Jego banan – Penelope Bloom

Sugestywny tytuł, sugestywna okładka i nieco mniej sugestywny opis, a ja się w ogóle nie zorientowałam! Unikam erotyków jak ognia odkąd przeczytałam kilka bardzo różnych i za każdym razem miałam wrażenie, że autor traktuje czytelnika jakby nie był w stanie sam myśleć. Podaje mu na tacy tylko seks, jakby uznając, że jakakolwiek fabuła jest zbędna. Coś jak w filmach dla dorosłych. A jednak erotyk powinien być według mnie bardziej wysublimowany.

Jego banan.

Natasha jest reporterką i ma za zadanie znaleźć haczyk na szefa dużej firmy marketingowej. W tym celu chce przyjąć się na staż, który otrzymuje po tym, jak zjada na stołówce banana podpisanego imieniem swojego przyszłego szefa. Od tej pory zostaje jego asystentką, a on stara się ze wszystkich sił obrzydzić jej pracę w swojej firmie. Oczywiście, nie udaje się to, ponieważ oboje czują jakąś niezwykłą chemię do tej drugiej osoby.

Najprostszy schemat.

Książka opiera się na najprostszym schemacie jaki istnieje – ona, fajtłapa, on nieziemsko przystojny. Jest między nimi iskra, która w końcu musi dać ogień. Wszystko napisane zostało lekko, z humorem, a wszystkie erotyczne elementy są wysublimowane, ze smakiem i trochę przerysowane, w taki nieco żartobliwy sposób. Dzięki temu lekkiemu, komediowemu sznytowi, książka ta nie była topornym przedstawieniem seksu, ale jednak wersją zdecydowanie lżejszą i taką, która mnie osobiście nawet się spodobała. Było lekko, z humorem, bez wyskakującymi ze wszystkich możliwych miejsc scenami seksu bez jakiejkolwiek fabuły.

Umówmy się, to nie jest książka wysokich lotów i próżno tam szukać doskonałego języka, porywającej akcji i wielowymiarowych bohaterów. Opiera się na najbardziej utartym schemacie, wcale go nie obala, pokazuje chemiczną reakcję dwójki ludzi. Jest momentami niedopracowana i trochę przesadzona, ale chyba właśnie o to chodziło. Żeby było lekko, łatwo i przyjemnie.

Książka niedużych rozmiarów, którą czyta się praktycznie w jeden wieczór. Nie spodziewajcie się fajerwerków, niesamowitych rzeczy, albo niezwykle wyszukanych igraszek, a się nie zawiedziecie.

Podsumowanie.

Książka zdecydowanie jest sugestywna, ale napisana lekko, z humorem, nieco przerysowana, przez co erotyzm tak z niej nie epatuje. Nie powoduje dzęki temu parsknięcia z zażenowania. Lekka, całkiem przyjemna, do połknięcia na szybko i odłożenia na półkę. Raz przeczytałam i wystarczy, chociaż przyznam szczerze, że całkiem mi się podobała taka odskocznia od kryminałów i thrillerów, które zwykle czytam.

Autor: Penelope Bloom
Tytuł: Jego banan
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 300
Moja ocena:4/5

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu.