henrik Jensen
Tytuł: Zanim zawisną psy
Wydawnictwo: Editio Black
Liczba stron: 440.

Marzena Rogalska – Gra w kolory

Marzena Rogalska – Gra w kolory

Oczywiście Marzeny Rogalskiej nikomu przedstawiać nie trzeba. Znana dziennikarka i prezenterka bardzo często pojawia się na ekranie. Dopiero po otrzymaniu książki i przeczytaniu pierwszych stron zorientowałam się, że Gra w kolory to druga część powieści o Agacie Donimirskiej. Całe szczęście, że autorka zadbała, by czytelnik, który nie miał w rękach pierwszej części również był w miarę zadowolony.

Cześć Agata.

Agata Donimirska wraca do Krakowa i po traumatycznych przeżyciach utraty bliskiej osoby rozpoczyna na nowo pracę na czele dobrze prosperującej agencji. Dzięki swojemu doświadczeniu oraz pomocy wielu osób udaje jej się stworzyć coś, co doskonale sobie radzi. Ma też wspaniałych przyjaciół – mieszkających za oceanem Ankę i Richarda, wszystkowiedzącego Rafała, zgraną parę Olę i Filipa, oraz niezwykłą parę Krzyśka i Joannę. Do tego można wyliczyć kilka innych osób, które pojawiają się od czasu do czasu na scenie, a nawet przejmują pałeczkę. Będziemy więc z Agatą i przyjaciółmi powoli odkrywać historię rodziny dziewczyny, jej tajemnice oraz szare życie jej przyjaciół.

W książce odnajdziemy wiele wątków, ale wskazać jakiś jeden główny jest dosyć ciężko. Można podciągnąć pod to poszukiwanie prawdy o ojcu, ale to tak naprawdę nie stanowi sedna sprawy. A może chodzi o rozszyfrowanie kto to taki przesyła Agacie piękne teksty i prezenty? Bo na pewno nie chodzi o dobrze rozwijającą się firmę.

Nieszczęśliwie w czepku urodzona.

Agata miała pod górkę i wciąż ma. Jednak wokół siebie zgromadziła wspaniałych przyjaciół, którzy gotowi są robić wszystko za nią kiedy ona cierpi. W ogóle jakoś tak odnosiłam wrażenie, że wszystko jej się udaje – firma świetnie działa, jej wspólniczka wszystko załatwia powtarzając, że Agata jest tylko od rządzenia, przyjaciele ją kochają, niektórzy są nawet na tyle wpływowi, że dzięki nim podróżuje jak królowa samolotem. Wiele osób chciałoby być w ten sposób nieszczęśliwą. Jakoś tak miałam poczucie, że Agata miota się z jednego miejsca na drugie i szuka jakiejś niemożliwej ekscytacji, aby otrząsnąć się z żałoby, jednocześnie nie dbając o to szare życie. Nie dba o pieniądze, bo szybko okazuje się, że ma ich naprawdę sporo. Może odnosiłam takie wrażenie dlatego, że nie znałam Agaty wcześniej. Może jej życie faktycznie było bardzo nieszczęśliwe, a w drugiej części dostaje tylko to, co jej się po prostu wreszcie od losu należy. Może tak właśnie jest.

Jednak jakoś nie kupiła mnie ta historia. Przeczytałam, nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, bo jest napisana ładnie, zgrabnie, całkiem ciekawie, ale nie potrafiłam znaleźć głównego wątku i puenty tego wszystkiego. Jakby główny nurt został mocno rozmyty i zatarty przez wszystkie te poboczne sprawy. Ciężko mi w ogóle było napisać o czym jest książka. Bo o czym jest, skoro nie potrafię znaleźć sedna sprawy?

Podsumowanie.

Książka była bardzo przyjemna, czytało się ją naprawdę szybko i ciekawie kiedy już po 150 stronach się trochę rozkręciła. Polecam przeczytać ją po pierwszej części, wtedy na pewno łatwiej będzie ją zrozumieć i ocenić (może właściwie). I chociaż bawiłam się z Agatą i jej przyjaciółmi bardzo dobrze, to mnie ta historia, trochę przekoloryzowana nie kupiła, nie mogłam też odnaleźć głównego wątku, którego mogłabym się trzymać i którego rozwiązanie mogłabym na samym końcu znaleźć. Jeśli jednak chcecie spędzić miły, niezobowiązujący wieczór z lekturą, Gra w kolory będzie dla Was idealna. Tylko Wy, książka, herbata i kot.

