Bogini niewiary – Tarryn Fisher

Kiedy tylko na portalu Czytam Pierwszy zobaczyłam nowa książkę Tarryn Fisher nie wahałam się ani chwili – muszę ją mieć i jak najszybciej przeczytać. A potem przyszła do mnie i ciągle odkładałam lekturę na później, bo miałam już mocno zakolejkowane książki. Ale w końcu, pod koniec września, zmobilizowana wycofaniem książki z portalu postanowiłam się pośpieszyć.

Ateiści, którzy modlą się i klęczą.

Yara ucieka z miasta do miasta i porzuca w nich kolejnych facetów. Jest ich muzą, łamie im serca zanim oni zdążą zrobić to jej. W Seattle jednak wydaje się, że zapuści korzenie – ulegając niechętnie czarowi muzyka Davida zakochuje się, przyjmuje oświadczyny i bierze z nim ślub. Cały czas jednak ma w pamięci to, że wokalista otoczony jest przez wianuszek fanek, szczególnie jednej, natrętnej i wyrachowanej, a Yara myśli, że nie ma z nimi szans. Porzucona w dzieciństwie nie chcę doświadczać tego samego w życiu dorosłym, więc sama ubiega wypadki. Czułość i zapewnienia Davida, że jest najważniejsza na niewiele się zdają.

Znakomita Fisher.

Jak wiecie (albo właśnie się dowiedzieliście) darzę ogromną miłością Fisher – to jedna z moich ulubionych autorek, która zawsze zaskakuje.

Bogini niewiary to książka nieco inna niż wcześniejsze. Nie ma tutaj tak drastycznych obrazów jak w poprzednich, ta jest zdecydowanie łagodniejsza. Przypominała mi spopularyzowaną Fatum i Furię, przez co bardzo mi się podobała. Na początku kompletnie nie mogłam się wygryźć – coś mi nie pasowało, jakoś denerwowało mnie, że Yara ciągle doszukuje się momentu, kiedy będzie musiała odejść. A przy tym wszystkim David był dla niej taki czuły, cudowny i cierpliwy. Skądś to znam, wiecie? Tym razem Fisher pokazuje bohaterkę skrzywdzoną i nieco wykolejoną, ale na taki zupełnie normalny sposób. Nikt również nie krzywdzi jej w psychopatyczny sposób. Fisher ukazuje nam meandry związku, który nie mogę się udać, kiedy jedna strona wciąż przekonana jest o swojej winie. Yara to kobieta, która nie wierzy w miłość, nawet jeśli modli się do niej i przed nią klęka. David to ktoś, kto zakochuje się bez pamięci i wierzy, że to wystarczy, aby zatrzymać kogoś przy sobie.

Oboje są pogubieni, ale mocno ze sobą zżyci. Widzimy ich miłość, trudności i to, że żadne z nich tak bardzo nie chce skrzywdzić drugiego, że notorycznie to robi. Przez brak rozmowy ich idealny świat się wali. Poznajemy myśli Yary, która ciągle jest przekonana o swojej złej naturze, ale także Davida, rozgoryczonego, ze złamanym sercem.

To książka opowiadająca o miłości, ale takiej trudnej, naturalnej i z prawdziwymi przeciwnościami losu. To, w jaki sposób autorka wyprowadza tę historię i w jaki sposób ją kończy przyprawiło mnie o gęsią skórkę, a w końcu nawet się popłakałam. Chociaż ta książka nie wywołuje takich emocji jak poprzednie, które czytałam, to wciąż są to naprawdę silne doznania, tyle, że z zupełnie innej półki. Ta książka przemówiła do mnie bardzo, bo w Yarze dostrzegałam samą siebie. Ba, dostrzegałam każdego z nas! Ta książka jest tak prawdziwa, że czasem aż boli.

Podsumowanie.

To nie ten sam gatunek co poprzednie książki Fisher, które czytałam, ale tym razem autorka udowodniła, że w pogmatwanych i trudnych romansach też może się odnaleźć i napisać coś świetnego. Jeśli lubicie Fisher, a romanse nieocierające się o historie jak z bajek trafiają w Wasz gust – zdecydowanie polecam. Ta książka jest prawdziwa, momentami bardzo trudna, piękna i mówi o miłości tak, jak jest naprawdę. Bez różu, ściemniania i niepotrzebnego Greya.

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Bogini niewiary
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 340.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Czytam Pierwszy.