Tag: historia

Fatum i Furia

Fatum i Furia

On to przeznaczenie. Ona zbudowana jest z nienawiści. On to człowiek sukcesu. Ona wielka przegrana. On to otwarta karta. O niej nie wiemy prawie nic. Poznajcie Fatum i jego żonę Furię. 

Książka Lauren Groff Fatum i Furia to książka, do której podchodziłam jak pies do jeża. Wszyscy chwalili, czytali, więc spróbować postanowiłam i ja. Podchodziłam do niej raz – bez sukcesu, ponieważ przebrnęłam jedynie przez kilka rozdziałów. Ale może do tej książki trzeba po prostu dojrzeć.

Historia jedna z wielu, ale tyle w niej świeżości, nowości i tajemniczej nutki, której nie potrafię w żaden sposób opisać. Niby nic takiego spektakularnego nie dzieje się w książce, a można przepaść z kretesem.

Na początku poznajemy skrzywdzonego przez los Lotta, wyśmiewanego przez rówieśników, traktowanego z chłodną rezerwą przez matkę, która po śmierci męża nie potrafi odnaleźć się w codzienności. Jednak w końcu ktoś pomaga odnaleźć się zagubionemu chłopcu, który korzysta z życia pełną piersią, aż w końcu spotyka swoje przeznaczenie – Mathilde, której nikt nie zna. Bierze z nią szybki ślub wbrew matce i toczy z nią życie. Cały czas egocentryczny, opowiadający głównie o sobie. Ona jest dla niego dodatkiem. Tą, która czeka na niego zawsze cierpliwie i w tym samym miejscu.

Kiedy jednak poznajemy Mathilde już wiemy, że jest Furią. I nikt – ani Lotto, ani czytelnik tak naprawdę jej nie znał. Skrywa jedną okrutną tajemnicę za drugą, właściwie całe jej życie wydaje się jednym wielkim snem. Koszmarem.

Kiedy już zatopisz się w książce – nie będziesz potrafił się oderwać. W żaden sposób.

Pan Jezus też był Żydem 

Pan Jezus też był Żydem 

On jest Żydem! Ale przecież Pan Jezus też był Żydem. A jednak nie pamiętano o tym, kiedy w grę wchodziła pomoc chłopcu, który wychowany został właśnie w tej wierze…

Czasy II wojny światowej to nigdy nie był ani mój konik, ani obszar moich zainteresowań. W trakcie studiów nauczyłam się o tym okresie dokładnie tyle, ile powinnam. Nie przepadam także za literaturą z tego okresu, chociaż nie dotyczy to wspomnień ludzi, którzy wtedy żyli.

Są jednak książki, które należy przeczytać – to tak zwana klasyka literatury, którą od czasu do czasu wybieram, aby nie tylko lepiej poznać ten gatunek (chyba można już tak powiedzieć) i zajrzeć do tego, co kiedyś kogoś niezmiernie poruszyło.

W jednym z supermarketów, samotnie w kącie odnalazłam za śmieszną cenę 10 złotych książkę Uri Orleva „Biegnij chłopcze, biegnij”, którą oczywiście kupiłam. Chętnie zaglądam w te miejsca podczas zakupów, ponieważ czasem wśród Greyów i innych znajduję prawdziwe perełki (tak też stałam się szczęśliwą posiadaczką książki zeszłorocznej noblistki).


Nie mając w głowie zupełnie żadnej opinii na temat tej książki zabrałam się za czytanie. Nie widziałam filmu, więc wiedziałam jedynie to, co zechciał przekazać mi redaktor książki w krótkiej notce. Przez niecałe 200 stron poznałam chłopca – zagubionego, ale niezwykle bystrego i zaradnego, który spotyka na swojej drodze dobrych i złych ludzi, który przez to, że jest Żydem nie może przestać się ukrywać. Na polecenie ojca zapomina jak się nazywa i skąd pochodzi, pamięta tylko, że jest Żydem. Pod koniec wojny będzie już tak zakamuflowany, że zapomni nawet o tym. Jednak prośba ojca szybko mu się przypomni – tak jak wszystko, co miał przed wojną.

Mieszkając w lesie, kradnąc, ale i pracując u różnych gospodarzy chodzi od wsi do wsi jako Jurek. Przez swoje pochodzenie nie zostaje mu nawet udzielona na czas pomoc i chłopiec wychodzi ze szpitala bez jednej ręki.

Bestialstwo wojny z perspektywy małego chłopca wyglada zaskakująco łagodnie. Dzięki sprytowi nie żyje mu się najgorzej, a pomoc dobrych ludzi pomaga mu przetrwać najgorsze chwile. Chłopiec ma dużo szczęścia – trafia głównie na osoby, które chcą mu pomóc, a sam dla siebie również bardzo dużo robi dobrego. Szybko się uczy, dzięki czemu od ludzi, których poznaje przejmuje to, co pomoże mu w przyszłości przeżyć.

Polecam serdecznie – przez taką klasykę naprawdę warto przejść.