Autor: Marzena Rogalska
Tytuł: Gra w kolory
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 350

Paullien Cornelisse – Korpożycie świnki morskiej

Paullien Cornelisse – Korpożycie świnki morskiej

Co sobie pomyślałam kiedy Wydawnictwo Muza zaproponowało mi tę książkę? Kurczę, skąd oni mogą to wiedzieć? Muszę mniej mówić o sobie. To już wiecie, więc nie będę zaprzeczać – jestem korposzczurem. I dobrze mi z tym! Czy Cavi też jest z tym dobrze?

Korpożycie świnki morskiej.

Cavia to świnka morska pracująca na dużym openspejsie w korporacji. Haruje jak wół, kocha swoje biurowe pomoce, plotki przy kawie, za to nie lubi korporacyjnego pośpiechu i ciągłego czelendżowania. Próbuje być kreatywna, aby jakoś się utrzymać i swoimi innowacyjnymi pomysłami zawojować świat. Zwłaszcza, że ma pod górkę, bo jest świnką morską, a tych jest stosunkowo niewiele w korpoświecie. Poznaje jednak jedną i to całkiem w porządku.

Trudno coś więcej powiedzieć o tej książce. Jest podzielona na mnóstwo małych rozdziałów, a czyta się ją niezwykle szybko. Oglądamy świat z perspektywy Cavi pracującej w komunikacji, która codziennie boi się o swoją pracę, próbuje wykrzesać z siebie trochę radości życia i zmaga się z tradycyjnymi problemami korporacyjnej świnki morskiej: samotnością, brakiem perspektyw, utratą pracy. To wszystko wisi nad Cavią, która próbuje sobie poradzić na tym świecie niczym rasowy rekin.

Świnka morska, serio?

Cavia to świnka morska. I właściwie nie wiem co to miało do rzeczy i co miało na celu. Fakt, nawet się uśmiechnęłam jak pomyślałam sobie, że gdzieś pod oknem przy biureczku siedzi taka świnka morska i klepie w klawiaturę, ale nadal nie jestem pewna czemu tak. Nie przekonało mnie to, nie znalazłam nawiązań. Pracuję w korporacji i wiele rzeczy, które o niej mówią jest prawdą, ale to, co zobaczymy w tej książce jest dosyć mocno przerysowane. Mamy więc syndrom wypalenia zawodowego, zupełnie nieprzystosowanych do życia pracowników z IT, plotkującego recepcjonistę oraz wszystkie te cżelendże, bakapy, fakapy i inne. Lekki dodatek korpomowy sprawia, że znajdujemy się zdecydowanie w dobrym klimacie dla tego typu książki. Możemy nawet momentami pouśmiechać się kiedy trafiamy na fragment wyjątkowo związany z naszym miejscem pracy.

Lekka, przyjemna, szybka lektura, którą skończycie w jeden wieczór. Polubicie trochę zagubioną Cavię, zmierzycie się z prawdziwymi problemami świnki morskiej pracującej w dużej korporacji. Uśmiechniecie się pod nosem, będziecie ciekawi co wybierze świnka i jej kibicować, gdy nie będzie pewna swego.

Podsumowanie.

Nie oczekujcie niczego ambitnego od tej książki, bo nie tego w niej należy szukać. Dostaniecie rozrywkę okraszoną kroporacyjnym duchem, słownictwem i problemami, z którymi możecie często zetknąć się pracując dla największych. Poznacie na swój sposób ciekawe życie Cavi, będziecie z nią się śmiać i trochę płakać, ale przede wszystkim zobaczycie za biurkiem ją – świnkę morską, która często zachowuje się lepiej niż ludzie i znacznie lepiej radzi sobie w tym pokręconym świecie.

Autor: Paulien Cornelisse
Tytuł: Korpożycie świnki morskiej
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 250.

