Recenzja

Krivoklat

Czy pamiętacie jak w szkole wszyscy nauczyciele wpajali Wam zasady dobrego pisania – odpowiednio stawiane przecinki, ortografia, składnia i takie tam? Na dodatek zawsze powtarzali, że zbyt długie zdania powodują chaos i są nieczytelne. 
Dobrze, prawda. Ale nie, jeśli jesteście Jackiem Dehnelem.

Krivoklat

Tytułowy Krivoklat to człowiek chory psychicznie, który swoją radość po śmierci żony odnajduje w oblewaniu kwasem znanych dzieł sztuki. Ale nie jest to taki zwykły wandal – to ktoś, kto czuje się wręcz artystą w swoim fachu: wypróbował wiele środków, wie, które może polecić, a które nie, a także zna się na dziełach sztuki i wie, która strata najbardziej zaboli koneserów. Nie przeszkadza mu również to, że przez swoje czyny notorycznie trafia do zakładu psychiatrycznego. Tam czuje się dobrze, ma tam znajomych i swoją terapię sztuką (paradoks!).

Jeśli i jedno, krótkie zdanie.

Książka Dehnela to prawdziwa uczta dla tych, którzy cenią sobie dobrą, polską literaturę piękną. Język autora to prawdziwy miód na serce, a jego wysmakowany kunszt sprawia, że podczas czytania odczuwa się wręcz namacalną przyjemność. Potrafi napisać zdanie na poł strony, to fakt, ale absolutnie nie traci na tym treść. Zawsze przecież można samemu postawić sobie kropki i przecinki.

Macie ochotę się odchamić i orzeczytać coś, co jest sztuką samą w sobie? Polecam Krivoklata!