David Vann – Legenda o samobójstwie

David Vann – Legenda o samobójstwie

Kiedy przeczytałam opis tej książki pomyślałam o lekturze z tamtego roku: Zen i sztuka obsługi motocyklu, gdzie również występowała trudna relacja ojca z synem. Dodatkowo zaintrygował mnie tytuł Legenda o samobójstwie i stwierdziłam, że muszę to przeczytać.

Ojciec i syn na odludziu.

Roy wraz z ojcem wyjeżdżają na daleką alaską wyspę, do drewnianej chatki na odludziu, gdzie mają przeżyć cały rok. Ojciec wiele lat wcześniej odszedł od rodziny przez swoje liczne romanse, ale próbuje odbudować więź z synem. Więź, którą ciągle niszczy zachowując się jak rozkapryszone dziecko – ciągle płacze, użala się nad sobą, nie ma planu, mimo, że przecież zima na Alasce to wcale nie bułka z masłem. Budując szopy, łowiąc ryby i polując na jelenie chłopiec i mężczyzna próbują przeżyć i przygotować się na nadejście śniegu. Jeśli jednak ich relacja wydaje się trudna, to okaże się, że jest jeszcze trudniejsza.

Nie podobała mi się ta książka, ale muszę też powiedzieć, że jej nie zrozumiałam. Relację prowadzi dla nas naprzemian Roy i jego ojciec, ale pod koniec książki poznajemy dalsze losy z perspektywy człowieka, który zginął 15 lat wcześniej. A więc zginął, czy komuś to się przyśniło? Jeśli ktoś zna odpowiedź będę bardzo wdzięczna.

Nie przemawia to do mnie.

Moją słabą stroną zawsze była poezja i literatura, która jest mocno niedopowiedziana, niedopisana i jednym słowem dziwna. I Legenda o samobójstwie taka właśnie jest. W pewnym momencie autor zrobił mi pranie mózgu i już nie byłam pewna, czy coś źle przeczytałam, czy może bohaterowi to wszystko się przyśniło, przywidziało, czy może jest w tym jakiś sens. Jedyne co mi przyszło do głowy, że przecież w legendach też jest sporo nieprawdy, więc może stąd ten tytuł. Będę jednak wdzięczna za wszystkie sugestie.

Dodatkowo denerwował mnie przez cały czas ojciec Roya – taka pokraka, która zniszczyła sobie życie licznymi romansami i zdradami żony, a nawet kochanek, a potem postanawia obwinić o to cały świat z wyjątkiem siebie. Pojechał na odludną wyspę, gdzie trzeba wieźć surowe i ciężkie życie, a on nie spakował nawet porządnych narzędzi. To tak, jakby wybrać się w Himalaje w szpilkach i krótkim podkoszulku – z góry skazujemy się na porażkę. Dodatkowo ojciec użala się nad sobą nie dbając o swojego nastoletniego syna. Egoista, a ja takich ludzi wprost nie cierpię, więc denerwowałam się tylko jak można być tak okropnym człowiekiem.

Podsumowanie.

Dziwna, pokręcona historia, której do końca nie zrozumiałam, przyznaje się bez bicia. Ładny język, ciekawe opisy i irytujący bohaterowie. Mieszanka, która tak odrzuciła mnie od tej książki, że aż sama się przeraziłam. Przeczytałam tyle pozytywnych recenzji, tyle zachwytów nad tą książką widziałam, że aż jest mi zwyczajnie wstyd, że jej nie zrozumiałam. Może inni posiedli wiedzę tajemną i wiedzą o co chodziło w Legendzie o samobójstwie i chcieliby się nią ze mną podzielić. Będę ogromnie wdzięczna.

Autor: David Vann
Tytuł: Legenda o samobójstwie
Wydawnictwo: Pauza
Liczba stron: 250.

Za egzemplarz dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl

M.L. Longworth – Śmierć w Chateau Bremont

M.L. Longworth – Śmierć w Chateau Bremont

Okładka stylizowana na Katarzynę Bondę pomieszaną z Alkiem Rogozińskim i człowiek od razu wie, że ma się spodziewać kryminału. Pomyślałam, że taka historia we francuskim klimacie może być naprawdę ciekawa, więc zaryzykowałam.

Kiedy ginie arystokrata.

Znany filmowiec i arystoktara Etienne de Bremont wypada z okna na strychu swojej rezydencji. Śledztwem zajmuje się Antoine Verlaque, sędzia, który uwielbia markowe cygara, jeździ superszybkim porsche i wzdycha do swojej pięknej, dawnej miłości Marianne. Wkrótce jednak okaże się, że śledztwo nie będzie wcale takie proste – czy Etienne na pewno wypadł z okna przez przypadek? Może popełnił samójstwo? Albo ktoś go wypchnął? Pojawia się coraz więcej tropów, niektórzy podejrzanie nie chcą śledztwa, inni o nie wręcz zabiegają. Zaczyna się robić gorąco w małym, pełnym zabytkowych kamienic miasteczku Aix.

Autorka stawia przed czytelnikiem mglistą zagadkę, gdzie trudno o jakiś punkt zaczepienia. Śledztwo utyka w martwym punkcie. Potem jednak pojawiają się tropy, szczerze mówiąc, mnóstwo tropów i całkiem sporo osób, które mogą być zamieszane w ten wypadek, morderstwo, samobósjtwo? No właśnie, sędzia i policja nie wykluczają żadnej opcji i próbują dowiedzieć się która z nich jest prawdziwa. Zataczają coraz szersze kręgi, pytają coraz więcej osób.

Kto jest kim i gdzie to jest?!

Cała książka jest dosłownie naszpikowana francuskimi wtrąceniami. Pomijam oczywiście nazwy miejscowości i nazwiska, bo skoro akcja dzieje się we Francji to jakże mogłoby być inaczej? Niestety autorka poszła jeszcze dalej i zwykłe pocałunki na przywitanie musiały być nazywane bises i tak dalej. Nadmienię tylko, że francuskiego nie znam ani trochę oprócz kilku miejscowości znanych mi z historii, więc nie była to dla mnie komfortowa sytuacja. Zwłaszcza, że tłumaczenia nie zamieszczono, a niektóre słowa, zwroty, albo całe zdania nie były dla mnie do końca jasne, czasem nawet nie mogłam domyślić się ich znaczenia z kontekstu. Bardzo mnie to na początku irytowało, ale w końcu po prostu się do tego przyzwyczaiłam. I przestało.

Ciągle jednak pozostawały trudy nazwisk i miejscowości, co sprawiało, że musiałam mocno się wczytywać i zastanawiać kto jest kim, bo po prostu wiele osób, zwłaszcza drugoplanowych mocno mi się myliło. Autorka umieściła wiele wątków i tropów, przez co poznajemy ciągle nowe osoby i miejsca i można się w tym pogubić.

Kim jest Verlaque i jego dawna dziewczyna?

Główny bohater, sędzia Verlaque to trochę gruboskórny, mądry i dostojny facet, który lubi dobre cygara i drogie samochody. Jest poważany w społeczności i raczej lubiany. Poważnie zajmuje się swoją pracą, chociaż nie waha się korzystać z pomocy nauczycielki, a prywatnie swojej byłej dziewczyny, której nakazuje na komisarciacie szukać informacji o różnych osobach możliwie powiązanych ze sprawą. To był dziwny wątek. Tak samo dziwna była relacja Verlaqua i wspominanej Mariane. Byli kiedyś parą, ale ewidentnie nadal są sobą zainteresowani, chociaż żadne z nich tego nie chciało przyznać. Kiedy jednak spotykają się na kolacji okazuje się, że nadal strasznie są zirytowani swoimi zachowaniami: ona nie znosi jego protekcjonalnego tonu i tego, że ciągle zwraca jej uwagę, że burczy na kelnera, a on ma jej za złe, że nie umie zachować się przy stole (chociaż zjadła tylko wszystkie oliwki podane przez kolacją – matko, przecież nie zjadła wszystkich bułek, albo nie wypiła całej butelki wina! To tylko oliwki, panie sędzio!) i że nie zna się na winie. Do tego stopnia oboje w myślach sobie nazwajem to wytykają, że na początku byłam pewna, że porozumeinie między nimi jest niemożliwe.

Język książki jest lekki i przyjemny (wyłączając francuskie wtrącenia). Czasem pojawiają się przydługie opisy i przemyślenia, ale nie jest to zbyt często, przez co nie irytuje. Bohaterowie są dosyć standardowi, nie zaskakują swoimi zachowaniami. Śledztwo dosyć leniwie idzie do przodu i czasem miałam wrażenie, że nowe tropy pojawiały się zupełnie znikąd, jakby wymyślone trochę na siłę. Koniec końców cała historia okazała się ciekawa, chociaż całkiem sztampowa jak przystało na kryminał. Dużo wątków też pozostało nierozwiązanych. Kiedy rozpoczynało się śledztwo mieliśmy mnóstwo tropów – wyobraźcie sobie nitki. Niektóre z nich pozostały niedoprowadzone do żadnego miejsca, pozostawione urwane i niedokończone. Może zmieni się to w kolejnej części.

Podsumowanie.

Lekka, przyjemna lektura, z mnóstwem francuskich wtrąceń, które trzeba lubić, albo do których trzeba się przyzwyczaić. Dużo wątów w śledztwie, część niedokończona, ciekawie poprowadzona fabuła i rozwiązanie całej sprawy. Verlaque trochę sztywny, ale porządny i dokładny, Marine trochę roztrzepana i niewiedząca czego chce, ale czarująco nieporadna. Generalnie jeśli chcecie się rozerwać przy ciekawym, ale nieskomplikowanym kryminale, to Śmierć w Chataeu Bremont będzie dla Was idealna!

Autor: M.L. Longworth
Tytuł: Śmierć w Chateau Bremont
Wydawnictwo: Smak Słowa
Liczba stron: 300.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.

Izabela Szylko – Szpilki za milion

Izabela Szylko – Szpilki za milion

Komedia kryminalna zawsze brzmi trochę niedobrze. Dwa zupełnie odrębne gatunki, trochę sobie przeczące, trochę się gryzące i przecież nie każdy autor umie tak zręcznie sprawić, by do siebie pasowały i żaden na tym nie stracił.

Szpilki warte milion funtów.

Pewnego pięknego dnia Jacek Sparowski zdaje sobie sprawę, że słynna Lola Marini to jego była żona Danuta Pączek. Postanawia więc zemścić się na niej, a okazja przyjdzie sama – nowy amant Loli bowiem kupił jej szpliki warte milion funtów. Bawiąc się w stalkera nie myślał jednak, że wpląta siebie i kilka innych osób w prawdziwą aferę kryminalną, z której nikt może nie wyjść bez szwanku. Postanawia jednak iść za ciosem i zrobić to, co powinien – zemścić się i przy okazji komuś pomóc.

Poznałam dzięki autorce mnóśtwo barwnych postawi – prawego i moralnego Miśka, ciotkę Józefinę, z której jest niezłe ziołóko oraz oczywiście samego Jacka i Lolę. Każdy bohater jest mocno przerysowany, przydarzają mu się standardowe dla jego charakteru rzeczy – fajtłapa Jacek ma ciągle pod górkę, sprytna Józefina całkiem nieźle sobie radzi, przebiegła Lola umie manipulować.

To kryminał czy komedia?

Atmosfera książki utrzymana jest w bardzo optymistycznym i humorystycznym tonie. Sam sposób prowadzenia narracji przywodził mi trochę ton użyty w Chłopaki nie płaczą tylko bez przekleństw. To tak, jakby niedoszły skrzypek Kuba opowiadał nam swoje życie. I Jacek jest podobny – nieporadny, ale w sumie dobry z niego chłopak, tylko odnaleźć się trochę nie może. Kilka razy nawet wybuchnęłam śmiechem. To nie jest zła komedia, co to nie – po prostu miałam wrażenie, że jest utrzymana w takim amerykańskim tonie przerysowanym przez polską kalkę. Wszystko dzieje się w jak amerykańskim śmiesznym filmie o gangsterach, ale w Warszawie a bohaterzy mają mocno polskie imiona i nazwiska: Danuta Pączek, Halina, Jacek, Jakub, Józefina i tak dalej. Cała historia trąci również cynizmem w stronę polskiej niedoskonałej rzeczystistości – jak z krzywego zwierciadła.

Kryminału nie jest tam zbyt wiele – owszem pojawia się motyw przestępstwa i próby jego zapobiegania, ale to w zasadzie tyle. Ten wątek kryminalny został utrzymany w możliwie humorystycznym tonie. Miałam też momentami wrażenie, że niektóre wydarzenia i pomysły bohaterów są wycięte rodem z amerykańskiego kina – niedociągnięte, trochę nieprzemyślane czy taka sytuacja w ogóle mogłaby mieć miejsce, albo czy byłaby realna. Mimo to bawiłam się całkiem przyjemnie, odstresowałam i mogę powiedzieć, że polecam na nudny wieczór coś zupełnie niezobowiązującego.

Podsumowanie.

Nie oczekujcie niczego górnolotnego od Szpilek za milion, ale dajcie się ponieść lekkiej fabule i ciekawej konstrukcji. Nie nastawiajcie się na majsterszyk, ale na poprawną, ciekawą i przyjemną książkę, a na pewno się nie zawiedziecie i będziecie szczęśliwi. Pobawicie się w towarzystwie Jacka i Loli, przyjrzycie tej czy innej sytuacji, rozwiążecie zagadkę i ani się obejrzycie, a będzie już po wszystkim.

Autor: Izabela Szylko
Tytuł: Szpilki za milion
Wydawnictwo: Burda książki
Liczba stron: 351.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu!

Louise Jensen – Surogatka

Louise Jensen – Surogatka

Słyszałam dużo za równo o autorce jak i o Surogatce zanim trafiła w moje ręce. Muszę przyznać, że byłam nią bardzo zainteresowana, więc nie mogłam doczekać się lektury. Czy stanęła na wysokości zadania?

Kiedy Kat poznaje Lisę.

Kat i Nick wiodą szczęśliwe życie, jednak do pełni brakuje im tylko dziecka. Nie mogą mieć je sami, więc starają się o adopcję, która ostatecznie nie dochodzi do skutku. Zrezygnowani i przybici porzucają wszelką nadzieję, jednak wtedy na drodze Kat pojawia się Lisa – przyjaciółka z przeszłości, która okazuje się być surogatką. Zgadza się urodzić kolejne dziecko, aby Kat i Nick mogli stać się pełną rodziną o której zawsze marzyli. Jednak nić, łącząca kobiety nieprzypadkowo została zerwana w przeszłości. Łączy je więcej mrocznych sekretów niż chciałby przyznać.

Wszędzie dookoła są jakieś tajemnice, nieścisłości w ich życiu, dziwne zbiegi okoliczności, sytuacje wymykające się umysłowi. Autorka wodzi nas za nos, przeprowadza przez życie Kat pokazując jak wiele na początku było białych plam, pokazując nam je stopniowo. Obraz szczęśliwej rodziny nagle gdzieś znika. Tak samo jak ten prezentujący idealną przyjaźń Lisy i Kat.

Dlaczego była taka naiwna?

Rozumiem, że Kat tak bardzo pragnęła dziecka, że miała klapki na oczach, ale ja od początku widziałam, że coś jest nie tak. I z każdą chwilą tylko zastanawiałam się coraz bardziej dlaczego Kat tak ślepo wierzy, że wszystko się ułoży, skoro nic na to nie wskazywało. Ciągle przydarzało jej się coś, co wpędzało ją tylko w większą paranoję, a ona nadal grała w swoją szopkę. Szybko zorientowałam się mniej więcej co się właściwie wydarzyło, chociaż przyznam szczerze, że zakończenie po prostu mnie rozwaliło. W najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się właśnie tego. Autorka nieźle potrafi zagrać czytelnikowi na emocjach pod koniec.

Książka nie była może genialna, ale nie nudziłam się. Przeżyłam ciekawą historię przypatrując się mrocznej przeszłości Kat i coraz bardziej wkręcałam się w tę historię. Bohaterowie byli dosyć mocno nakreśleni, chociaż tak enigmatyczni, że nawet po zamknięciu książki na ostatniej stronie nie byłam pewna, czy poznałam ich chociaż trochę i czy odkryłam wszystkie ich sekrety. Akcja rozwija się poprawnie – ani za wolno, ani za szybko, przez co czytelnik może oswoić się ze wszystkim dookoła i przetrawić nowe informacje.

Podsumowanie.

Surogatka to thriller, który zabił mnie świetnym zakończeniem i trzymał mnie w lekkim napięciu. Nie jest to majstersztyk, ale na pewno nie będziecie się nudzić i z radością sięgnięcie po kolejne powieści tej autorki jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Czyta się przyjemnie, szybko, nie nudzi się fabuła. Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się poznać tę mroczną historię i jej tajemniczych bohaterów. Serdecznie polecam!

Autor: Louise Jensen

Tytuł: Surogatka

Wydawnictwo: Burda Książki

Liczba stron: 350.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu!

Ken Follet – Niebezpieczna fortuna

Ken Follet – Niebezpieczna fortuna

Kiedy moja babcia zachwyciła się Folletem już wiedziałam, że te książki zdecydowanie będą dla mnie. Nie mogłam więc pozbawić się możliwości zapoznania się z jego twórczością i tak w moje ręce wpadła Niebezpieczna fortuna – książka, która mnie pochłonęła. I ja ją pochłonęłam.

Potęga Pilasterów.

W XIX wiecznej Anglii jednym z najpotężniejszych banków jest bank należący do rodziny Pilasterów. Oprócz ogromnego bogactwa mają oni jednak w swoich szeregach ludzi rządnych władzy, pieniędzy i nie dbających o interesy. Przeciwieństwem jest Hugh, młody chłopak, syn jednego z braci, który popełnił samobójstwo po tym, jak jego własny biznes zbankrutował. Pracując dla banku ciężej niż reszta rodziny Hugh próbuje osiągnąć to, czego zawsze pragnął pozostając jednocześnie wierny swoim moralnym ideałom.

Ten niezwykle zdolny i ambitny człowiek ma wielu przeciwników, ale chyba największym jest jego ciotka Augusta. Podstępna, władcza i skora do manipulacji w imię dobra swojego i syna. Nawet sukces banku stoi niżej niż jej priorytety. Będzie knuć, mieszać i wykorzystywać wszystkich dookoła.

Mnóstwo bohaterów, zdrada, morderstwo i miłość.

W tej książce znajdziecie wszystko to, co powinna posiadać dobra powieść. Jest co prawda historyczna, ale uważam, że jest to stwierdzenie trochę na wyrost, ponieważ autor posłużył się tylko niektórymi rzeczywistymi postaciami oraz ogólnym tłem ekonomicznym ówczesnej Europy i Ameryki Północnej. Jednak jeśli nie lubicie powieści historycznych nie macie się czego obawiać – autor naprawdę bardzo niewiele Wam przekaże. Nie uważam tego za minus, zdecydowanie tło historyczne nadało tej powieści mocne, realne kształty i nadało pęd fabule.

Tutaj jest wszystko: miłość, przyjaźń ponad wszystko, intrygi, zdrady, morderstwa, dobre uczynki, zabawa i wyższe sfery. Poznacie wiele osób, które potrafią bądź nie zachować się na salonach, przyjrzycie się strajnej biedzie, a także upadkowi najsilniejszych. Follet ciekawie przeprowadza nas przez całą historię, nie pozwala nam się zatrzymać na zbyt długo, prowadzi krętymi ścieżkami fabuły. Projektuje też naprawdę ciekawych bohaterów – dosyć jednoznacznych, ale jednak barwnych, którzy dużo wnoszą do powieści.

Kolejny ulubieniec.

Pewnego pięknego dnia w ręce wpadła mi książka Ildefonso Falconesa. I przepadłam. Podobnie było z Wilburem Smithem, w którym zaczytywałyśmy się razem z babcią. Teraz przyszedł czas na Folleta, który łączy cechy obu tych pisarzy. Nie jest moim zdaniem tak genialny jak Falcones, nie konstruuje tak mocno osadzonych w historii powieści, raczej podaje to wszystko na tacy z historią jako przystawką. Miałam wrażenie, że jego styl jest właśnie bardzo podony do Smitha – czasem nieco przesadzony, ale jednak przyjemny dla oka i wyobraźni. Myślę, że nie będziecie się nudzić, jeśli zaczniecie swoją przygodę z Folletem.

Podsumowanie.

Serdecznie polecam Wam Niebezpieczną fortunę. To ciekawa, wielowątkowa powieść lekko historyczna, która pokaże Wam kulisy XIX-wiecznej Anglii i wielkiej, bankierskiej potęgi. Razem z Hugh będziecie dorastać, cierpieć i kochać ponad wszystko. Zobaczycie czym jest bieda, ale i ogromne bogactwo. Przygotujcie się naprawdę na coś niesamowitego.

Autor: Ken Follet
Tytuł: Niebezpieczna fortuna
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 600.

C.J. Tudor – Krediarz

C.J. Tudor – Krediarz

Kiedy zobaczyłam okładkę Kredziarza byłam absolutnie zachwycona. To prawdziwy majstersztyk w prostocie. Okładka nawiązująca do motywu z książki, pięknie przygotowana, genialnie nieskomplikowana. Oprócz tego fabuła mocno mnie zaciekawia.

Paczka dzieciaków bawi się kredą.

Eddie wraz z czwórką przyjaciół spędza wakacje w małym miasteczku. Gruby Gav dostaje na urodziny wiadro z kredami i od tamtej pory wszystko się zmienia. Krediarz sugeruje, że chłopcy mogliby zrobić z tego zabawę, ich tajny kod i tak też się dzieje. Ale symbole nagle zaczynają pojawiać się same, w różnych miejscach, doprowadzając w końcu paczkę przyjaciół do zwłok.

Poznajemy czterech chłopców i dziewczynę, którzy tworzą paczkę przyjaciół. Wśród ich dziecinnych zabaw, zmagań z poważnymi problemami wieku dorastania dostrzegają szansę na porozumiewanie się tajnymi kodami rysowanymi kredą. Mimo, że chłopcy w końcu porzucają tę grę – ona toczy się dalej bez ich udziału i raz po raz wskazuje Eddiemu miejsce zbrodni, w końcu doprowadzając do zwłok.

Myli tropy, gubi ślady.

Praktycznie od razu dowiadujemy się kto jest Kredziarzem i szczerze mówiąc – nie jesteśmy tym wcale zdziwieni. I niby od początku wiemy całkiem sporo, ponieważ Eddie opowiada nam przeplataną historię swojego dzieciństwa z teraźniejszością, kiedy prawda sprzed lat zaczyna wychodzić na jaw. Momentami, jesteśmy pewni o co chodzi w tej historii, co to za zwłoki, kto jest mordercą i skąd biorą się tajemnicze kredowe ludziki, by za chwilę kolejne wydarzenia poddały w wątpliwość wszystkie nasze teorie. Miałam wrażenie, że rozwiązanie gdzieś ciągle mi umyka, jakby uciekało po kartkach próbując nie dać się złapać.

To właśnie chyba to motanie tak mnie przykuło do tej powieści. Ciekawa fabuła, zagadka, którą tylko pozornie łatwo rozwiązać, poczciwy złodziejaszek Eddie i tajemniczo-nietajemnicza postać Kredziarza. Żałowałam tylko, że motyw kredowych symboli nie został jakoś bardziej rozwinięty. Niby przewija się co jakiś czas przez fabułę, ale jest to dosyć zapominane przez autora, a szkoda, bo wyczuwałam w tym potencjał. I to ogromny.

Swoją drogą muszę powiedzieć Wam coś zaskakującego. Nim zabrałam się do czytania tej książki zaczęłam robić jej zdjęcia. I po jej przeczytaniu dopiero wzięłam się za ich obróbkę. I wiecie co się okazało? Każde zdjęcie ma silny związek z fabułą. Jeśli śledzicie mojego Instagrama, to zapewne odnajdziecie tam kilka dobrze znanych z książki elementów.

Podsumowanie.

Ciekawa historia, genialny, chociaż nieco zepchnięty na bok motyw kredy, mrożące krew w żyłach zakończenie i to ciągłe mieszanie tropów. Byłam bardzo zainteresowana opowieścią od samego początku do końca. Bardzo podobała mi się paczka przyjaciół, którzy jako dzieci mieli swoje ideały i czegoś się bali, a niewinne kredowe znaki doprowadziły ich do makabrycznego odkrycia. Serdecznie polecam Wam tę książkę – jest trochę inna, oryginalna i bardzo ciekawa.

Autor: C.J. Tudor
Tytuł: Kredziarz
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 380.

za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.

Premiera 28 lutego!